Witajcie. Przepraszam, że tak długo nie dodałam. Czuję się beznadziejnie. Mój tata wyjechał dzisiaj o 4 rano do Afganistanu na pół roku... mam nadzieję, że imagin jest lepszy niż mój humor. Komentujcie.
Wiki
_______________________________________________________________
Dzisiaj wielki dzień w Akademii Cimmerii. Za dwie godziny zacznie się zimowy bal. Cimmeria to liceum. Wszyscy uczniowie mają tu swoje pokoje. Wyjeżdżamy stąd tylko na święta i wakacje. Pewnie myślicie, że to straszne ale wcale tak nie jest. Jestem strasznie podekscytowana balem. Przyjedzie dużo ważnych ludzi i rodzice uczniów. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedziałam radośnie. Do pokoju wpadła moja przyjaciółka z suknią i butami.
- Czas się przygotować. - posłała mi uśmiech. - na początek zajmiemy się twoimi włosami kochana.
- O nie. - jęknęłam. - nie kombinuj, ma być naturalnie.
- Dobra, dobra. - siadłam na krześle a dziewczyna zaczęła swoją pracę nad moimi długimi, brązowymi włosami.
- Skończone. Teraz makijaż. - miałam do niej pełne zaufanie. Siedziałam nieruchomo. W końcu dziewczyna skończyła. - wstań i idź się zobacz. - podeszłam do wielkiego lustra. Makijaż był przepiękny a fryzura delikatna tak jak chciałam.
- Jesteś niesamowita. - przytuliłam dziewczynę. - dziękuję.
- Nie ma za co. - uśmiechnęła się.
- Teraz kolej na ciebie. - zajęłam się przyjaciółką. Była zadowolona z efektów mojej pracy. - czas założyć suknie. - pomogłam jej zapiąć zamek.
- No wskakuj w swoją. - wskazała na czarny materiał okrywający moją kreację.
- Okej. - podeszłam i wyciągnęłam długą, zieloną suknię. Założyłam ją a (i.t.p) zapięła zameczek. Obróciłam się do niej przodem.
- Wglądasz ślicznie. Chłopcy zobaczą co stracili. - tak, w tym roku idziemy bez partnerów.
- Ty też wyglądasz przepięknie. - wskazałam na jej długą, jasno niebieską suknię z cekinami.
- Znów kłamiesz. - zażartowała. Obie wybuchnęłyśmy śmiechem. - czas schodzić. Włożyłyśmy srebrne buty na niewielkim obcasie.
Wyszłyśmy na korytarz. Szłyśmy a uśmiech nie schodził nam z twarzy. Stawiałyśmy ostrożne kroki schodząc po schodach by się nie wywalić. Znalazłyśmy się przed drzwiami prowadzącymi do sali balowej. Wzięłyśmy głęboki wdech i weszłyśmy do pomieszczenia. W środku było strasznie dużo ludzi. Jedni rozmawiali po hiszpańsku, drudzy po włosku a jeszcze inni po francusku. Rozumiałam tylko mówiących po irlandzku. W końcu to mój język. Wyłapywałam pojedyncze słówka z francuskiego. Szłam do stolika wyznaczonego dla naszej paczki gdy zauważyłam, że moja przyjaciółka już gdzieś zniknęła. Poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu. Odwróciłam się i spojrzałam na dobrze mi znanego blondyna. Miał na sobie czarny, idealnie do niego pasujący garnitur.
- Ślicznie wyglądasz. - czułam jak moje policzki oblewa rumieniec.
- Ty też niczego sobie. - zaśmiałam się.
- Chodź, moi rodzice chcą cię poznać. - chwycił mnie pod ramię i poprowadził w stronę pary rozmawiającej z dyrektorką szkoły. Kobieta się oddaliła a my stanęliśmy na przeciwko jego rodziców. Ojciec powiedział do Nialla coś po francusku. Nie wiem dlaczego skoro też jest z Irlandii. Chłopak się uśmiechnął.
