Hejcia. Tu Julu. Mam dla was nowego imagina, którego piszę już trochę czasu. Myślę, że trochę was zadziwi. Coś o świętach, ale w tej ciemniejszej odsłonie...
Jednak ja wierzę, że cuda się zdarzają. Może te kilka komentarzy też będzie cudem xx.
dziękuję wam
Julu
24 grudnia. Wigilia. Czas spędzany z rodziną w jak najlepszej, świątecznej atmosferze. Wspólne śpiewanie kolęd, jedzenie dwunastu wigilijnych potraw, szukanie pierwszej gwiazdy na niebie, odpakowywanie prezentów. Jednym słowem RADOŚĆ. Właśnie tak powinniśmy kojarzyć święta. No właśnie, powinniśmy...
Przechodziłam przez zaśnieżoną ulicę. Było przeraźliwie zimno i padał obfity śnieg. Ludzie spieszyli do domów na wieczerze wigilijną, a ja dalej brnęłam w śniegu. Moje starte już dżinsy nie były najlepszym ubraniem. Kurtka skórzana też bez rewelacji. No tak i trampki. Ludzie pewnie myślą, że jestem jakąś nieodpowiedzialną nastolatką, która włóczy się po rożnych ulicach. Ehh... Jak oni mało wiedzą.
Nagle w śniegu dostrzegłam jakiś mokry, zwinięty papierek. Podniosłam go. Był to banknot. Uradowana pobiegłam do kawiarni, która stała tuż za rogiem. Sprzedawczyni już zamiatała podłogę, jednak uprosiłam ją, żeby sprzedała mi jeden kubek gorącej czekolady. Dostałam napój w pięknym, świątecznym kubku. Trzymałam go mocno, chcąc rozgrzać moje dłonie. Powoli zbliżyłam kubek do nosa i zaciągnęłam się słodkim zapachem. Upiłam malutki łyczek. Wyszłam z lokalu. Znów powąchałam zawartość mojego kubka, gdy nagle poczułam silne pchnięcie i czekolada wylądowała na mojej kurtce. Zdenerwowana odwróciłam się w stronę winowajcy.
- Uważaj jak leziesz! Cholera. - zaklnęłam pod nosem.
Chłopak stał i gapił się na mnie.
- Co?! - kipiałam złością.
- Nie nic... Większość dziewczyn by się ucieszyło z tego,że oblałem ich kawą.
- A czy ja, kurde wyglądam na idiotkę?!
- Boże ty nie wiesz kim jestem.
Co on sobie myśli? Faceci i to ich wielkie EGO. Skąd mam niby znać tego typka, skoro widzę go pierwszy raz? To, że jest przyzwyczajony, że kojarzą go wszystkie dziunie to nie moje wina.
- Tak nie wiem kim jesteś! I jakoś żyję!!! Nie wszystkie laski na tym świecie są twoje i nie wszystkie przeleciałeś! - odwróciłam się i ruszyłam dalej przed siebie.
Kipiałam złością. Dlaczego tacy ludzie mają dobrze w życiu a ja muszę się tułaczyć po świecie?
Usiadłam na najbliższej ławce i podciągnęłam kolana pod brode. Zimny wiatr owiewał moje odkryte części ciałam. Zadrżałam z kolejnym powiewem. Śnieg zasypał moje trampki, a ja dalej niewzruszenie siedziałam na tej ławce. Poczułam, jak ktoś okrywa mnie kurtką. Ciepły materiał otulił moją skórę na ramionach.
Popatrzyłam się w stronę TAMTEGO chłopaka. Usiadł przy mnie i jakby nigdy nic zaczął gwizdać. Byłam zdziwiona jego zachowaniem. Popatrzył się na mnie.
- Em...uh... Jestem Harry. - podał mi rękę.
Odwróciłam głowę w drugą stronę.
- (t.i.) - wyszeptałam, a kolejny powiew wiatru poniósł moje słowa w jego stronę.
