Hej Skarby. Chciałam na początku podziękować za magiczną liczbę odwiedzin. To już ponad 2000 :)
Jesteście wspaniali, nawet nie wiecie ile radości mi sprawiliście. Ja postarałam się wam odwdzięczyć i oto taki lekki imagin ode mnie :) Przepraszam, że tak rzadko dodaję, ale mam tak mało czasu. No ale przyszła sobota i macie.
Mówię, że szału nie ma i staniki nie latają, ale wreszcie coś jest, a jak mówią słowa pewnej piosenki: Cieszmy się z małych rzeczy.
ps. Przepraszam za błędy
ps. Pamiętajcie o konkursie :*
ps. Dziękuję za nominację. Kochana Edzia♥
wasza Julu♥
Na szkolnym korytarzu rozległ się dźwięk dzwonka. (t.i.) razem z tłumem nastolatków ruszyła na blog sportowy. Teraz w-f. Weszła do szatni dziewczyn, rzuciła plecak na ziemie i wyjęła pośpiesznie strój. Przebrała się i jak najszybciej opuściła szatnię, nie wiążąc nawet trampek. Nie miała najmniejszej ochoty przebierać się z tymi pustymi dziewczynami dla których liczył się tylko makijaż i wygląd. Nie chciała słuchać różnych komentarzy na swój temat. Miała tego już po dziurki w nosie. Usiadła na ławce i zawiązała buty. Na korytarzu pojawiła się jej nauczycielka od w-fu i wpuściła ją na salę. Dziewczyna czekała na resztę klasy jakieś pięć minut.
,, Dlaczego one nie mogą się przebrać i po prostu tu przyjść?!,,
W końcu po dłuższym czasie oczekiwania w sali pojawiła się większość klasy. Połowa dziewczyn, które przyszły zaraz usiadła na ławce.
(t.i.) przewróciła tylko oczami. Miała już dość tych dziuni!
Zaczęła biegać. Okrążyła kilka razy salę, po czym podeszła do drabinek i zaczęła się rozciągać. Najpierw głowa, barki, ręce, dłonie, nogi.
Usłyszała za sobą śmiech.
Odwróciła się w stronę, skąd dochodził irytujący chichot.
- Zamknij się! - warknęła, mierząc Rebekę, szkolną piękność, ostrym, przenikliwym wzrokiem.
- Boże (t.i.) złość piękności szkodzi. Nie denerwuj się złotko. - zatrzepotała rzęsami.
- Ah biedulka, przecież jej to już nic nie zaszkodzi. - wtórowała jej równie pusta koleżanka.
(t.i.) zaczęła trząść się ze złości. Odwróciła się na pięcie i wróciła do poprzednich ćwiczeń.
Grupka dziewczyn dała jej spokój, ale tylko na chwilę.
Później zaczęła się gra. Koszykówka, normalnie masakra.
Dziewczyna biegała za piłką. Kilka razy trafiła do kosza, co nie było jakimś olimpijskim wyczynem, gdyż jej "koleżanki" wcale nie były zajęte grą. Dziewczyna podeszła do nauczycielki i spytała się, czy może wyjść do toalety. Miała tego dość, a oprócz tego jakiś ostry zapach perfum zakręcił jej w nosie i teraz bolała ją głowa. Wyszła z sali gimnastycznej. Złapała się za czoło i szybko chwyciła ławki, powstrzymując w ten sposób upadek. Pozbierała się i powoli ruszyła do toalety. Była już bardzo blisko białych drzwi, jednak nie udało jej się dojść, gdyż kilka kroków od łazienki osunęła się na ziemię. Uderzyła głową o twardą posadzkę i zemdlała.
______________________perspektywa Harrego______________________________
Wszedłem do budynku nowej szkoły. Klasa sportowa, wyśmienicie. Nienawidziłem sportu. Nie, inaczej chciałem iść do muzycznego liceum, a rodzice posłali mnie tutaj. Tatuś zapalony piłkarz, a mamusia zdolna pływaczka. Nie ma jak spełniać marzenia rodziców. Ruszyłem od razu na blok sportowy, gdyż tam miałem się spotkać z wychowawcą. Najgorsze było to, że byłem w tym dobry i sprawiało mi to na samym początku radość, ale teraz gdy myślę o jakimkolwiek treningu odechciewa mi się wszystkiego.
