Strony

poniedziałek, 30 czerwca 2014

84. Niall. 3

Hejka!
Powracam do Was z trzecią częścią Nialla! :D Wiem mówiłam, że dodam szybko, ale jestem beznadziejna i jak coś obiecuję to z reguły nie wychodzi. Bardzo Was za to przepraszam.
Uważam, że imagin wyszedł mi okropnie, ale pozostawiam to Waszej ocenie. Let's enjoy it!   
Wasza March :**



      Kolejne dni biegły zwyczajnym rytmem. Ja udawałam, że Horan jest tylko przyjacielem, a on nie dawał mi spokoju po naszej rozgrywce zakończonej remisem. Coraz częściej powtarzał mi, że gdybym się postarała byłabym jedną z najlepszych. Udawałam, że tego nie słyszę, a w głębi duszy dziękowałam Bogu za to, że wreszcie ktoś we mnie wierzy. Kiedy ma się taką osobę jest dużo łatwiej. Właśnie dla tego uroczego blondyna harowałam dziesięć razy ciężej. Bo nie chciałam go zawieść, bo chciałam pokazać innym, a zwłaszcza sobie, że naprawdę potrafię. Dostałam w udziale cholernie trudne zadanie, ale podobno każdy dostaje tyle ile potrafi udźwignąć i tego się trzymałam. Kurczowo trzymałam się tego skrawka nadziei, który mi pozostał.
      Nie wiem jakim cudem, ale Niallowi udało się zorganizować kasę i jedzie z nami na wycieczkę. Zostały dwa dni. Za dwa dni spędzę najlepsze 120 godzin mojego życia. I wcale nie chodzi mi tu o brak szkoły. Za ten niewyobrażalnie krótki czas będę widziała Horana 24 godziny na dobę. Tak, możecie powiedzieć, że jestem chora psychicznie, ale tego właśnie potrzebowałam. Jego obecności. Zapewnienia, że nie jest tylko wyobrażeniem, wyprodukowanym przez mój umysł z powodu braku bliskiej osoby.
       Aktualnie siedzę z (I.T.P) na huśtawkach zastanawiając się co zabrać ze sobą i obmyślając coraz to dziwniejsze wyobrażenia naszego wyjazdu. Dostawałyśmy już totalnej głupawki i zaczynam się poważnie zastanawiać, czy ta dziewczyna na pewno ma wszystko dobrze z głową.
   - Może w ośrodku będą jacyś fajni przystojniacy? - zastanawiała się na głos brunetka. - Co myślisz? Mogę się już szykować na wielkie podboje?
   - Jasne. Zapakuj sobie dziesięć par szpilek i pięćdziesiąt miniówek na pewno ci się przydadzą. - odparłam sarkastycznie.
    - Haha. A może ty weź ze sobą słonia, co?
    - Jeśli tylko mi go załatwisz, to już szykuję linkę, żeby go przywiązać do autokaru. - uśmiechnęłam się szeroko.
     - Ok... nieco odbiegłyśmy od tematu. Damy radę zahaczyć paru ładnych chłopaków czy nie? - spytała nieco opanowując śmiech.
     - Może tak. Nawet jeśli jacyś by byli, to nauczyciele nie pozwolą nam się do nich zbliżyć.
     - A idź ty, pieprzona pesymistko! - roześmiała się (I.T.P), popychając mnie lekko. - W każdym bądź razie, co będzie to będzie, a ja muszę już iść, bo mama coś ode mnie chce. - wstała i cmoknęła mnie w policzek. - Do zobaczenia w poniedziałek, kochana.