Siedział tak ze mną i nic już nie mówił. Naprawdę mnie zadziwiał. Zazwyczaj ludzie patrzeli na mnie z pogardą i wyższością, dawali mi pieniądze i chcieli, żebym jak najszybciej zniknęła im z przed nosa. Nie byłam przyzwyczajona, że rozmawiam z kimś dużej. To mnie przerażało. Właściwie nie rozmawiałam ,,normalnie,, od kilku lat. Nie byłam przyzwyczajona do dłuższej obecności człowieka, szczególnie po tym jak go potraktowałam.
Nagle Harry wstał. Uśmiechnął się w moją stronę i poszedł. Moja mina musiała być bezcenna. Otuliłam się bardziej jego kurtką. O kurde JEGO kurtką. Zerwałam się z ławki i pobiegłam za nim. Zatrzymałam go i oddałam mu kurtkę. Popatrzył na mnie niewyraźnie.
- Zatrzymaj ją, a jak będziesz potrzebowała pieniędzy to sprzedaj. - mrugnął w moją stronę i odszedł.
Obejrzałam dokładnie ubranie. Nie była to firmowa marka, albo była, tylko ja się na tym nie znam. Nie wiem ile mogłabym za nią dostać. Na razie się przyda. Założyłam ją na siebie i ruszyłam dalej zaśnieżoną ulicą. Zapadał zmrok. Ostatni pracownicy wracali do domów, do swoich rodzin, a ja dalej szłam przed siebie. Doszłam do jakiegoś starego sklepu z zabawkami. W witrynie stała przepiękna lalka.
- Miałam taką... - przykleiłam nos do szyby.
Lalka była ubrana w granatową sukienkę w kropki. Na głowie miała czerwony berecik, a u jej stóp leżała walizka.
- Ach te okropne podatki... - usłyszałam głos za mną.
Odwróciłam się. Obok drzwi stał mężczyzna i zamykał je. Był to starszy, siwy pan, na jego nos co chwilę zjeżdżały duże okulary w złotych oprawkach. Zobaczył mnie i posłał mi ciepły uśmiech, który niezgrabnie odwzajemniłam.
- Co taka śliczna panienka robi sama w wigilie? Rozumiem że stary wdowiec taki jak ja może być zrzędliwym , samotnym człowiekiem, ale nie taka śliczna dziewczyna. - patrzył na mnie.
- Emm... Ja tylko przechodziłam. - odwróciłam się i chciałam odejść, jednak starszy pan mnie zatrzymał.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak, dziękuję w porządku.
Zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głowy.
- Chodź ze mną. - uśmiechnął się ciepło. - Zrobię ci herbatę. - otworzył drzwi do sklepu.
Weszłam za nim do dużego pomieszczenia. Gdy mężczyzna zapalił światło, moim oczom ukazały się rozmaite zabawki. Pod sufitem wisiał ogromny statek, w którym widać było uwijającą się drewnianą załogę. Przez sklep rozłożony był czerwony dywan. Starszy pan poszedł na zaplecze, a ja podziwiałam ręcznie malowane słonie.
W życiu nie widziałam tak pięknych zabawek. Teraz w sklepach są same plastikowe badziewia, a tu wszystko miało taką duszę.
- Proszę. - podskoczyłam na głos mężczyzny.
Odwróciłam się i przyjęłam kubek z parującą herbatą.
- Jestem Feliks.
- (t.i.)
Uśmiechną się, a na jego czole pojawiła się głęboka zmarszczka.
- Chodź pokarzę ci sklep. - zaproponował, gdy zobaczył, że tak zachwycam się zabawkami.
Kolejne godziny spędziłam z miłym dziadkiem, zwiedzając jego wspaniały sklep.
Nagle odezwał się dźwięk telefonu.
- Przepraszam muszę odebrać... - Feliks odszedł na bok.
