Hej!
Dawno nic nie dodałam, więc jest takie coś. Chyba ostatnio przesadziłam z Kroniką Kane'ów :P No i imagin jest inspirowany tymi książkami, więc jest trochę inny niż zwykle. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
March
Kolejny piękny i słoneczny dzień. Kocham lato. Kocham sposób w jaki słońce ogrzewa moją skórę i wiatr targa moje włosy. Spacerowałam ulicami bez celu, ciesząc się pogodą i relaksując się. Szłam szurając nogami, myśląc o wszystkim i o niczym. Wokół ludzie mijali mnie spiesząc się i przeklinając uciekający autobus. Zamyślona nie zorientowałam się nawet, kiedy skręciłam na pasy, póki nie usłyszałam ryku samochodu zbliżającego się w niebezpiecznym tempie. Stałam jak zamurowana. Przerażenie odebrało mi zdolność ruchu. Kierowca zaczął trąbić i gwałtownie wcisnął hamulec. Mimo tego wiedziałam, że to koniec. On nie zdąży się zatrzymać. Przygotowałam się mentalnie na uderzenie, mając nadzieję, że umrę w miarę bezboleśnie. W ostatniej chwili poczułam silne ramię owijające się wokół mojego brzucha i pociągające mnie do tyłu. Samochód przejechał tuż przed moim nosem, nie czyniąc mi jednak żadnej krzywdy. Odetchnęłam z ulgą, starając się uspokoić przyspieszony oddech i opanować trzęsienie się całego ciała. Zorientowałam się, że moją talię nadal oplata ręką, a ja opieram się o czyjąś klatkę piersiową. Na nogach niczym z waty ostrożnie odwróciłam się do mojego wybawcy. Przede mną stał przystojny, na oko dwudziestoletni chłopak. Czarne, nieco potargane włosy miał postawione do góry, a jego głębokie, czekoladowe tęczówki skanowały mnie wzrokiem. Ubrany był w czarną skórzaną kurtkę, czarną koszulkę z nadrukiem jakiegoś zespołu i czarne, obcisłe dżinsy. Patrzyłam na niego próbując zebrać myśli, kiedy ten przerwał ciszę.
- Wszystko w porządku? - spytał.
- Tak. Nic mi nie jest. Dziękuję - odpowiedziałam zmieszana.
- Dobrze - pokiwał głową i mruknął pod nosem coś co brzmiało jak "to jeszcze nie twój czas, kochanie". Kompletnie nie rozumiałam o co mogłoby mu chodzić, więc uznałam, że musiałam coś źle usłyszeć. Zapadła niezręczna cisza, a ja nie wiedziałam jak się zachować w stosunku do tego tajemniczego chłopaka. Patrzył na mnie jakby odczytując moje myśli i grzebiąc w moim umyśle, przez co czułam rosnące zakłopotanie.
- Myślę, że już pójdę - oznajmiłam przerywając milczenie. - Jeszcze raz, dziękuję. Gdyby nie ty byłoby ze mną kiepsko - dodałam jeszcze i posyłając mu słaby uśmiech odwróciłam się.
- Zaczekaj - powiedział. - Odprowadzę cię.
Nie byłam z niej zadowolona, ale przystałam na propozycję. W razie gdybym znowu zrobiła coś tak głupiego jak wejście pod samochód będzie mnie miał kto zatrzymać. Ruszyłam w stronę domu starając się znaleźć jakiś temat do rozmowy.
- Jak masz na imię? - spytałam w końcu nie mogąc wymyślić nic lepszego.
- Zayn - odparł krótko. Nie wyglądał jakby miał powiedzieć coś jeszcze, więc również postanowiłam się przedstawić.
