Strony

niedziela, 9 lutego 2014

48.Louis (part 1)

Hej moi kochani. Dzisiaj skończyłam jeszcze jednego posta. Częściowo napisała go Wiki. Jestem ciekawa czy zgadniecie, od którego momentu pisałam ja? :) Mam nadzieję, że będziecie z utęsknieniem wypatrywać części drugiej :*
ps. proszę o komentarze
                                                              wasza Julu♥


Zawiązałam dokładnie buty i wyszłam z domu. Był ciepły ranek. Ruszyłam biegiem przed siebie. Muszę odpocząć od wszystkich problemów. Po drodze zorientowałam się, że ciągle biegnie za mną ta sama grupka chłopaków. Przestraszyłam się. Starałam się myśleć, że przecież każdy może tędy biec ale na wszelki wypadek przyśpieszyłam. Oni też. Wbiegłam do parku. Próbowałam wyrównać oddech. Odwróciłam się by sprawdzić czy dalej za mną biegną. Biegli. Nagle na kogoś wpadłam. 

- Przepraszam. - spojrzałam na chłopaka.
Miał kilka tatuaży na prawej ręce. Był ubrany w jeansy i zieloną koszulkę. Na początku się go przestraszyłam.

- Przed kim tak uciekasz? - zaśmiał się.
- Ci goście biegną za mną od dłuższego czasu. - wskazałam na facetów zbliżających się do nas.
- Cześć maleńka. Idziesz z nami. - Powiedział jeden z nich gdy do nas podeszli.

Odruchowo schowałam się za wysokim brunetem lecz on objął mnie w pasie i postawił obok siebie.

- Po pierwsze: nie tak się mówi do kobiet. Po drugie: ona nigdzie z wami nie pójdzie. - powiedział groźnie chłopak za którym się skryłam. 
- Bo co? - zaśmiał się drugi już mniej pewnie.

W ramach odpowiedzi brunet uderzył go w twarz i brzuch. 

- Chcecie być poobijani tak jak wasz kumpel albo gorzej? - zapytał.
Dwóch facetów pomogło się podnieś z ziemi swojemu koledze. 
- Od kiedy ty tak bronisz dziewczyn? - spytał inny facet.
- Wypadałoby bronić swoją dziewczynę prawda? - posłał im groźne spojrzenie. Chwycił mnie za rękę i przysunął bliżej siebie. Spojrzałam na niego pytająco. Uśmiechnął się do mnie i puścił mi oczko.
- Ty z nią? - zaśmiał się - Nie uwierzę Louis.
- Wal się. Zostaw ją, dobrze ci radzę. - nagle chłopak mnie pocałował. - chodź stąd kochanie - powiedział i pociągnął mnie w stronę wyjścia z parku. 
- Dlaczego to zrobiłeś?! - krzyknęłam gdy upewniłam się, że żaden z tych facetów za nami nie poszedł. Puściłam jego dłoń.
- Jeśli wolałaś zostać przez nich zgwałcona to przepraszam. - odpowiedział.
- Sama bym sobie poradziła. - skłamałam. 
- Nie dałabyś rady. 
- Skąd ich znasz Louis? - spytałam.
- Nieważne. Jak masz na imię? - nie spodobało mu się moje pytanie.
- (t.i). Dzięki. 
- Nie ma za co. - uśmiechnął się do mnie. - masz ochotę na kawę?
- Nie powinnam.
- Och, daj spokój. Nie daj się prosić.
- No dobra. - ruszyliśmy w stronę kawiarni. - czemu chcieli właśnie mnie zgwałcić? - dziwnie to brzmiało. Nigdy się nie spodziewałam, że coś takiego może spotkać akurat mnie.
- Od dawna cię obserwowali jak biegałaś po parku ale czemu właśnie ciebie, nie wiem.
- Yhm. Czemu nie wierzyli, że możesz być z kimś takim jak ja? - czułam się lekko urażona.
- Bo jak byłem w ich gangu to wolałem dziewczyny z tatuażami, kolczykami i nie należały do najgrzeczniejszych. 
- Co?! Byłeś w - nie dokończyłam bo Louis zatkał mi usta dłonią.
- Cicho bądź. - syknął.
- Jesteś jakiś nienormalny. - wyrwałam mu się i zaczęłam biec w stronę mojego domu. 