Moją uwagę właśnie przyciągnęła sukienka lalki. Była pistacjowa, falbanki sukienki były zakończone białymi różyczkami. Miała prosto ścięte rękawy, a na dekolcie spoczywał złoty łańcuszek. Lalka wyglądała prześlicznie.
- Co robisz dzisiaj?
Popatrzyłam się na pana z wielkim zdumieniem.
- Ach pewnie masz uroczystą kolację z rodziną. W takim razie nie ważne...
- Nie, akurat na dziś nie mam żadnych planów. - oznajmiłam nieśmiało.
- A co byś powiedziała, gdybyś mogła pójść ze mną na imprezę charytatywną dla dzieci z domu dziecka? Zostałem zaproszony, jako wierny wykonawca zabawek i mam drugie dodatkowe zaproszenie. To nie będzie randka, bo mi już nie wypada... - uśmiechnął się. - Po prostu mi potowarzyszysz?
- Ja? Nie ja nie mogę, nie mam sukienki, ani odpowiedniego stroju.
- Ach kobiety wy zawsze takie same. Proszę masz tu klucz. Wejdź po schodach na górę, idź do końca korytarzem i wejdź w ostatnie drzwi. Tam jest łazienka, ręczniki znajdziesz w niebieskiej szafce pod umywalką. Ja tym czasem wykombinuję ci sukienkę.
Wzięłam klucz i niepewnie spojrzałam na faceta.
- Mamy godzinę! - zniknął gdzieś na zapleczu.
Chcąc nie chcąc wspięłam się po schodach. Zaskoczyła mnie ta propozycja, ogólnie dzisiejszy dzień był zwariowany. Spędzam sobie noc wigilijną w sklepie z zabawkami z przemiłym dziadziusiem, a on informuję mnie, że pójdziemy sobie na imprezę tak, jakby to była zwykła propozycja spaceru. Weszłam do łazienki. Była ona w pastelowych kolorach. Wyjęłam sobie ręcznik i zamknęłam drzwi. Weszłam pod prysznic. Jejku jak ja dawno nie byłam pod prysznicem. Ciepła woda otulała moje ciało. Ucieszona wtarłam w siebie truskawkowy żel pod prysznic. Od wielu lat nie miałam tak dobrze jak teraz.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Wyskoczyłam owijając się ręcznikiem. Lekko uchyliłam drzwi.
- To dla ciebie. - w moje ręce dostał się worek. - Masz czterdzieści minut.
Zamknęłam drzwi.
- Otwórz go na końcu! - usłyszałam jeszcze zachrypnięty głos pana Feliksa. Ubrałam na siebie moją bieliznę. Wyjęłam balsam kakaowy i wtarłam go w moje ciało. Postanowiłam, że zajrzę do worka. Odpięłam zamek i wyjęłam z niego zawartość.
- O mój Boże. - wyszeptałam, podziwiając najpiękniejszą sukienkę.
Była w czerwonym kolorze. Dół sukienki był lekko marszczony. Miała wykrojony dekolt. Prostą górę, od pięknego dołu oddzielał mały, złoty pasek zakończony kokardką. Włożyłam na siebie sukienkę. Sięgała mi za kolana. Popatrzyłam się w lustro. Nigdy siebie takiej nie widziałam. Postanowiłam, że usta pomaluję szkarłatną szminką, a rzęsy maskarą. Włosy uczesałam w kok. Moje ubrania wylądowały w pokrowcu, z którego wyjęłam jeszcze czarne szpilki. Nie wiem czy będę umiała w tym chodzić. Odwiesiłam pokrowiec na wieszak. Zeszłam na dół. Przy drzwiach stał pan Feliks ubrany w czarny frak i cylinder. Podpierał się na eleganckiej lasce.
- Gdybym miał czterdzieści lat mniej... - skomentował.
Uśmiechnęłam się nieśmiało, po czym rzuciłam się mu na szyję serdecznie dziękując.