     - Pa! - krzyknęłam, machając jej na pożegnanie. Zostałam sama, ale nie przeszkadzało mi to. Lekko bujałam się na huśtawce i beztrosko wpatrywałam w chmury. Pogoda jest piękna i mam nadzieję, że w ciągu najbliższego tygodnia się nie zmieni. W końcu wszystko musi być idealnie. Zamyślona nie zauważyłam, że jest tu ktoś oprócz mnie, dopóki nie poczułam czyichś rąk popychających mnie do przodu. Wystraszona spadłam na ziemię i obróciłam się w stronę śmiejącego się napastnika. Spojrzałam na niego z wyrzutem, co tylko pogorszyło jego napad śmiechu.
    - Twoja mina! Bezcenna! - wykrztusił wreszcie, próbując się opanować.
     - Jeśli przyszedłeś tutaj tylko po to, żeby mnie wyśmiać, to ja sobie idę. Nara, Blondie! - wstałam, kierując się do mojego domu, ale Horan złapał mnie za ramię i obrócił twarzą do niego.
    - Poczekaj. Jak już się tu przyfatygowałem, to musisz mi poświęcić chwilę. - powiedział z cieniem uśmiechu na twarzy.
    - Masz 5 sekund i zastanowię się, czy warto tracić na ciebie czas. - odparłam.
    - Ok. Więc przyszedłem, bo w przyszłym tygodniu jest wycieczka i przez pięć dni nie będzie treningów, więc stwierdziłem, że musisz to nadrobić i dzisiaj ja zostanę twoim trenerem. Co ty na to? - spytał.
    - Hmm... Trenerem nie zostaniesz, ale możemy pójść na kosza.
    - Ok, niech ci będzie. - odparł zrezygnowany. - A miałem takie marzenie, żeby zostać czyimś osobistym trenerem. Niestety, niektórzy nie mają serca i niszczą ludzkie uczucia. - westchnął teatralnie.
    - Twoja przemowa była przepiękna, ale i tak idziemy tylko pograć.
   - Trudno, niech stracę. Ale musisz przyznać, że byłbym wspaniałym aktorem. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
   - Mhm. Nadawałbyś się do "Trudnych spraw". - roześmiałam się i pokazałam mu język, kiedy wpatrywał się we mnie udając oburzenie.
    - Ty się nie nadajesz nawet do tego. - stwierdził i ruszył w stronę mojego domu, ciągnąc mnie za rękę. - Chodź, musisz się przebrać, bo w dżinsach to ty raczej nie pograsz. - kiwnęłam głową na potwierdzenie i bez słowa poszłam za nim. Plac zabaw, na którym siedziałyśmy z (I.T.P) był pięć minut od mojego domu, więc już po chwili byłam gotowa i razem z Niallem skierowaliśmy się na boisko.
    - Wiesz co? - odezwał się w końcu blondyn. - Ostatnio na treningu słyszałem jak rozmawiali trenerzy. Raczej nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie to, że usłyszałem, że gadali o tobie. - spojrzał na mnie, jakby sprawdzając moją reakcję i po chwili kontynuował. - Stwierdzili, że jeśli nadal będziesz tak ciężko pracować, to zabiorą cię na półfinały i postarają dać ci szansę.
   - Naprawdę? - spytałam z niedowierzaniem. W oczach Horana widziałam jednak, że nie kłamie. Czy to w ogóle jest możliwe? Czy to może być prawda, że wreszcie dostanę szansę na zauważenie?
    - Boże! Jak ja się cieszę! - krzyknęłam, rzucając się chłopakowi na szyję, tak, że ledwo zdołał utrzymać równowagę.