Po kilku minutach błądzenia dotarłem wreszcie do bloku sportowego. Ruszyłem długim korytarzem szukając pokoju nauczycielskiego. Skręciłem w lewo i zobaczyłem dziewczynę leżącą na ziemi. Podbiegłam do niej, rzuciłem torbę na ziemię i uklęknąłem przy niej. Była blada. Sprawdziłem puls i oddech. Był słaby. Zacząłem wołać o pomoc. Gdy nikt nie wyłaniał się z głębi korytarza postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Uniosłem wiotkie, zgrabne ciało dziewczyny i przytrzymując jej głowę wszedłem do pierwszej, lepszej sali gimnastycznej. Na środku siedziała grupka dziewczyn, plotkowały i głośno się śmiały nie zwracając uwagi na siedzącą obok nauczycielkę. Ta zresztą również siedziała z telefonem w ręce. Gdy przekroczyłem próg sali, wszystkie spojrzenia powędrowały na moją skromną osobę. Widziałem jak wszystkie te dziewczyny tępo się na mnie gapią.
- Em... potrzebujemy pomocy. - sprawiłem, że nauczycielka podniosła głowę.
Gdy tylko ujrzała kogo trzymam na rękach podbiegła do mnie.
- Chodź. - pośpieszyła mnie.
Wyszedłem za nią z sali, a za mną reszta grupy.
- Hej, jesteś nowy? - zaczęła jedna uśmiechając się do mnie.
- Kurde, to chyba nie jest dobry czas na zawieranie znajomości. - przewróciłem oczami.
- Oj zawsze jest czas na miłość, kotku.
,, Co ona sobie myślała?,,
- Tak, jasne. Powiedzmy jednak, że innym razem.
Dziewczyna przystanęła i obróciła się na pięcie. Reszta jej świty podążyła za nią.
- Oby nie było następnego razu. - wyszeptałem błagalnie.
________________Perspektywa (t.i.)_______________________________________
Blondynka otworzyła oczy. Leżała na jakimś łóżku. Nie miała siły podnieść głowy, więc tępo wpatrywała się w sufit. W końcu usiłowała wstać.
- Nie ruszaj się. - poczuła jak czyjeś wielkie dłonie pchają jej ramiona w dół.
Dziewczyna przekręciła głowę, co wywołało straszny ból w środku. Zaczęła masować obolałe miejsce.
- Jestem Harry. - chłopak siedzący obok niej uśmiechnął się.
,,Ma śliczne dołeczki,,
- (t.i.). Co się właściwie ze mną stało?
- Szczerze, nie wiem. Znalazłem cię nieprzytomną na bloku sportowym. Nie oddychałaś. Wystraszyłem się trochę.
Blondynka wpatrywała się jeszcze w chłopaka.
- Nie jesteś z tej szkoły. - stwierdziła.
- Już jestem. Dzisiaj pierwszy dzień.
- Aha.
Na tym skończyła się ich krótka rozmowa.
- Co z pielęgniarką? - zapytała (t.i.) po chwili.
- Dzwoni do twoich rodziców. Mi kazała z tobą siedzieć.
- I tak się nie dodzwoni. - dziewczyna stała się nagle szorstka. - Możesz już iść. Dziękuję. - odwróciła wzrok od chłopaka i znów wpatrywała się w sufit.
- Mam wyjść? - upewnił się Harry.
Gdy nie otrzymał od (t.i.) żadnej odpowiedzi wstał i bez słowa wyszedł z gabinetu.
_____________Perspektywa Harrego_______________________________________
Usiadłem obok starszej pani na korytarzu.
- Jej rodzice nie odbierają. Nie mogę pozwolić iść jej samej do domu.
Nagle drzwi gabinetu otworzyły się i wyszła z nich (t.i.). Chwiejnym krokiem podeszła do nas.
- Niech pani nie marnuje czasu. Ja już pójdę do domu. - dziewczyna odwróciła się, jednak kobieta szybko ją złapała.
- Nie mogą puścić cię w takim stanie! Musisz mieć zapewnioną opiekę, w domu przecież nie ma twoich rodziców...
- I tak ich nie będzie. Musiałaby mnie pani tu trzymać co najmniej do jutra. I tak przecież pójdę po skończonych lekcjach. Dwie godziny w tą, czy w tamtą. - przerwała jej blondynka.
Pielęgniarka wiedziała, że nie zatrzyma jej po godzinach lekcyjnych. Nawet nie mogła tego zrobić.