- Jestem (T.I) - odezwałam się, na co chłopak skinął głową jakbym powiedziała coś oczywistego lub całkowicie niegodnego uwagi. Jego pewność siebie i ignorancja była dość irytująca, ale także w pewien sposób atrakcyjna. Ten brązowooki chłopak mnie zaintrygował. Miał w sobie coś, co sprawiało, że chciałam lepiej go poznać. Jednak on szedłz rękami w kieszeniach, jakby wcale nie interesowała go moja osoba. Nie miałam pojęcia jak do niego dotrzeć, o czym z nim rozmawiać. Szliśmy więc w milczeniu, ja wpatrując się w ziemię i zerkając od czasu do czasu na Zayna kątem oka, a on patrząc na drogę przed nami z wysoko podniesioną głową. W końcu zatrzymałam się pod drzwiami mojej kamienicy i spojrzałam na chłopaka.
- Uważaj na siebie - powiedział, patrząc na budynek. - I postaraj się nie wpaść więcej pod samochód - dodał, unosząc lekko jeden kącik ust. Nasze oczy spotkały się, a brunet jakby przełamując się wyciągnął rękę i założył kosmyk moich włosów za ucho, muskając przy tym palcami mój policzek. Po tym jeszcze raz, uważnie zmierzył mnie wzrokiem i odszedł. Patrzyłam za nim jeszcze chwilę, kiedy ten zniknął. Na chodniku nie było tłumów, więc niemożliwe, żeby się w niego wmieszał. Nie miał też gdzie skręcić. Po prostu wyparował. Dziwne. Cholernie dziwne.
- Wszystko w porządku? - spytał.
- Tak. Nic mi nie jest. Dziękuję - odpowiedziałam zmieszana.
- Dobrze - pokiwał głową i mruknął pod nosem coś co brzmiało jak "to jeszcze nie twój czas, kochanie". Kompletnie nie rozumiałam o co mogłoby mu chodzić, więc uznałam, że musiałam coś źle usłyszeć. Zapadła niezręczna cisza, a ja nie wiedziałam jak się zachować w stosunku do tego tajemniczego chłopaka. Patrzył na mnie jakby odczytując moje myśli i grzebiąc w moim umyśle, przez co czułam rosnące zakłopotanie.
- Myślę, że już pójdę - oznajmiłam przerywając milczenie. - Jeszcze raz, dziękuję. Gdyby nie ty byłoby ze mną kiepsko - dodałam jeszcze i posyłając mu słaby uśmiech odwróciłam się.
- Zaczekaj - powiedział. - Odprowadzę cię.
Nie byłam z niej zadowolona, ale przystałam na propozycję. W razie gdybym znowu zrobiła coś tak głupiego jak wejście pod samochód będzie mnie miał kto zatrzymać. Ruszyłam w stronę domu starając się znaleźć jakiś temat do rozmowy.
- Jak masz na imię? - spytałam w końcu nie mogąc wymyślić nic lepszego.
- Zayn - odparł krótko. Nie wyglądał jakby miał powiedzieć coś jeszcze, więc również postanowiłam się przedstawić.
- Jestem (T.I) - odezwałam się, na co chłopak skinął głową jakbym powiedziała coś oczywistego lub całkowicie niegodnego uwagi. Jego pewność siebie i ignorancja była dość irytująca, ale także w pewien sposób atrakcyjna. Ten brązowooki chłopak mnie zaintrygował. Miał w sobie coś, co sprawiało, że chciałam lepiej go poznać. Jednak on szedłz rękami w kieszeniach, jakby wcale nie interesowała go moja osoba. Nie miałam pojęcia jak do niego dotrzeć, o czym z nim rozmawiać. Szliśmy więc w milczeniu, ja wpatrując się w ziemię i zerkając od czasu do czasu na Zayna kątem oka, a on patrząc na drogę przed nami z wysoko podniesioną głową. W końcu zatrzymałam się pod drzwiami mojej kamienicy i spojrzałam na chłopaka.
- Uważaj na siebie - powiedział, patrząc na budynek. - I postaraj się nie wpaść więcej pod samochód - dodał, unosząc lekko jeden kącik ust. Nasze oczy spotkały się, a brunet jakby przełamując się wyciągnął rękę i założył kosmyk moich włosów za ucho, muskając przy tym palcami mój policzek. Po tym jeszcze raz, uważnie zmierzył mnie wzrokiem i odszedł. Patrzyłam za nim jeszcze chwilę, kiedy ten zniknął. Na chodniku nie było tłumów, więc niemożliwe, żeby się w niego wmieszał. Nie miał też gdzie skręcić. Po prostu wyparował. Dziwne. Cholernie dziwne.