- Już dobrze, dobrze. Cieszę się, że ci się podoba. - otworzył mi drzwi, wcześniej podając mi długi czarny płaszcz.
Wyszłam na zewnątrz. Była godzina 20:08. Pod sklep podjechała taksówka. Wsiedliśmy do środka i cała droga zleciała nam na gadaniu. Cieszyłam się, że nie wypytywano mnie o rodzinę, mój dom, dzieci, męża itd. bo nie umiałabym na to odpowiedzieć.
_______________________________________________________________________
Na gali
Pan Feliks prowadził mnie do środka wielkiego domu, w którym odbywała się gala. Ucałował mnie w rękę, po czym odszedł do swoich znajomych mówiąc mi, że mam się zabawić. Nigdy nie byłam na tak wystawnym przyjęciu. Zacznijmy od tego, że nie byłam na żadnym przyjęciu. Podeszłam do barku z napojami i uśmiechnęłam się ciepło do kelnera, który zaraz mnie obsłużył. Dostałam kolorowego drinka. Czułam na sobie spojrzenia wielu par oczu. Odeszłam od barku i usiadłam na ogromnej, skórzanej kanapie. Popijając napój obserwowałam różnych ludzi. Nagle moje oczy zatrzymały się na chłopaku w kręconych włosach.
- Harry.
Wstałam i podeszłam do niego. Zauważył mnie z daleka i przyglądał się mi zaciekawiony. Gdy byłam już blisko niego, potknęłam się o dywan i runęłam jak długa. Zanim jednak zdążyła upaść, poczułam jak czyjeś silne ramiona oplatają się w okól mojej tali, zapobiegając upadkowi. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam uśmiechniętą twarz Harrego.
- Sprzedałaś kurtkę? - zapytał, gdy już stałam na własnych nogach.
- Nie. Można powiedzieć, że doświadczyłam świątecznego cudu.
Harry wziął mnie za rękę i poprowadził do kanapy. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Po kolejnym drinku byłam już BARDZO otwarta.
- Ej już przystopuj. - Harry wyrwał mi szklankę z ręki.
- Um... masz rację. - odzyskałam fason i zobaczyłam roześmianą twarz chłopaka.
- Nie śmiej się! - szturchnęłam go.
Ręka Harrego powędrowała do mojej szyi, co wywołało gilgotki i niespodziewany śmiech.
- Ach widzę, że jednak dobrze się bawisz. Myślałem, że się zanudzisz. - usłyszałam lekko zachrypnięty głos.
Podniosłam wzrok. Nade mną stał pan Feliks.
- Dziękuję. - przytuliłam jeszcze raz mężczyznę.
- To twój dziadek? - Harry wstał i przedstawił się.
- Nie, tak właściwie to wiem o nim tyle, że ma sklep z zabawkami i jest wdowcem.
- Oj nie skupiajmy się na mnie. Będę iść. Ubrania możesz odebrać jutro. - ucałował moją rękę, na co ja mimowolnie się zarumieniłam.
- Bardzo dziękuję.
- Nie dziękuj, czasem trzeba zmienić choć na chwilkę swoje życie. - oddalił się.
- Jesteś tajemnicza. - skwitował Harry.
- Może. - odparłam oschle.
- I to mnie kręci. - wyszeptał mi do ucha, a ja zwiększyłam odstęp między nami na co on się zaśmiał.
Przewróciłam oczami.
- Jednak maiłam słuszność, że jesteś dupkiem.
- Dlaczego zaraz tak ostro? - spytał z wyrzutem.
- Po prostu jestem ostrożna.
- Dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego jesteś ostrożna?
Nie wiem. Może dlatego, że od kilku lat nie mam dachu nad głową i po raz pierwszy w życiu czuję się komfortowo, nie licząc lat dzieciństwa!!!
- Taka już jestem. - odrzekłam spokojnie zadziwiając samą siebie.
