Strony

piątek, 28 lutego 2014

56. Niall

Hej, hejka, hejo! Patrzcie co znalazłam! Ten imagin ma już ROK. Odnalazłam zeszyt z moimi starymi imaginami i dzisiaj możecie podziwiać jedno z pierwszych dzieł :) Troszkę poprawiony, ale nie całkiem zmieniony. Chcę wam również podziękować za ponad 3000 wyświetleń. Jesteście wspaniali! Jak wam się podoba ten imagin? Komentujcie xx.
                                                         wasza Julu♥
ps. pochylona czcionka - myśli bohaterki






Gdzie to może być? - myślałam gorączkowo grzebiąc w szufladzie.
Niall, gdzie ty TO dałeś? Głupio mi włamywać się do twojego mieszkania.
Nagle usłyszałam, jak ktoś otwiera drzwi. Stanęłam jak wryta. Słyszałam jak ktoś wchodzi po schodach.
- Tylko nie to! - jęknęłam.
W wielkiej panice zamknęłam szufladę w komodzie. Nie wiedząc gdzie się schować, biegałam po jego sypialni.
Przecież nie może mnie tu zobaczyć! Co sobie pomyśli? Ja się przecież nie włamałam tylko znalazłam dodatkowy klucz pod wycieraczką. - słyszałam, że chłopak zmierza właśnie w stronę swojego pokoju.
Szafa, łóżko, okno, biurko... Chwila ŁÓŻKO!
Nie namyślając się dłużej wślizgnęłam się pod mebel. w momencie, gdy moje trampki zniknęły pod łóżkiem, drzwi otworzyły się i do pokoju wszedł mój blondyn. To znaczy mój przyjaciel w blond włosach.
- Boże, jaki ja jestem zmęczony! - Niall rzucił się na łóżko, które pod jego ciężarem lekko się zapadło.
Leżałam teraz przygwożdżona do podłogi.
- Wreszcie chwilka wypoczynku. - chłopak przekręcał się na łóżku, a ja starałam się nie wrzeszczeć.
- Niall! Skarbie, gdzie jesteś? - damski głos rozległ się po całym domu.
- O nie, znowu ta jędza. - burknął mój przyjaciel, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
Też nie lubiłam tej Nicole.
- Co się stało skarbie? - chłopak podniósł się z łóżka, a ja odetchnęłam z ulgą.
Do pokoju weszłam brunetka. Poznałam ją, po tych jej czerwonych szpilkach. To na pewno była Nicole - dziewczyna Nialla.
- Miałeś zadzwonić! - krzyknęła z wyrzutem.
- Tak, ale... - jąkał się chłopak.
-  Ale co?
- Byłem zajęty.
Byłam pewna, że przewróciła oczami.
- Pewnie znów spotkałeś się z tą całą (t.i.)! Gdzie byliście tym razem? Mam jej dość! Spędzasz z nią więcej czasu niż ze mną! Mam już tego... Zaniedbujesz mnie, Niall! Jeśli mnie już nie kochasz to powiedz, bo ja naprawdę nie chcę być przy chłopaku, dla którego nic nie znaczę! - krzyczała Nicole.
Pewnie zaraz się rozpłacze. - przemknęło mi przez myśl.
I miałam rację. Dziewczyna wybuchła straszliwym, niepochamowanym płaczem. Niall podbiegł do niej i ją przytulił.
- Przepraszam, skarbie. Obiecuję ci, że się zmienię, że będziesz już tylko ty. Nie płacz, proszę. - pocałował ją.
Znów jej uległ. Jej i jej gierkom. Nicole była w rzeczywistości okropną jędzą, ale Niall nie potrafił od niej odejść. Rozmawiałam z nim wiele razy, ale zawsze kończyło się tak, jak teraz. Ona go nie kochała, kochała jego pieniądze. On tego nie widział, albo nie chciał widzieć. Wierzył, że łączy ich prawdziwa miłość. Biedny Niall.
Widziałam, jak chłopak całuje brunetkę.
O nie, tylko nie to! - para przeniosła się na łóżko.
Nie, nie, nie! - krzyczałam w myślach.
Po chwili różowa koszula dziewczyny spadła na podłogę, prawie pod mój nos.
Masakra. - próbowałam nie krzyknąć.
Po pokoju rozległ się dźwięk ulubionej piosenki Nialla.
