Część ludzie :) Łapcie imagina ode mnie. Siedzę w domu chora i mam pełno pomysłów. Mam nadzieję Zuza, że ten jest innej fabuły ;) i że ci się spodoba. Miłego czytania kochani <3
Tesia :)
_________________________________________________________________
Liam: (t.i) zostaw, nie możesz się przemęczać. - powiedział mój zatroskany mąż
Ja: Oj nie przesadzaj. - musnęłam jego usta.
Liam: Zawsze byłaś uparta. - zaśmiał się
Powoli wieszałam kolejne bombki. Drzewko już było prawie ubrane. Czas na kolorowe łańcuchy. Czułam się co raz gorzej ale nie dawałam tego po sobie poznać. Stanęłam na palcach by powiesić ostatni łańcuch. Poczułam ostry ból w brzuchu. Zgięłam się w pół.
Liam: Co się dzieje skarbie? - zapytał zaniepokojony
Ja: Boli. Liam, jedźmy do szpitala!
Chłopak wziął moją torbę która była przygotowana jakbym rodziła. Zawiózł mnie do szpitala. Miałam krwotok wewnętrzny. Liam musiał zostać na korytarzu. Lekarze kazali mi zdecydować: ratować siebie czy dziecko. Już od dawna wiedziałam, że chce urodzić to dziecko. Tak też zrobiłam.
------------------
Siedziałem już dwie godziny na tym korytarzu. Martwię się o dwa moje skarby. Nie wiem co zrobię jeśli im się coś stanie. Chłopcy ciągle do mnie wydzwaniali ale ja nie odbierałem. Nie mam siły im wszystkiego tłumaczyć. Nagle z sali wyszła jedna z lekarek.
Ja: I co z nimi? - zapytałem zdenerwowany
L: Jeszcze nie słyszałam, żeby wcześniak tak płakał. - kobieta ciepło się do mnie uśmiechnęła
Ja: A co z (t.i)? Mogę ją zobaczyć?
L: Pana żona jest bardzo słaba. Nie wiemy co z nią dalej będzie ten poród był dla niej wyczerpujący. Żona leży w sali 276. Może ją pan zobaczyć ale proszę jej nie męczyć. - lekarka posmutniała
Ja: Jasne, dziękuję.
L: Jeszcze jedno panie Payne. Jakie imię wybraliście dla synka?
Ja: Tom. - (t.i) zawsze chciała by tak miał na imię jej pierwszy syn.
Udałem się w stronę sali mojej żony. Przekroczyłam próg sali. Na łóżku pod oknem leżała (t.i). Po za nią w sali nikogo nie było. Była blada. Podszedłem do jej łóżka i usiadłem na krześle.
Ja: Jak się czujesz skarbie? - złapałem dziewczynę za rękę
(t.i): Dobrze a jak mały? - uśmiechnęła się delikatnie
Ja: Dobrze.
(t.i): Liam, boję się. - po jej policzku spłynęła łza.
Ja: Nie bój się, wyzdrowiejesz. - starłem łzę z jej policzka i delikatnie ją pocałowałem.
(t.i): Kocham cię.
Ja: Ja ciebie też.
Po chwili do sali weszła lekarka z Tomem na rękach. Wziąłem od niej mojego skarba. Był taki słodki. Ciągle się uśmiechał. (t.i) widząc jak chodzę z naszym synkiem na rękach uśmiechnęła się. Podałem jej naszego skarba. Ciągle się uśmiechała. Byłem szczęśliwy, że mam przy sobie dwie najważniejsze dla mnie osoby. Kocham ich tak mocno. Wziąłem telefon i zadzwoniłem do chłopaków. W końcu trzeba im wszystko wytłumaczyć. Po 30 minutach pojawili się w sali. Wszyscy po kolei mieli Toma na rękach. Byli szczęśliwi, że zostali wujkami.