   - Wow! Dziewczyno spokojnie, bo zrobisz komuś krzywdę. - roześmiał się. Opanowała mnie dzika radość, tak wielka, że mogłabym zacząć tańczyć na środku ulicy. Mimo wszystko postanowiłam się nieco opanować i szeroko uśmiechnięta odkleiłam się od Nialla.
   - Dziękuję. - powiedziałam, patrząc mu w oczy.
   - Nie masz za co. To tylko i wyłącznie twoja zasługa. - wzruszył ramionami i ruszył na boisko. Otrząsnęłam się z zamyślenia i ruszyłam za nim. Byliśmy już w sumie na miejscu, a Niall mierzył właśnie za trzy.
   - Uuu! Jaki airball! - krzyknęłam, kiedy piłka nie doleciała do obręczy.
   - A co? Ty niby lepsza jesteś? - spytał.
   - No pewnie! A co myślałeś? - odparłam. - Daj ball, to ci pokażę. - rozkazałam, chociaż wcale nie byłam taka pewna siebie. Blondyn jednak zdawał się tego nie zauważać, więc już po chwili oddawałam rzut. Jakie było moje zdziwienie, kiedy piłka wylądowała w koszu.
    - No widzisz. Jestem lepsza, Blondie. - pokazałam mu język.
    - W takim razie, wyzywam cię na pojedynek! - stwierdził. - Gramy 1:1 do dziesięciu. - pokiwałam tylko głową i ustawiłam się na linii za trzy. Horanek szlachetnie pozwolił mi zacząć i rozpoczęliśmy grę. Była tak samo zacięta jak ostatnio, chociaż teraz nikt na nas nie patrzył i tak na prawdę nie musieliśmy się starać. Odczułam pewnego rodzaju deja vu, ale postanowiłam zostawić to dla siebie. Niall także się nie odzywał skupiając na najdrobniejszych szczegółach, które mogłyby pozwolić mu wygrać. Mojego wrażenia deja vu dopełnił kolejny wspólny upadek i wylądowanie na chłopaku.
    - Coś zaczynam podejrzewać, że robisz to specjalnie. - roześmiał się, a ja poczułam wibracje, kiedy mówił. - Musisz na mnie cholernie lecieć. - stwierdził, puszczając mi oczko.
    - Już sobie tak nie pochlebiaj. - odparłam, podnosząc się z ziemi by ukryć moje zawstydzenie. Wiem, że tylko żartował, ale nieświadomie powiedział coś prawdziwego.
   - Ooo! Ktoś tu się czerwieni. - rzucił Niall i złapał mnie za rękę. - Chodź, uczcimy nasz kolejny remis. - oznajmił i ruszył w kierunku pobliskiej lodziarni. Nie zdawałam sobie sprawy, że Horan nadal ściska moją dłoń póki jej nie puścił składając zamówienie. Po chwili spacerowaliśmy już ulicami jedząc pyszne lody. Nie wracaliśmy już do powtórki z rozrywki - naszego upadku, a próbowałam przestać myśleć o tym jak blisko się wtedy znajdowałam.
    - Coś nie tak? - spytał w końcu Niall, przyglądając mi się uważnie. - Jakaś mało rozmowna się zrobiłaś.
    - Nie, wszystko ok. - odparłam szybko. - Po prostu jestem już trochę zmęczona.
    - Ok, odprowadzę cię do domu. - chłopak uśmiechnął się lekko. Chyba nie do końca mi uwierzył. No ale przecież nie mogłam mu powiedzieć, że nie mogę przestać o nim myśleć i że go kocham. To wszystko jest cholernie pokręcone.