Harry popatrzył na mnie.
- Przepraszam
- Nie przepraszaj. Nie ma za co. - podeszłam do barku i poprosiłam o szklankę soku.
Harry stanął koło mnie. Znów był cichy. Wypiłam sok.
- Opowiedz coś o sobie.
Spanikowałam.
- Nie, jakoś nie mam ochoty... - próbowałam znów od niego odejść, ale złapał mnie za rękę.
- To ja opowiem ci coś o sobie.
Staliśmy razem przy barku. Słuchałam opowieści Harrego. Dowiedziałam się, że ma przyszywaną siostrę, że jest gwiazdą na światową skalę, że gra w boysbendzie. Jest po prostu bogiem dzisiejszych nastolatek.
- Teraz wiesz, dlaczego byłem zdziwiony twoją reakcją, dzisiaj po południu.
- I tak bym na ciebie nawrzeszczała, nawet gdybym była twoją największą fanką.
- Dziwne, że mieszkasz w Londynie i nie słyszałaś o nas.
- Nie mieszkam. - rzuciłam cicho.
- To gdzie mieszkasz?
- Nigdzie.
Harry patrzył na mnie dziwnie. Wydawało mi się, że widzę pogardę w jego oczach. Wyminęłam chłopaka i ruszyłam do wyjścia. W oczach zbierały się łzy. Nie wiem dlaczego chciałam płakać, przecież nauczyłam się tak żyć, dlaczego teraz się tym przejęłam?
Przeszłam przez ulicę. Było mi zimno, bo nawet nie wzięłam płaszcza, ale przecież ja byłam do tego przyzwyczajona. Słyszałam głos chłopaka za mną. Przystanęłam na chwilkę, zdjęłam buty i odśnieżonym chodnikiem pobiegłam w dół ulicy. Biegłam ile miałam sił w nogach. Nagle poczułam silny ból na stopach. Przystanęłam i osunęłam się na ziemię chwytając dłońmi moje zimne stopy. Były całe czerwone. Musiałam je odmrozić. Zaczęłam płakać. Bolało. Bolało mnie wszystko. Od stóp, po przez głowę, aż po serce. Dobiegł do mnie Harry. Uklęknął przy mnie i chwycił moje bose stopy w swoje duże dłonie. Patrzyłam się na to wszystko, a po moich policzkach dalej ciekły małe kropelki.
- Nie płacz. - Harry pomógł mi wstać. - Chodź do mnie. Na gorącą czekoladę, przecież ci jeszcze nie odkupiłem. - uśmiechnął się.
Pokręciłam przecząco głową.
- Co ci szkodzi? Panu Feliksowi zaufałaś. Zaufaj też mi. - popatrzył się w moje zaszklone oczy.
W moje głowie toczyła się bitwa myśli. Iść czy nie iść?
W końcu złapałam rękę Harrego i zrobiłam krok. Znów poczułam silny ból w stopach. Chłopak zauważył to i wziął mnie na ręce. Zarzuciłam swoje ręce na jego kark i cicho płakałam.
______________________________________________________________________
Obudziłam się, gdy Harry położył mnie na kanapie.
- Idę zrobić ci czekoladę. Idź weź ciepły prysznic. - dał mi jakieś ubranie.
- Dziękuję. - wstałam.
- Prosto i drugie drzwi po lewej. - pokierował mnie Harry.