--------
Cały tydzień spędziłem w szpitalu z (t.i) i Tomem. Święta też. Chłopcy codziennie nas odwiedzali. Dzisiaj mogę zabrać mojego synka do domu. Wszedłem do sali mojej żony. Ubrała już małego. Trzymała go na rączkach. Po chwili do sali weszli chłopcy. Nagle stan (t.i) się pogorszył. Do sali weszli lekarze. Kazali nam wyjść. Płakałem. Zayn zajął się małym. Stałem i patrzyłem przez szybę jak ratują (t.i). Po chwili lekarz wyszedł z sali i podszedł do mnie.
L: Przykro mi ale pańska żona umiera, nie damy rady już nic zrobić. Można już do niej wejść tylko proszę jej nie męczyć.
Nic nie odpowiedziałem tylko wziąłem mojego synka na ręce i wszedłem do sali a za mną reszta. Znowu była blada. Nie mogę jej stracić, nie dam sobie rady bez niej.
Ja: Chcesz go potrzymać? - zapytałem siadając na jej łóżku
(t.i): Jasne. - odpowiedziała i uśmiechnęła się delikatnie.
Podałem jej Toma i złożyłem na jej ustach namiętny pocałunek. Chłopcy zrobili nam zdjęcie. Nie wytrzymałem, popłakałem się.
Ja: Nie możesz teraz odejść, ja cię kocham (t.i). Nie zostawiaj nas proszę. - powiedziałem i przytuliłem do siebie moją żonę. Siadłem na krzesełku obok jej łóżka
(t.i): Też cię kocham skarbie. Nie płacz. - starła łzy z mojego policzka - Zawszę będę z wami, w waszych sercach. - podała naszego synka Niallowi. - Nigdy o was nie zapomnę i mam nadzieję, że wy o mnie też. Zajmij się naszym synkiem, proszę. Kocham was.
Ja: Obiecuję, że zajmę się nim jak najlepiej będę umiał. Kocham cię (t.i). - do moich uszy dobiegł przeraźliwy pisk maszyn.
Do sali wbiegli lekarze. Wyszliśmy z sali tak jak kazali. Po chwili podeszła do mnie pielęgniarka.
P: Przykro mi. - powiedziała i odeszła
Zacząłem płakać jeszcze bardziej. To nie może być prawda. Ona żyje.
Zayn: Nie płacz. Przykro nam. Pomożemy ci Liam. - powiedział mój przyjaciel i mnie przytulił
Zrozumiałem, że jej już nie ma. Wziąłem mojego synka na ręce. Płakał a ja razem z nim.
------------------
Minął już miesiąc. Chłopcy mi strasznie dużo pomagają. Mały jest przeuroczy. Szkoda, że (t.i) nie będzie widziała jak dorasta nasz skarb. Za miesiąc obiecałem chłopakom, że zwrócimy do koncertowania. Nie chcieli się zgodzić ale ich przekonałem. To mi pomoże. Może to nie jest dobry pomysł, podróżować z małym dzieckiem po świecie. Zespół, moja i (t.i) rodzina, Lou powiedzieli, że mi pomogą. Lou zaoferowała się by zajmować się Tomem jak będę występował. Przyjąłem jej propozycję. Ciszę się, że mam takich przyjaciół i rodzinę na których zawsze mogę liczyć. Mam nadzieję, że będę dobrym ojcem. Chciałem się poddać ale zrozumiałem, że nie mogę dla (t.i). Obiecałem przecież, że zajmę się naszym synkiem. Kiedyś się spotkamy tam na górze. Zawsze ją kochałem i nigdy nie przestanę. Była i jest dla mnie wszystkim.
Jakie to smutne ;c ;c ;c Piękny imagin, wzruszyłam się. *-*
OdpowiedzUsuńPiekny imagin :*
OdpowiedzUsuńdziękuję <3 zmartwiałam się tym twoim poprzednim komentarzem :c Ja wiem, że Julu pisze lepiej ale ja też staram się jak mogę :/
UsuńNie mart sie każdy od czegoś musi zaczać ;) I tak ogólnie sie mną nie przejmuj bo ja nic o tym niewiem.
UsuńAle wy to czytacie i muszę się opierać na waszych opiniach :)
Usuńja wcale nie piszę lepiej!
OdpowiedzUsuńpiszesz i koniec! Pogódź się z tym skarbie <3
Usuń