***

     Poniedziałek. Wreszcie doczekałam się tego dnia. Pięć dni spędzonych na wygłupach, bez szkoły i co najważniejsze z Horanem. Yyy... no nieważne. Zapakowaliśmy wszystkie rzeczy do bagażnika i ruszyliśmy w drogę. Godzina wyjazdu była wczesna, więc postanowiłyśmy razem z (I.T.P), że się prześpimy. Włożyłam słuchawki w uszy i puściłam moje ulubione "Don't stop" w wykonaniu 5 Seconds Of Summer, wygodniej układając się w fotelu. Bardzo szybko odpłynełam do krainy snów i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie dręczący mnie znowu koszmar. Łąka pełna kwiatów i on za mną. Na szczęście zanim zaczęła się gorsza część snu poczułam szarpanie za ramię i otworzyłam oczy.
   - Strasznie się rzucałaś przez sen. Wszystko w porządku? - spytała z troską (I.T.P).
   - Tak, to tylko zły sen. - odparłam. - Śpij spokojnie.
    (I.T.P) pokiwała tylko głową i z powrotem zamknęła oczy. Ja postanowiłam, że może lepiej będzie jak nie będę już spała i resztę drogi spędziłam bezmyślnie gapiąc się w okno.
       Dziś w planach mieliśmy jedno wielkie łażenie po górach. Ponieważ trochę zajęło nam dojechanie na miejsce, najpierw zakwaterowaliśmy się w ośrodku i zjedliśmy obiad. Dali nam chwilę na odpoczynek i wyruszyliśmy na podbój szczytów. Najpierw mieliśmy wspiąć się na górę, a potem zjechać wyciągiem. To będzie dość długi spacer. Wszędzie wokół były drzewa, gdzieś w oddali słychać szum strumienia, po prostu cudowny widok. I właśnie w tym momencie zaczęło lać. Świetnie, po prostu świetnie. Mam na sobie najgorszą kurtkę w historii, która przesiąkła wodą już po 5 minutach. Przewodnik stwierdził, że bliżej nam do szczytu niż z powrotem, więc musieliśmy cały czas iść. Ślizgaliśmy się po błocie, które się tu zrobiło i pewnie już bym w tym bagnie leżała, gdyby nie Niall. Nie wiem skąd nagle wziął się obok mnie, ale zdążył w sam raz, żeby mnie przytrzymać.
    - Dzięki, Niall. - uśmiechnęłam się lekko, szczękając zębami z zimna.
    - Dziewczyno, ty się cała trzęsiesz. - zauważył. - Czekaj mam w plecaku bluzę. - zatrzymał się i podał mi okrycie. - Byłoby lepiej jakbyś to założyła pod spód, żeby ci było ciepło, ale chyba jednak na tym deszczu się nie będziesz rozbierać.
     Mimo wszystko, Horan miał rację, więc zdjęłam przemoczoną kurtkę i szybko ubrałam bluzę.
     - Teraz jest o niebo lepiej. Dziękuję. - uśmiechnęłam się nadal lekko drżąc.
     - Nie ma za co. Przynajmniej tyle mogę zrobić. - odparł ze swoim firmowym uśmiechem i objął mnie ramieniem. - Będzie ci cieplej. - stwierdził, kiedy chciałam się odsunąć. Skoro tak chce. Wtuliłam się mocniej w jego klatkę piersiową, zaciągając się jego zapachem. W tej chwili mogłabym nawet skoczyć z mostu byleby ten moment trwał jak najdłużej.
     W końcu udało nam się dojść na miejsce, gdzie schowaliśmy się w schronisku. Woda dosłownie ze mnie kapała i coś mi się wydaje, że nawet majtki mam mokre. Usiadłam na kanapie, pocierając dłońmi o siebie w marnej próbie rozgrzania się. Po chwili dołączył do mnie blondyn z dwoma kubkami gorącej herbaty w rękach.
     - Proszę, to dla ciebie. Z miodem i cytryną. - oznajmił, siadając obok.
    - Dzięki. - odpowiedziałam, kichając.
    - Oj, ktoś tu się chyba przeziębił. - zauważył chłopak. - To bardzo źle, bo jeszcze musimy zjechać na dół.
    - Wystarczy, że trochę się rozgrzeję i będzie dobrze. - upiłam łyk napoju. Cóż, to nie do końca prawda, bo na następny dzień obudziłam się chora.