***
Od tego zdarzenia minął tydzień, a ja nie mogłam przestać myśleć o tajemniczym zniknięciu Zayna. Jakby zapadł się pod ziemię. Nie wiem, co o tym wszystkim sądzić. Muszę odreagować, bo inaczej zwariuję. Z tą myślą ruszyłam do jednego z pobliskich klubów. Dzisiaj się zabawię.
Ledwo przekroczyłam próg, a już przytłoczył mnie zapach alkoholu, głośna muzyka wprawiająca podłogę w lekkie drżenie pod wpływem basów i tłum spoconych ciał wyginających się w dziwnym tańcu. Pomieszczenie oświetlała tylko jedna lampa, rzucająca światło we wszystkich kolorach tęczy, więc panował tu półmrok. Przy ścianie stało kilka stolików, o które opierały się obściskujące się pary. Ja starałam się nie zwracać na nie uwagi, bo uważałam to za nieco ohydne i skierowałam swoje kroki w kierunku baru, siadając na jednym ze stołków. Zamówiłam drinka i w nieco lepszym nastroju ruszyłam na parkiet. Poruszałam się w rytm muzyki tańcząc pewnie jeszcze gorzej niż wszyscy wokół, ale nie przejmowałam się tym. Nikt mnie tu nie zna, więc nie obchodzi mnie to, co o mnie myślą. Wtedy mój wzrok przykuł opierający się o bar brunet. Widziałam, że mnie obserwuje, a kiedy zobaczył, że na niego patrzę uśmiechnął się. To był Zayn. Ten sam, o którym próbowałam zapomnieć. Wyglądał tak samo jak ostatnio ze swoimi włosami podniesionymi do góry i ubrany cały na czarno. Kiedy rozważałam, czy do niego podejść, wstał i zniknął w tłumie. Nie zastanawiając się więcej ruszyłam za nim. Niestety próbując przepchać się między ludźmi wpadłam na jakiegoś chłopaka, przez co ten wylał na swoją koszulkę drinka. Nie był to jakiś wesoły typ, bo spojrzał na mnie gniewnie i zaczął krzyczeć.
- Co zrobiłaś, szmato?! Teraz będziesz to zlizywać! - to mówiąc złapał mnie za nadgarstek i zaczął gdzieś ciągnąć. - Zapłacisz mi za to!
Nie powiem, wystraszyłam się tego pijanego i wkurzonego chłopaka. W końcu nie znam go, nie mam pojęcia co może mi zrobić. Zaczęłam wyrywać się z uścisku, ale ten nie ustępował. Wtedy na naszej drodze wyrósł Zayn, zatrzymując nas.
- Co robisz? Nie widzisz, że ona nie chce nigdzie z tobą iść? - zwrócił się do mojego prześladowcy.
- Nic ci do tego. Zejdź mi z drogi - odparł ten drugi i chciał ruszyć dalej, ale brunet mu na to nie pozwolił.
- Zostaw ją, ona jest ze mną - powiedział, wskazując na mnie. Zdziwiłam się, ale nie protestowałam. Wolałam znosić Zayna, niż zostać zgwałcona w jakimś ciemnym zaułku. Brunet owinął rękę wokół mojej talii i odciągnął mnie stamtąd.
- Czy ty musisz cały czas pakować się w kłopoty? - spytał mnie, kierując się do wyjścia.
- Czyli twierdzisz, że to moja wina? Mam następnym razem ci nie pomagać? - zapytał sarkastycznie.
- Przepraszam, miałam na myśli, że zawsze jak coś się dzieje, to ty jesteś w pobliżu.