Wpadam na chłopaka, którego nigdy wcześniej nie widziałam. On udaje mojego chłopaka i ratuje mnie przed groźnymi facetami. Później zaprasza mnie na kawę. Mówi, że był w gangu. On nie może być normalny. Zorientowałam się, że Louis mnie nie goni więc przestałam biec. Szłam powoli w kierunku domu. 
Odwróciłam się jeszcze raz, żeby upewnić się, czy na pewno za mną nie idzie.
- Hej.
Odwróciłam się w stronę źródła tego głosu.
- Cholera. - pod drzwiami do mojego domu stał oczywiście Louis.
Przystanęłam obok bramki. Bałam się wejść do własnego domu!
- Idź stąd, bo zadzwonię na policję, jak zaraz nie znikniesz! - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Spokojnie, nie zapominaj kto cię uratował. - przeszedł obok mnie i bezczelnie spojrzał na mój odkryty dekolt.
Zamachnęłam się na niego, jednak on szybko chwycił moją dłoń.
- Nie, nie, nie. - pogroził mi palcem i ruszył ulicą.
Patrzyłam za nim, aż nie zniknął za linią horyzontu.
Otrząsnęłam się i szybko wbiegłam do domu, zamykając drzwi na dwa zamki. Miałam dość dzisiejszego dnia, a on dopiero się zaczynał. Myślałam, że Louis jest inny, niż ci faceci, ale teraz zastanawiałam się, czy to on nie był sprawcą całej tej sytuacji. Bałam się, nie na żarty. Weszłam do mojej łazienki, zaciągnęłam rolety i postanowiłam wziąć prysznic. Zanim się rozebrałam, sprawdziłam dwa razy, czy drzwi są zamknięte. Po kilku chwilach moje ciało otulała letnia woda. Kochałam długie prysznice, po moim biegu, jednak dzisiejsze wspomnienia przyprawiały mnie o ciarki, więc starałam się o tym nie myśleć.
Skończyłam tę przyjemną chwilę i otulona ręcznikiem wyszłam z łazienki. Biegiem ruszyłam w stronę mojego pokoju. Wpadłam do niego jak burza i oparłam się o drzwi.
- To jest chore! - pomyślałam. - Boję się własnego domu! - skarciłam się w duchu i podeszłam do szafy.
Wyjęłam z niej czarne rurki i biały top z prześwitującymi plecami. Ubrałam najpierw bieliznę, a potem przygotowane ubrania. Wyszłam z pokoju. Weszłam do kuchni i nalewając sobie soku, usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Sięgnęłam po komórkę.

 
 Dzięki za tak śliczny i gorący pokaz maleńka.
Szkoda, że nie zdążyłem, zanim założyłaś bieliznę xx
Louis


Jeszcze raz przeczytałam wiadomość, nie mogąc uwierzyć w jej treść.

- Muszę iść na policję. - przeszło mi przez głowę.

Ruszyłam do przedpokoju i szybkim ruchem porwałam torbę z wieszaka. Wyszłam przed dom, zamknęłam go porządnie i wsiadłam do auta.

Kierunek - policja.

Ruszyłam z piskiem opon z mojego podjazdu. Starałam się wyluzować. Nagle w tylnym lusterku pojawiły się dwie, czarne furgonetki. Teraz wystraszyłam się nie na żarty.