- Ja ją zawiozę. - odezwałem się.
Dwie kobiece twarze spoglądały na mnie. Jedna zdziwiona, ale i spokojna, a druga zdziwiona i zła.
- Ja go nawet nie znam! Co jak mnie zgwałci! - (t.i.) usiadła naburmuszona na ławce.
Pielęgniarka odciągnęła mnie na bok.
Powiedziała, jak mam się zachować wobec (t.i.). Mówiła, że gdyby coś się działo mam dzwonić na pogotowie.
- Dobry sen powinien wszystko załatwić. Wpiszę ci pochwałę Harry. - mrugnęła, po czym pomogła wstać blondynce.
Umówiliśmy się przed wejściem. Dziewczyna przyszła w swojej fioletowej kurtce i silniej naciągnęła kaptur.
- Co się tak chowasz? - zapytałem z uśmiechem.
- Ty nie wiesz jak tutaj jest. Wszystko szybko się rozchodzi, a ja mam dość problemów. - wyszła.
Pobiegłem za nią.
Szliśmy w milczeniu.
Dotarliśmy w końcu na przystanek tramwajowy.
- Szykuj się na długą jazdę. - powiedziała dziewczyna wchodząc do tramwaju.
Pojazd był tak zatłoczony, że nie było nawet gdzie stać. Nagle ktoś przechodząc obok popchnął mnie, a ja poleciałem na blondynkę, przyciskając ją do okna.
- Wariacie!
- Przepraszam, ale to nie moja wina. - wyszczerzyłem zęby.
- Złaź! - lekko mnie zepchnęła, po czym złapała się za głowę.
- (t.i.) co ci jest? -ująłem jej twarz w moje dłonie, żeby przyjrzeć się jej zaszklonym oczom.
- Nic, trochę mi słabo.
- Powinnaś usiąść.
- Nie, wszystko w porządku... - zamknęła oczy.
- Weź mi tu nie mdlej!
Dziewczyna osunęła się w moje ramiona.
Postanowiłem wysiąść na następnym przystanku, co było cholernie trudne z nieprzytomną (t.i.).
Usiadłem z nią na ławce i pilnując, żeby nie zsunęła się na ziemię, wykręciłem numer do przyjaciela.
Po kilkunastu minutach podjechał do nas czarny, wysoki samochód. Zayn tworzył mi drzwi, a ja ułożyłem dziewczynę na tylnych siedzeniach samochodu i rozpiąłem jej grubą kurtkę. Usiadłem obok niej i położyłem jej głowę na moich kolanach.
- Co to za panienka? - Zayn lustrował wzrokiem blondynkę.
- Moja. - uśmiechnąłem się, a potem opowiedziałem mu co stało się w szkole.
- Dobra, wiesz gdzie ona mieszka?
Pokręciłem głową.
- Ale mam pomysł jak się dowiedzieć. - sięgnąłem po torbę dziewczyny.
Pogrzebałem w niej trochę i wyjąłem legitymacje. Podałem ją Zaynowi.
- Jedź, tylko ostrożnie!
- Okej, okej. - ruszyliśmy.
_____________ Perspektywa (t.i.)__________________________________________
Dziewczyna znów się obudziła. Co dziwne była w swoim pokoju i nie pamiętała drogi do domu. Podniosła się z łóżka. Zobaczyła, że ma na sobie piżamę. Tego też nie pamiętała, żeby się przebierała.
Wyszła z pokoju i schodząc na drugie piętro przystanęła pod drzwiami sypialni rodziców. Nie było ich. Jak zawsze.
Ruszyła dalej schodami schodząc na pierwsze pięterko. Droga z góry była dość uciążliwa. Weszła do
luksusowego salonu.
Harry siedział i popijał herbatkę patrząc w okno.
- Co ty tu robisz? - dziewczyna usiadła obok niego zdziwiona.
- Siedzę.
- No widzę, ale kto cię wpuścił?
- Twoja gospodyni zrobiła mi herbatę i pozwoliła tu na ciebie poczekać. Wyszła kilka minut temu.
- Aha. W takim razie, dziękuję ci za wszystko. Nie musisz już tu dłużej siedzieć. - (t.i.) liczyła na to, że chłopak zbierze się jak najszybciej.
- Wydaje mi się, że jednak muszę. - spojrzał w jej oczy. - Wyglądasz już o wiele lepiej.