- Bo muszę cię chronić, to jeszcze nie twój czas - mruknął pod nosem i coś mi się zdaje, że wcale nie miałam tego słyszeć. Zmarszczyłam brwi. Co on miał na myśli? Ten chłopak mnie intryguje.
- Ja wracam do domu. Mam już tego wszystkiego dosyć - oznajmiłam i odwróciłam się od Zayna.
- Odprowadzę cię - stwierdził i poszedł za mną.
Odczułam swego rodzaju deja vu, bo chociaż nie było tak niezręcznie, droga minęła nam w ciszy. Zayn najwidoczniej nie widział potrzeby rozmowy, a ja nie wiedziałam co miałabym mu powiedzieć. Tak więc doszliśmy do mojego domu i dopiero wtedy chłopak się odezwał.
- Postaraj się nie zrobić już nic głupiego, okej? - spojrzał pytająco, a ja pokręciłam głową ze śmiechem.
- Nie mam zamiaru, ale jeśli będziesz w pobliżu to pewnie coś się stanie. Przynosisz mi pecha czy specjalnie to organizujesz, żeby mnie ratować? - spytałam nadal się śmiejąc.
- Po prostu nie wejdź pod samochód - odparł z lekkim uśmiechem. - Do zobaczenia, (T.I) - powiedział jeszcze i musnął ustami mój policzek. A zanim otrząsnęłam się z zaskoczenia jego już nie było.
Ledwo przekroczyłam próg, a już przytłoczył mnie zapach alkoholu, głośna muzyka wprawiająca podłogę w lekkie drżenie pod wpływem basów i tłum spoconych ciał wyginających się w dziwnym tańcu. Pomieszczenie oświetlała tylko jedna lampa, rzucająca światło we wszystkich kolorach tęczy, więc panował tu półmrok. Przy ścianie stało kilka stolików, o które opierały się obściskujące się pary. Ja starałam się nie zwracać na nie uwagi, bo uważałam to za nieco ohydne i skierowałam swoje kroki w kierunku baru, siadając na jednym ze stołków. Zamówiłam drinka i w nieco lepszym nastroju ruszyłam na parkiet. Poruszałam się w rytm muzyki tańcząc pewnie jeszcze gorzej niż wszyscy wokół, ale nie przejmowałam się tym. Nikt mnie tu nie zna, więc nie obchodzi mnie to, co o mnie myślą. Wtedy mój wzrok przykuł opierający się o bar brunet. Widziałam, że mnie obserwuje, a kiedy zobaczył, że na niego patrzę uśmiechnął się. To był Zayn. Ten sam, o którym próbowałam zapomnieć. Wyglądał tak samo jak ostatnio ze swoimi włosami podniesionymi do góry i ubrany cały na czarno. Kiedy rozważałam, czy do niego podejść, wstał i zniknął w tłumie. Nie zastanawiając się więcej ruszyłam za nim. Niestety próbując przepchać się między ludźmi wpadłam na jakiegoś chłopaka, przez co ten wylał na swoją koszulkę drinka. Nie był to jakiś wesoły typ, bo spojrzał na mnie gniewnie i zaczął krzyczeć.
- Co zrobiłaś, szmato?! Teraz będziesz to zlizywać! - to mówiąc złapał mnie za nadgarstek i zaczął gdzieś ciągnąć. - Zapłacisz mi za to!
Nie powiem, wystraszyłam się tego pijanego i wkurzonego chłopaka. W końcu nie znam go, nie mam pojęcia co może mi zrobić. Zaczęłam wyrywać się z uścisku, ale ten nie ustępował. Wtedy na naszej drodze wyrósł Zayn, zatrzymując nas.
- Co robisz? Nie widzisz, że ona nie chce nigdzie z tobą iść? - zwrócił się do mojego prześladowcy.
- Nic ci do tego. Zejdź mi z drogi - odparł ten drugi i chciał ruszyć dalej, ale brunet mu na to nie pozwolił.
- Zostaw ją, ona jest ze mną - powiedział, wskazując na mnie. Zdziwiłam się, ale nie protestowałam. Wolałam znosić Zayna, niż zostać zgwałcona w jakimś ciemnym zaułku. Brunet owinął rękę wokół mojej talii i odciągnął mnie stamtąd.