*Niall's POV*

     Dzwonek budzika drażnił mi uszy, a promienie słońca wpadające przez szparę w zasłonach mnie oślepiły. Kolejny dzień naszej wspaniałej wycieczki. Przetarłem oczy pięścią, próbując się dobudzić. Po wczorajszym dniu wszyscy byli tak zmęczeni, że zaraz po kolacji poszliśmy spać. A dzisiaj znowu jedno wielkie chodzenie nie wiadomo gdzie. Zczołgałem się z łóżka i otworzyłem walizkę, wyciągając pierwsze lepsze ciuchy do ubrania się. Oczywiście, miałem to szczęście, że jestem w jednym z trzech pokoi bez łazienki, więc chwytając szczoteczkę do zębów wyszedłem na korytarz. Nad umywalką wisiało lustro, więc od razu poprawiłem włosy, żeby jakoś normalnie wyglądały. Kiedy wyszedłem na korytarzu stała (I.T.P) i rozmawiała z naszą nauczycielką.
     - (T.I) się źle czuje, ma gorączkę i katar. Mówi, że nie da rady nigdzie iść. - usłyszałem.
     - Tylko, że musi z nami iść, bo nie mogę jej zostawić samej. Z kolei ja też nie zostanę, bo wtedy nie będzie miał kto was pilnować. - kobieta zmartwiona pokręciła głową.
     - A gdybym ja z nią został? - wtrąciłem się. - To dla mnie żaden problem, mogę się nią zaopiekować.
    - Rozumiem twoje dobre chęci Niall, ale nie mogę nikogo zostawić bez opieki. - odparła, patrząc na mnie.
    - Obiecuję, że nic się nie stanie. W razie czego poproszę kogoś z obsługi o pomoc. - próbowałem ją przekonać. Nie chciałem, żeby(T.I) musiała chora gdzieś łazić, a poza tym mnie też nie chciało się nigdzie wychodzić.
     - Muszę to przemyśleć. Na razie idźcie na śniadanie. - odwróciła się i już miała odejść, kiedy dodała: - A!  (T.I) niech zostanie na razie w łóżku, przyniesiecie jej później coś do jedzenia.
      - Ok. - odkrzyknęliśmy chórem. Poczułem na sobie spojrzenie dziewczyny, więc odwróciłem się w jej stronę z pytającym wyrazem twarzy.
     - Naprawdę chcesz z nią zostać? Bo jeśli nie to ja mogę. - odezwała się niepewnie.
     - Nie ma problemu. Zostanę. - uśmiechnąłem się. - Idź i ciesz się wycieczką.
     - Skoro tak uważasz. - (I.T.P) też się uśmiechnęła i ruszyła w stronę stołówki.
         Po zjedzonym posiłku wychowawczyni wyznaczyła godzinę zbiórki i kazała mi do niej na chwilę podejść.
      - Więc, Niall... pozwalam ci zostać tu z (T.I), ale musisz bardzo uważać. - powiedziała. - Zaniesiesz jej śniadanie jak wyjdziemy, żeby cały ten szum się trochę uspokoił.
      - Oczywiście. - kiwnąłem głową i udałem się do pokoju. Kiedy wszyscy wyszli, tak jak kazała nauczycielka poszedłem do (T.I) i lekko potrząsnąłem jej ramię.
     - (T.I), wstawaj. Przyniosłem ci śniadanie. - mruknąłem, kiedy nie otworzyła oczu. Na jej reakcję musiałem chwilę poczekać, ale w końcu zamrugała i podniosła się na łokciach.
     - Niall... - spojrzała na mnie zdziwiona. - Co ty tu robisz?
     - Opiekuję się tobą. - wzruszyłem ramionami jakby to było coś oczywistego.
    - A wycieczka? Przecież musisz iść.
   - Nigdzie nie idę. Mam tu zostać i cię pilnować. - uśmiechnąłem się. - Jedz, śpij i zdrowiej, a ja tu będę siedział.
     Nadal nie wiedziała do końca co się dzieje, ale nie protestowała i wzięła ode mnie talerz. Siedzieliśmy w ciszy, aż skończyła i spowrotem położyła się w łóżku, naciagając kołdrę po szyję.
    - Śpij, ja tu będę. - szepnąłem, głaszcząc ją po włosach. Zamknęła oczy i już niedługo jej oddech zwolnił. Zasnęła. Nie mając nic do roboty położyłem się obok niej i objąłem ramieniem. Dziewczyna przytuliła się do mnie we śnie, a ja patrzyłem na nią,  studiując każdy centymetr jej twarzy.

*(T.I)'s POV*

     Biegnę roześmiana po łące pełnej kwiatów. Słońce razi mnie w oczy, a wiatr rozwiewa włosy, w które wplecione są stokrotki. Obracam głowę w tył i patrzę na goniącego mnie chłopaka. On również się śmieje. Wyciąga rękę, żeby mnie złapać i kiedy już prawie mnie dosięga, jego wzrok staje się pusty, ręka opada, twarz robi się blada i bez wyrazu. Staje w miejscu i rzuca mi pobłażliwy uśmiech.
   - Naprawdę myślałaś, że cię lubię? - mówi, a ja orientuję się, że go znam. Tylko nie mogę sobie przypomnieć skąd.  - Nikt cię nie lubi. Zostaniesz sama.
   W tej chwili znika, a mi w uszach rozbrzmiewa echo jego słów. Czuję, że spadam, coraz niżej i niżej. Nie widzę już nic...

   Czuję jak ktoś potrząsa moim ramieniem, chcąc mnie obudzić. Otwieram oczy i krzyczę, cofając się przerażona do ściany. Obudził mnie mój własny koszmar.

2 komentarze:

  1. Serio? jej wlasny koszmar?
    Niall taki uczynny zostaje z nią bo jest chora... znam to uczucie być chorym na wycieczce klasowej :D
    Życzę weny i udanych wakacji :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisz dalej bo to jest zajebiste!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Życzę miłych wakacji

    OdpowiedzUsuń