- Zaczekaj kotku. Zaraz do tego wrócimy. - chłopak wstał i odebrał telefon. - Tak, słucham? Nie. Tak, oczywiście. Naprawdę? Jesteś pewny? No dobra, dobra. Okej. - Niall schował komórkę do kieszeni.
- Co się stało misiu? - spytała Nicole, wstając z łóżka.
Żeby tylko nie podniosła koszuli. - modliłam się.
Dziewczyna schyliła się po ubranie, ale w chwili, gdy miała już je podnieść zatrzymała się i rzuciła coś takiego:
- Dokończymy to?
- Nie. - blondyn niedbale podniósł jej koszulę.
- Jak to NIE? Czemu, misiu? - pytała brunetka, gdy Niall wyprowadzał ją z pokoju.
- Idź już. - mówił coraz bardzie zdenerwowany.
- Co się stało?
- Nic... zdzwonimy się później. - schodzili po schodach.
Wyskoczyłam spod łóżka.
- Muszę zadzwonić do (t.i.)! - usłyszałam jego krzyk.
- Co? Znowu do niej! Niall, rozmawialiśmy o tym! Ty cholerny, okropny, zły człowieku. Wolisz ją ode mnie. - po mieszkaniu rozniósł się dźwięk zatrzaskiwanych drzwi.
Muszę wyłączyć telefon. - wyjęłam z kieszeni telefon i nacisnęłam OFF.
Otworzyłam ponownie szufladę i po chwili wyjęłam z niej papierek i schowałam do kieszeni.
Zbiegłam na dół i schowałam się za kanapą.
Teraz, albo nigdy. - pomyślałam i przebiegłam do kuchni.
Otworzyłam szklane drzwi, prowadzące do ogródka i cichutko wyszłam na zewnątrz. Wybiegłam zza rogu domu, bo chciałam wyjść kulturalnie bramką, ale tam stała już Nicole. Szybko się cofnęłam i schowałam za murem. Dziewczyna wsiadła do auta.
Dobra, drugie podejście. - wystawiłam głowę zza muru.
Niall siedział na schodach przed wejściem do domu i trzymał w ręce telefon.
Czemu on tam siedzi?
- Czemu ona nie odbiera? - spytał sam siebie.
Spojrzałam na zegarek. Z imprezy wyszłam już z dwie godziny temu. Nic dziwnego, że zaczęli mnie szukać. Kto normalny zwiewa z własnych, osiemnastych urodzin? JA. Nie chciałam tam być, bo pojawił się ON.
Zapytacie, kto to jest ON?
Więc ON, to mój były chłopak, z którym zerwałam i od kilku lat gościu mnie prześladuje. Zgłosiłam to na policję, ale ona jest bezradna, a ja się go po prostu boję.
Znów wyjrzałam zza muru.
Niall, idź sobie. - myślałam, jakby to coś miało dać.
Okej, zrobimy to inaczej. - pobiegłam na tył ogrodu.
Wspięłam się na drewniany stolik i uczepiłam się gałęzi drzewa, które rosło tuż za płotem. Złapałam gałąź i podciągnęłam się do góry. Przełożyłam jedną nogę i siedziałam okrakiem na gałęzi.
Uff... jak dobrze, że mam trampki a nie szpilki. Ten wf, jednak się do czegoś przydał.
Przeszłam pomiędzy liśćmi na drugą stronę korony i usiadłam na kolejnej gałęzi, która znajdowała się nad chodnikiem.
No to skaczemy, raz...dwa...trzy i...
- Nie. - wyszeptałam.
Chłopak idący pode mną przystanął i rozejrzał się.
Nie patrz w górę! Proszę, proszę, proszę...
- Harry! - w stronę loczka biegł blondyn.
- I co Niall? Dzwoniłeś do niej?
- Tak, ale ma wyłączony telefon. Jak ona mogła zniknąć?
- No wiesz, nie było ciebie i pojawił się ten jej były...
- Co!
- No przyszedł i zaczął węszyć. Nie dziwię się, że uciekła. Musiała być przerażona.
- Musimy ja znaleźć. - powiedział stanowczo Niall. - Co my zrobiła (t.i.)? Myśl Harry.
- Zwiałaby do siebie?
- Nie, on zna jej adres.
- No to może do rodziny, koleżanek z pracy...
- O nie! Nie, nie, nie! Ona... Harry załatw wóz na lotnisko. Szybko!
- Okej, ale o co chodzi? - blondyna już nie było.
Kurde domyślił się. Za dobrze mnie zna. - poczekałam, aż Harry zniknie za rogiem.
Zeskoczyłam. Z kieszeni wyjęłam kawałek papieru.
Mam go! Nie zgubiłam. Udało się! Wrócę do domu. - pobiegłam w stronę mojego mieszkania.