- Czy ty musisz cały czas pakować się w kłopoty? - spytał mnie, kierując się do wyjścia.
- Czyli twierdzisz, że to moja wina? Mam następnym razem ci nie pomagać? - zapytał sarkastycznie.
- Przepraszam, miałam na myśli, że zawsze jak coś się dzieje, to ty jesteś w pobliżu.
- Bo muszę cię chronić, to jeszcze nie twój czas - mruknął pod nosem i coś mi się zdaje, że wcale nie miałam tego słyszeć. Zmarszczyłam brwi. Co on miał na myśli? Ten chłopak mnie intryguje.
- Ja wracam do domu. Mam już tego wszystkiego dosyć - oznajmiłam i odwróciłam się od Zayna.
- Odprowadzę cię - stwierdził i poszedł za mną.
Odczułam swego rodzaju deja vu, bo chociaż nie było tak niezręcznie, droga minęła nam w ciszy. Zayn najwidoczniej nie widział potrzeby rozmowy, a ja nie wiedziałam co miałabym mu powiedzieć. Tak więc doszliśmy do mojego domu i dopiero wtedy chłopak się odezwał.
- Postaraj się nie zrobić już nic głupiego, okej? - spojrzał pytająco, a ja pokręciłam głową ze śmiechem.
- Nie mam zamiaru, ale jeśli będziesz w pobliżu to pewnie coś się stanie. Przynosisz mi pecha czy specjalnie to organizujesz, żeby mnie ratować? - spytałam nadal się śmiejąc.
- Po prostu nie wejdź pod samochód - odparł z lekkim uśmiechem. - Do zobaczenia, (T.I) - powiedział jeszcze i musnął ustami mój policzek. A zanim otrząsnęłam się z zaskoczenia jego już nie było.
***
Wsiadłam do samochodu, chcąc jak najszybciej dostać się do domu i zrelaksować się w wannie z gorącą wodą. Minęło już sporo czasu od naszego ostatniego spotkania, ale nadal nie mogłam wygonić z mojej głowy Zayna. Spodobał mi się. W ciągu tego pół roku nie miałam też więcej takich przygód. Może faktycznie on miał z tym coś wspólnego? Pokręciłam głową starając się skupić na drodze. Jadąc patrzyłam przed siebie, ale kątem oka zauważyłam znaną mi sylwetkę. Spojrzałam w tamtym kierunku. Na chodniku opierając się o latarnię stał Zayn. Patrzył na ulicę, jakby kogoś szukając. Podchwytując mój wzrok uśmiechnął się smutno. Odwróciłam głowę przypominając sobie, że prowadzę samochód. Jednak moje myśli zostały gdzieś dalekoi nie zorientowałam się, że z mojej lewej coś jedzie. Auto jechało szybko, nie zważając na światła. Nie zdążyłam zahamować, ani przejechać. Usłyszałam pisk hamulców, krzyk i huk uderzenia. Poczułam mocne szarpnięcie i uderzyłam głową w kierownicę. Potem zapadła ciemność.
***
Nie wiem ile minęło czasu, ale kiedy się obudziłam błyskały już niebiesko - czerwone światła policji, a obok stała karetka. Wstałam i wysiadłam z auta. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Zupełnie jakby mnie nie widzieli. Obok mnie przeszedł funkcjonariusz, ale jego wzrok prześlizgnął się po mnie, jakby wcale mnie tam nie było. Rozejrzałam się wokół i wtedy go zobaczyłam. Na rogu skrzyżowania oparty o drzewo stał Zayn. Wiedziałam, że to był on, ale wyglądał zupełnie inaczej niż jeszcze chwilę wcześniej. Ubrany był niczym postacie przedstawiane na obrazach ze starożytnego Egiptu. Miał na sobie złoty pektoriał, czarną spódniczkę, sandały i w sumie nic poza tym. Jego brązowe oczy wpatrzone we mnie były obwiedzione kohlem. Biła od niego aura boskości, a jego postać mieniła się niczym hologram. Raz stał tam Zayn, a w drugiej chwili widziałam człowieka z głową szakala. Mimo obaw i jego dziwnego wyglądu był jedyną osobą, która mnie widziała, postanowiłam więc do niego podejść.