Znów weszłam do cudzej łazienki. Po raz drugi w ciągu dnia biorę prysznic. Niewiarygodne. Zegar na półce wskazywał godzinę 2:34. Zabalowało mi się. Rozebrałam sukienkę, którą starannie poskładałam i położyłam na półce. Weszłam pod prysznic. Znów ciepła woda. Wyszłam z pod prysznica i ubrałam się w ubrania chłopaka. Miałam na sobie szary dres i czerwoną bluzkę z coca coli. Włosy związałam w kitkę. Moje stopy nadal bolały. Wróciłam do salonu i usiadłam na kanapie. Oglądałam moje stopy. Były czerwone i szczypały. Do pomieszczenia wszedł Harry i podał mi kubek. Zobaczył, że cała drżę, więc dał mi jeszcze koc, którym starannie się owinęłam. Wyszedł na chwilę i wrócił z grubymi skarpetkami. Usiadł na końcu kanapy, podwinął koc i założył skarpetkę na moją lewą stopę. Przeszedł do prawej i dłużej się przyglądał. Usiadłam zaciekawiona na co gapi się Harry. No tak.
- To nic takiego. - wciągnęłam nogę pod koc.
- Nie czekaj. - Harry chwycił moją stopę i jeszcze bardziej się wpatrywał.
- Po jakiemu to?
- Po polsku.
- Jesteś z Polski?
- Tak.
- Co to znaczy? - wskazał palcem na mój tatuaż, rozciągający się wzdłuż wewnętrznej linii mojej stopy.
- ,, Czasem jest trudno.." - przetłumaczyłam chłopakowi.
Patrzył się na mnie.
- To twoje motto?
Zmieszałam się. To zdanie dotyczyło mojego życie, ale to raczej nie było moim mottem.
- Masz jeszcze jakieś tatuaże?
Skinęłam głową na tak.
- Pokarzesz?
Podciągnęłam nogawkę ukazując kolano. Przewróciłam się na brzuch. W wewnętrznej stronie mojego kolana widniał mały samolot i rysunek domu.
- Co to oznacza? - przejechał palcem po rysunkach.
- Nie ważne. - odwróciłam się i zakryłam kolano.
Następnie odkryłam brzuch. Zaraz pod stanikiem był rysunek trzech, zwykłych ludków trzymających się za ręce. Ten w środku był najmniejszy.
- A to?
Zakryłam szybko tatuaż.
- Moi rodzice.
- Masz jeszcze jakieś?
- Tak, ale ich nie pokarzę.
- Czemu?
- Bo nie.
- Są na piersiach?
- Jeden tak.
- A reszta?
- Mam jeszcze jeden u dołu pleców, ale nie chcę go pokazywać.
- Rozumiem.
Skinęłam głową z wdzięcznością.
- Wszystkie coś oznaczają?
- Tak.
- Powiesz mi?
Wydęłam wymownie usta.
- Proszę. - Harry wpatrywał się we mnie.
- Napis ci przetłumaczyłam. Często jak jestem zła, albo smutna siadam po turecku i wtedy go widzę, oczywiście gdy jestem na bosaka. To taka forma pocieszenia, bo gdy nie ma cię kto pocieszyć musisz umieć pocieszyć się sam.
- Masz kogoś?
Pokręciłam przecząco głową.
- Jesteś bezdomna?
Siedziałam cicho. Nie chciałam się do tego przyznać.
- Jesteś?
Po moim policzku zaczęły mimowolnie płynąć łzy.
- Przepraszam, nie płacz. - chłopak otarł je z moich policzków.
- Pewnie teraz mnie wyrzucisz, pomyślisz, że jestem jakąś dziwką i że nie zasługuje na bycie człowiekiem! Odrzucisz mnie, tak jak wszyscy! - krzyczałam.
Nagle chłopak mnie przytulił. Jego ciepło rozeszło się po moim mizernym ciele. Jego zapach dostał się do moich nozdrzy.
- Nie płacz. - usłyszałam jego cichy szept. - Opowiesz mi o innych?
Przełknęłam ślinę.