 Czułam się, jak w filmie akcji, tylko, że to ja byłam ofiarą.
Nacisnęłam pedał gazu. Skręciłam w pierwszą uliczkę, jednak na jej końcu już stały dwie kolejne furgonetki. Nie myśląc dłużej zatrzymałam auto w poprzek ulicy, porwałam torbę z siedzenia i wybiegłam jak najszybciej z samochodu. Przedarłam się przez jednorodzinne domki, jednak oni już byli za mną. Na szczęście (a może jednak nie) nie było tam Louisa. Wbiegłam do tego samego parku, po którym dzisiaj rano biegałam.  Teraz to już nawet nie był bieg. To była ucieczka przed NIMI. Nagle z najbliższej alejki wybiegło dwóch dryblasów i zastąpiło mi drogę. Zatrzymałam się gwałtownie i zaczęłam szperać w dużej torebce. Podbiegł do mnie jeden i wyrwał mi ją z rąk, jednak ja zdążyłam wyjąć to co chciałam. Celowałam teraz pistoletem w jego czoło.
- Odsuńcie się! - starałam się, brzmieć pewnie.
Nagle jeden z nic zaczął się śmiać. Podniosłam broń na niego.
- Gwiazdko, odłóż to, bo jeszcze sobie coś zrobisz. - próbował do mnie podejść, jednak ja, nie opuściłam broni, celując cały czas w środek jego głowy.
Nie spodobało mu się to. Mrugnął porozumiewawczo do swoich kumpli. Widziałam ich zadowolone i pełne nienawiści spojrzenia. Poczułam jak ktoś złapał mnie od tyłu za rękę, wykręcając ją, aż syknęłam z bólu. Ktoś wyrwał mi broń z ręki i mocniej ścisnął moje ręce za plecami.
- Mówiłem, żebyś nie udawała gwiazdki, skarbie.
Spojrzałam na moich oprawców i gdyby mój wzrok umiał zabijać, wszyscy leżeliby martwi.
- Nie trzeba było zadawać się z Louisem. Nie trzeba było. - cmoknął wymownie ustami.
- Tak, jasne! Zgwałcilibyście mnie od razu! - poczułam jak uścisk na moich rękach staje się silniejszy.
- Już, już. Złość piękności szkodzi. Zabierzemy cię do twojego ukochanego Louiska. - kiwnął tylko głową.
Człowiek, który mnie trzymał kazał mi się ruszyć do furgonetki. Nie podobała mu się forma mojego sprzeciwu. Szarpnął mnie mocniej i wrzucił do bagażnika.
- Szyby są przyciemniane i dźwiękoszczelne, nikt cię nie usłyszy. - syknął do mojego ucha.
Poczułam smród jego oddechu. Skrzywiłam się mimowolnie.
Drzwi bagażnika zatrzasnęły się z trzaskiem. Poczułam mocne szarpnięcie, co oznaczało, że auto ruszyło. Starałam się nie płakać, jednak łzy już spływały po moich policzkach. Nie wiedziałam co się ze mną stanie, bałam się. Tak cholernie się bałam. Po dłuższym czasie, pogrążona w rozpaczy usnęłam.
                                                       C.D.N.












5 komentarzy:

  1. Louis w gangu?! czego wy jeszcze nie wymyślicie...(w pozytywnym sensie :D)
    nie umiem stwierdzić, gdzie Tesia skończyła pisać, a Julu zaczęła ponieważ obie piszecie genialnie- za co Was podziwiam :D
    będę czekać wytrwale na kolejne części tego imagina :*
    Edzia
    my-universe-will-never-be-the-same-33.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Świetny imagin :) Podoba mi się ta mroczna wersja Louisa <3 Piszcie szybko nexta!

    OdpowiedzUsuń
  3. Masakra jak się wczytałam, Piszcie dalej!!

    OdpowiedzUsuń
  4. O mój boziu !
    Nie no to jest chyba mój ulubiony imagin <33
    Taki... inny - niesamowity !
    Teraz będę z niecierpliwością czekała na nn ;* // swaggie

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebisty imagin, mimo tego, że nie jestem fanką 1d, genialnie piszecie!! ^^

    OdpowiedzUsuń