- Kim ty jesteś i co tu się dzieje? - spytałam go nic nie rozumiejąc.
- Jestem Zayn. Zayn Malik. Twój czas nadszedł. Przyszedłem po ciebie - odparł spokojnie. Nie wytłumaczył mi jednak niczego.
- Jaki czas? O czym ty mówisz? Nic nie rozumiem! - wykrzyknęłam sfrustrowana.
- Jestem wcieleniem Anubisa - powiedział, a czas jakby się zatrzymał. To niemożliwe. Anubis jest egipskim bogiem śmierci, przewodniczy ich wędrówce do Krainy Umarłych. Ale skoro przyszedł po mnie to...
- To niemożliwe... - wyszeptałam.
- Spójrz - Zayn/Anubis wskazywał na mój samochód. Kiedy to zrobiłam, zobaczyłam... siebie. Dosłownie. Za kierownicą siedziałam ja. Z zakrwawionym czołem, uchylonymi ustami i zamkniętymi oczami.
- To twoje ciało. Ty nie żyjesz - oznajmił chłopak.
- A-ale... Jak to?
- To koniec. Musisz teraz pójść ze mną.
Nie chciałam stąd iść, ale co to zmieni? Wiedziałam, że on nie kłamie. Wszystkie kawałki układanki zaczęły wreszcie do siebie pasować. Skinęłam powoli głową widząc, że za nim otwarło się przejście.
- Więc chodźmy - powiedział Zayn i wszedł w czarny prostokąt. Ostatni raz obejrzałam się za siebie i przeszłam za nim. Do Krainy Umarłych.
- Kim ty jesteś i co tu się dzieje? - spytałam go nic nie rozumiejąc.
- Jestem Zayn. Zayn Malik. Twój czas nadszedł. Przyszedłem po ciebie - odparł spokojnie. Nie wytłumaczył mi jednak niczego.
- Jaki czas? O czym ty mówisz? Nic nie rozumiem! - wykrzyknęłam sfrustrowana.
- Jestem wcieleniem Anubisa - powiedział, a czas jakby się zatrzymał. To niemożliwe. Anubis jest egipskim bogiem śmierci, przewodniczy ich wędrówce do Krainy Umarłych. Ale skoro przyszedł po mnie to...
- To niemożliwe... - wyszeptałam.
- Spójrz - Zayn/Anubis wskazywał na mój samochód. Kiedy to zrobiłam, zobaczyłam... siebie. Dosłownie. Za kierownicą siedziałam ja. Z zakrwawionym czołem, uchylonymi ustami i zamkniętymi oczami.
- To twoje ciało. Ty nie żyjesz - oznajmił chłopak.
- A-ale... Jak to?
- To koniec. Musisz teraz pójść ze mną.
Nie chciałam stąd iść, ale co to zmieni? Wiedziałam, że on nie kłamie. Wszystkie kawałki układanki zaczęły wreszcie do siebie pasować. Skinęłam powoli głową widząc, że za nim otwarło się przejście.
- Więc chodźmy - powiedział Zayn i wszedł w czarny prostokąt. Ostatni raz obejrzałam się za siebie i przeszłam za nim. Do Krainy Umarłych.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńI hate blogger!!! Jak zwykle usunie mój komentarz.. foch!!!
OdpowiedzUsuńAaaaa!!! Kocham Kronikę Rodu Kane!!!!
Bardzo oryginalny pomysł na imagina! Ciekawy, wciągający i świetnie napisany, a jeszcze do tego wątek z książek Ricka Riordana!!! Uwielbiam :D
Życzę weny!
I czekam na więcej tego typu imaginów ^^
Anubis górą!
Edzia :*