Blondynka szybko spuściła wzrok.
- Dzięki, to na pewno przez sen. - mruknęła,
- To co robimy?
Zaskoczył ją tym pytaniem.
- Nie wiem. Możemy popływać. - dziewczyna z nowym zapałem pociągnęła go za sobą.
Zbiegli po kolejnych schodach na parter.
- Wielki masz ten dom.
- Wiem i to jest najgorsze.
Wbiegli do pomieszczenia, w którym znajdował się basen.
- Wow. Nieźle. - wyszeptał Harry.
- Wskakuj. - krzyknęła (t.i.) i wskoczyła do czystej wody.
Chłopak zrobił to co ona. Zaczęli się chlapać, po czym zmęczeni ganianiem w wodzie usiedli na brzegu i mocząc nogi w wodzie rozmawiali.
- To mówisz, że masz podobną chatę? - uśmiechnęła się.
- Tak. Wiesz, mama jest pływaczką, więc mamy dwa baseny. Jeden w domu i jedne na dworze. Obok są korty tenisowe i boisko do piłki nożnej, bo mój tata gra. Raz ściągnął nawet jakiś klub do ogródka. Masakra.
- Wiem co czujesz. Mam podobnie. Mamusia wykłada medycynę na uniwersytecie, a tata siedzi w laboratorium, a ja tutaj sama jak palec. Najgorsze jest to, że chodź ich nie ma w domu, chcą mnie na każdym kroku kontrolować, a nie wiedzą jak jest. Nie pozwolili mi nawet wybrać szkoły. Chciałam iść tańczyć. Nie, bo ja mam iść w ich ślady! W dupie mam ich ślady! - dziewczyna stała się niespokojna.
- Przynajmniej masz basen. - Harry starał się jakoś załagodzić jej gniew.
- I co z tego, jeśli pływam tu sama? Nie mogę zapraszać przyjaciół, bo tata twierdzi, że to rozprasza. Rozumiesz? Czasem czuję się jak księżniczka zamknięta w wieży.
- Jesteś księżniczką.
- Co? - popatrzyła na niego.
- Em... no chodzi o to, że wiem jak jest, bo mam tak samo. Chciałem iść do szkoły muzycznej, a wysłali mnie do klasy sportowej. Nigdy mnie ni słuchają, zawsze widzą tylko swoje ambicje. - zwiesił głowę.
Nagle poczuł głowę (t.i.) na swoim ramieniu.
- Jesteś pierwszą osobą, która mnie rozumie. - wyszeptała.
Uśmiechnął się.
Dziewczyna podniosła głowę i jeszcze raz omiotła go bystrym spojrzeniem. Mokry kosmyk jej włosów przylegał do policzka. Harry wziął pasemko i założył je za ucho.
Uśmiechnęła się.
Nagle ich twarze pochłonięte całkowicie sobą były już tak blisko. Chłopak próbował musnąć jej usta, jednak dziewczyna speszyła się.
- Co się stało? - zapytał łagodnie.
- Boję się, że ciebie też mi zakażą. - w jej niebieskich tęczówkach pojawiły się małe kropelki.
- Nie mogą. Inaczej skazali by mnie na śmierć. - otarł łzę z jej policzka.
- To być może umrzemy razem. - na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
- Ale zanim umrzemy to się pocałujemy. - musnął delikatnie jej usta.
Potem pogłębił pocałunek. W końcu magiczna chwila przestała trwać.
- Jeśli tak ma wyglądać moje wieczność po śmierci, mogę umrzeć już teraz. - musnął jej policzek.
,, Miłość to taka choroba, której nie da się wyleczyć. ,,
ciekawy.... nawet bardzo :D
OdpowiedzUsuń,, Miłość to taka choroba, której nie da się wyleczyć. ,,
kto powiedział taką mądrą rzecz, bo jestem ciekawa i się z tym zgadzam
do zobaczenia :*
Cuddo! Kocham wasze imaginy!
OdpowiedzUsuńEdziu moja kochana, to nie powiedział żaden mądry człowiek tylko JA...
OdpowiedzUsuńjulu♥
Fajny :* A ty mówiłaś, że nie umiesz pisać .
OdpowiedzUsuń/ Wera
Super ! Uwielbiam tego imagina ^^ zresztą inne też są wspaniałe ! <3 / swaggie
OdpowiedzUsuń