- Ludziki i samolot są blisko ze sobą powiązane. Gdy miałam piętnaście lat, moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Moja babcia nie mogła się mną opiekować, a siostra mojego taty nie mogła mnie przyjąć, bo sama była samotną matką z trójką dzieci. Miałam iść do domu dziecka. Jednak ja nie chciałam. Zawsze chciałam studiować w Londynie. Uciekłam. Wsiadłam w samolot i uciekłam. Zmieniłam wizerunek i nazwisko. Dostałam się na uczelnię. Najpierw nie chcieli mnie przyjąć, ale papiery ze szkoły wszystko załatwiły. Byłam chyba najmłodszą studentką. Przez dwa lata wystarczały mi pieniądze, które zarobiłam i które miałam w spadku po rodzicach. Nie skończyłam studiów, bo zaczęło brakować pieniędzy. Straciłam pracę, później mieszkanie, które zapewniała mi uczelnia. Musiałam szukać czegoś na własną rękę. Szukała mnie polska policja i ambasada. No i po jakimiś czasie ukończyłam osiemnaście lat i skończyły się poszukiwania, a ja wylądowałam na ulicy bez możliwości powrotu do domu. Byłam... Jestem bezdomną dziewczyną włóczącą się po londyńskich ulicach. Spotkało mnie wiele przykrych niespodzianek, ale żyję, chociaż zastanawiam się czy śmierć nie byłaby lepsza.
Chłopak wpatrywał się we mnie zdziwiony. Chciałabym wiedzieć co o mnie myślał.
- Przykro mi z powodu twoich rodziców.
- Dziękuję. - skrzywiłam się.
- Ale nie płacz!
Pociągnęłam nosem.
- Nie będę.
- Mogę ci jakoś pomóc.
- Harry nie mogę prosić cię o pomoc. To nie w porządku...
- A czy świat był w porządku wobec ciebie? Chciałbym ci to wszystko wynagrodzić. Chciałbym, żebyś zapomniała o wszystkich krzywdach wyrządzonych tobie. - położył głowę na moje nogi i znów patrzył się w moje oczy. - Chciałbym, żebyś skończyła studia, żebyś miała pracę. Chcę żebyś była szczęśliwa. - pochyliłam się nad Harrym i moja łza spadła na jego policzek.
Starłam ją lekko palcem. Nagle Harry poderwał się gwałtownie.
- Proszę daj sobie pomóc. - prosił.
- Nie Harry, nie mogę.
- Możesz. Zamieszkasz ze mną. Znajdziesz pracę. Kupimy ci ubrania. Zaczniesz zarabiać. Wrócisz na uczelnię. Będzie ci wreszcie dobrze. Nie chcesz tego? Nie chcesz poczuć jak to jest żyć, ze świadomością, że obudzisz się w ciepłym łóżku, zjesz ciepły posiłek, wypijesz kawę, przeczytasz książkę?
- Harry chcę, ale to by było za dużo. Dziękuję ci, ale jutro już zniknę z twojego życia. Przestaniesz się mną przejmować. Zapomnisz o mnie.
- Nigdy nie zapominam o ludziach, którzy pozostawili ślad w moim sercu. Zostań ze mną. - wtulił się we mnie. Jego oddech gilgotał moją skórę na szyi. Poczułam jak lekko musnął moją skórę.
- Zostań. - prosił.
Może to właśnie jest moja szansa. Może właśnie Harry zapewni mi bezpieczeństwo, którego nie miałam od wielu lat. Może powinnam dać mu, nam szansę.
- Zostań.
- Zostanę. - ucałowałam czubek jego głowy. - Dziękuję.
Uśmiech Harrego był najlepszą rzeczą jaka spotkała mnie od kilku lat. Cieszę się, że mam wreszcie swojego obrońcę. Wreszcie ktoś sprawił, że jestem szczęśliwa.
Niezłe :) Wesołych świąt Bąbelku :*
OdpowiedzUsuńPo prostu trochę inne :***
OdpowiedzUsuńdziękuję i nawzajem żuczku ♥♥♥ love you :*
świetne! wesołych świąt
OdpowiedzUsuńoooooo jakie to słodkie! <3
OdpowiedzUsuń