- Poznajcie (t.i). (t.i) poznaj moich rodziców.
- Miło mi. - próbowałam brzmieć naturalnie. Denerwowałam się. Jego rodzice byli prawie najważniejszymi osobami przebywającymi w tej sali.
- Nam również. - powiedział mężczyzna.
- Niall miał racje, jesteś urocza. Tyle nam o tobie opowiadał. - spojrzałam ukradkiem na chłopaka. Był zawstydzony.
- Dziękuję.
- My już lepiej pójdziemy.
- Jasne, idźcie się bawić dzieciaki. Do zobaczenia (t.i). - powiedziała kobieta.
- Do zobaczenia.
Siedzieliśmy przy stoliku rozmawiając. Na parkiecie tańczyło pełno ludzi. Wśród tłumu znalazłam moją przyjaciółkę. Tańczyła z Carterem. Od dawna się w nim podkochuje. Rodzice znowu zawołali Nialla. Zostałam sama. Patrzyłam na ludzi. Kobiety miały na sobie drogie suknie a mężczyźni garnitury. Wszyscy wyglądali idealnie. Zrobiło mi się duszno. Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Pchnęłam je mocno i znalazłam się na trawniku, przed szkołą. Jest zima a ja zapomniałam wziąć ze sobą płaszcz. Trudno, przeżyję. Ani śladu śniegu. Szłam ścieżką w stronę ogrodu. Otworzyłam furtkę. To jedno z moich ulubionych miejsc w Cimmerii. Podeszłam do ławki znajdującej się na samym końcu ogrodu. Dzięki temu, że akademia znajduje się na wzgórzu doskonale widać stąd miasto. Podziwiałam niebo pełne gwiazd.
- Nie wzięłaś płaszcza. - usłyszałam za sobą jego głos. Odwróciłam się.
- Ty też. - zauważyłam.
- Ale ja mam przynajmniej marynarkę. - zdjął ją z siebie i podał mi, lecz ja jej nie wzięłam. Skrzywił się. - załóż to.
- Wtedy ty zmarzniesz. - uśmiechnęłam się do niego.
- Oj, nic mi nie będzie. - podszedł do mnie i założył ją na moje ramiona po czym się odsunął. Dziwnie się czułam jak tak na mnie patrzył. - przepraszam za moich rodziców.
- Nic się nie stało. - nastała niezręczna cisza.
- Le coeur a ses raisons que la raison ne connait point. - wypowiedział te słowa tak szybko, że zorientowałam się tylko, że są po francusku. Dlaczego mówił do mnie w języku którego nie rozumiałam?
- Nie mówię po francusku. - zaśmiałam się - co to znaczy Niall? - spytałam. Chłopak podszedł bliżej. Dzieliło nas tylko kilka centymetrów.
- To znaczy, że chcę z tobą być. Nie mogę przestać o tobie myśleć. - patrzył mi prosto w oczy. Na moją twarz wkradł się delikatny uśmiech. Pocałował mnie długo i namiętnie. Wplotłam palce w jego blond włosy. Jedną dłoń trzymał na moim policzku a drugą obejmował mnie w tali. Przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował bardziej zachłannie. Gdy się od siebie oderwaliśmy, poczułam jak płatki śniegu spadają na moją skórę.
Odchyliłam głowę do tyłu.
- Śnieg. - powiedziałam.
- To znak. - zaśmiał się. Spojrzałam na niego. Patrzył przez chwilę prosto w moje oczy po czym ponownie wpił się w moje usta.



Śliczny! Piszcie więcej, bo nie mogę się już doczekać :)
OdpowiedzUsuńimagin genialny jak zwykle!
OdpowiedzUsuńja nie wiem jak można mieć taki talent= zazdroszczę!
pisz szybko i nie przejmuj się tym, że Twój tata wyjechał to pół roku minie tak szybko, że nawet nie będziesz wiedzieć kiedy :D
życzę weny!