Wyjęłam walizkę i wrzuciłam do niej przypadkowe rzeczy. Na łóżku leżał bilet. Mój bilet.
Wrócę do domu. - po moim policzku spłynęła samotna łza.
Ale zostawię tu Nialla. - wybuchłam płaczem.
Usiadłam na podłodze i ryczałam.
Ktoś zapukał do drzwi.
Nie! SZYBKO! Przyszli tu! - zerwałam się pędem.
Zapięłam walizkę i wybiegłam z pokoju.
BILET! - wróciłam do mojej sypialni.
Pukanie do drzwi stawało się coraz bardziej natarczywe.
- Przepraszam. - wyszłam przez taras.
Podbiegłam do dziury w płocie, którą kiedyś wygryzł pies sąsiadów. Przeszłam przez nią i wybiegłam na ulicę. Złapałam pierwszą, lepszą taksówkę.
- Na lotnisko, proszę. - siedziałam w samochodzie i uporczywie wpatrywałam się w krajobraz ukazujący się w oknie. Krople deszczu spływały wolno po szybie, tak jak moje łzy po policzkach. Pogoda była taka sama jak mój nastrój.
- Jesteśmy na miejscu. - z zamyślenia wyrwał mnie głos kierowcy.
- Em... dziękuję. Reszty nie trzeba. - podałam mu banknot, wysiadłam z auta i ciągnąc walizkę za sobą podeszłam do wejścia.
Z biletem w ręce i ze spuszczoną głową weszłam przez szklane drzwi do budynku.
- Gdzie ona jest? - przy punkcie obsługi ktoś się awanturował.
Znam ten głos. - podniosłam głowę, a jakieś kilka metrów przede mną stał Niall ze swoimi przyjaciółmi.
- Proszę sprawdzić listę pasażerów! Ja muszę to wiedzieć! - odruchowo się uśmiechnęłam.
Usiadłam tyłem do chłopaków i wyciągnęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne i wcisnęłam je na nos. Zasłoniłam twarz gazetą.
- Kim pan jest dla tej dziewczyny?
- Przyjacielem.
- Niestety, ale nie mogę udzielić panu żadnych informacji.
- Nie, pani nie rozumie! Ja jestem Niall. Niall Horan.
- Niestety, ale to nadal nic nie zmienia. - pracownica była nieugięta.
- Damy pani autografy. - mówił Harry.
- I zdjęcia. - uśmiechnął się Liam.
- I wejście za kulisy. - dorzucił Zayn.
- To jest przekupstwo. Mam wezwać ochronę? - kobieta podniosła słuchawkę.
Niall odszedł zrezygnowany od jej okienka.
On nie da, za wygraną. Wiem, gdzie nie będzie mnie szukał. Muszę tylko podejść do tamtych drzwi. - wstałam z miejsca i pomału ruszyłam na drugą stronę sali, gdzie znajdowały się toalety.
Gdy byłam już jakieś pięć metrów od nich i już cieszyłam się, że się uda, on się obrócił. Zamarłam. Odwróciłam się szybko i pobiegłam ciągnąc za sobą walizkę.
- (t.i.) zaczekaj! - chłopak ruszył za mną.
Sprawdziłam bilet. Terminal C. Skręciłam w lewo. Biegłam korytarzem.  Przecisnęłam się przez kolejkę, nadałam bagaż i znów pobiegłam w stronę odprawy. Kolejna kolejka.
Zaczęłam przeciskać się przez tłum ludzi.
- Przepraszam, ale tam jest moje dziecko! - krzyczałam ku oburzeniu ludzi.
- Przepraszam, ale tam jest moja żona! - słyszałam głos Nialla.
Dobiegłam do celnika. Rzuciłam torebkę na taśmę i przeszłam przez bramkę.
Jak dobrze, że nic nie piszczy.
Pokazałam mężczyźnie dokumenty. On tylko pokiwał głową. Porwałam torebkę i ruszyłam w stronę hali odlotów.
- A pan gdzie? - dwaj mężczyźni schwytali chłopaka.
- Puszczajcie! - próbował im się wyrwać. - (t.i.) proszę! Nie zostawiaj mnie!
Tylko się nie odwracaj.
- (t.i.) wróć tu!
Nie odwracaj się!
- (t.i.) przepraszam. On nic ci nie zrobi. Ochronię cię! Obiecuję!
Nacisnęłam powoli klamkę i na chwilkę odwróciłam głowę. Ochrona zabierała blondyna do aresztu.
Nie mogę. Boję się. - po policzku spłynęła mała łezka. Otworzyłam drzwi.
- (t.i.) ja... ja cię kocham! Kocham CIĘ!
Odwróciłam się. Upuściłam torebkę i podbiegłam do ochroniarzy.
- Puśćcie go!
- Ale...
- Już! - krzyknęłam.
Panowie w mundurkach opuścili nas, mrucząc coś niezrozumiałego.
- Udało ci się mnie zatrzymać. - uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Tak. W sumie w innych okolicznościach nie ośmieliłbym się tobie przyznać. (t.i.) ja szaleję za tobą od drugiej klasy gimnazjum. Kocham cię, (t.i.).
- Ja też cię kocham Niall. Szkoda, że dopiero teraz o tym mówimy, bo ja nie mogę tu zostać. Boję się. - płakałam.
- Nie płacz. - otarł łzy z mojego policzka. - Możesz, bo razem możemy wszystko. - obdarzył mnie namiętnym, niecierpliwym pocałunkiem.
Zostanę.

3 komentarze:

  1. Jejku jakie to słodkie ! *-*
    Dobrze, że została - nie warto uciekać i zostawiać
    przyjaciół przez jednego dupka.
    Ami ♥
    this-is-my-life-brooklyn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. A co sie stało z jej bagażem?

    OdpowiedzUsuń
  3. No, ona go nadała i poleciał do samolotu xd

    OdpowiedzUsuń