Strony

poniedziałek, 23 grudnia 2013

27. Liam

Hejo tu znów Julu i tym razem nie Harry :o tylko Liam ^^  Chciałam wam podziękować za 1000 wyświetleń! 1000 WYŚWIETLEŃ jesteście wspaniali. Naprawdę nie wiem ile osób to czyta, ale bardzo wam dziękuję, że podobają wam się moje i Tesi prace. Mam nadzieję, że pod tym imaginem znów zostawicie kilka komentarzy. Pozostawcie po sobie ślad!
                                                                                   wasza Julu ♥
ps. Wesołych Świąt znowu :)

Znów to samo. Znów wszystko do mnie wraca. Leżałem na pryczy w celi więziennej. Za pewnie spytacie co Liam Payne robi w więzieniu. Odsiaduję wyrok. Tak właśnie siedzę w pudle za spowodowanie wypadku, w którym zginęły dwie osoby, a trzy zostały ranne. Zabiłem dwie osoby! Pozwólcie, że opowiem wam moją historię.
To było jakieś dwa lata temu. Ona... zginęłam w wypadku. Jechałem samochodem, wracałem do domu i ktoś do mnie zadzwonił. Usłyszałem tylko, że Danielle nie żyje. Załamałem się. Nie panowałem nad autem. Wjechałem w przystanek. Na szczęście nie jechałem za szybko i trzy osoby się uratowały. Dwie zginęły, ale do mnie to wtedy nie docierało. Płakałem za moją ukochaną. Za moją Danielle. Na miejsce wypadku przyjechała policja i karetka. Opowiedziałem im wszystko. Wcale mi nie współczuli. Uznali mnie za seryjnego, pokręconego mordercę. Zaraz trafiłem na komisariat, a później był szereg rozpraw i w końcu wylądowałem tutaj. Na początku chłopaki walczyli o to, żeby jak najszybciej mnie wyciągnąć. Załatwili najlepszych prawników, ale ja nie chciałem. Uważałem, że samotność mi pomoże. Kilka miesięcy temu przyszli do mnie, ale ja nie chciałem z nimi rozmawiać. Zawiesili One Direction. Przestali koncertować, jednak jakieś trzy miesiące temu powrócili beze mnie. Nie mam im tego za złe. To ja się zmieniłem, a nie oni. To moja wina. Ja będę tu jeszcze siedział rok, a oni muszą koncertować i żyć. Nie mogę sprawić, żeby oni też umarli.
- Panie Payne dalej szukamy sprawcy. - do krat podeszła kobieta. - Robimy co w naszej mocy...
- Wiem. - warknąłem i obróciłem się na pryczy głową w stronę okna.
Dalej nie znaleźli zabójcy mojej ukochanej. Dlaczego to jest tak cholernie  niesprawiedliwe?
- Chciałbyś porozmawiać? - dziewczyna wyjęła klucz z kieszeni i otworzyła drzwi.
Weszła do sali i usiadła na krześle obok mojego niewygodnego łóżka.
- Nie mam ochoty rozmawiać. Nie potrzebuję psychologa. Jestem normalny.
- Wiem, przecież wiem, że jesteś normalny, ale martwi mnie twoja sytuacja. Wiem jak się czujesz...
- Nic nie wiesz! - poderwałem się gwałtownie z łóżka. - Wy nic nie rozumiecie! NIgdy nie byliście w takiej sytuacji! Nigdy! Skąd macie to wiedzieć? Skąd?! - uderzyłem ręką o ścianę.
Byłem bezsilny.
Kobieta siedziała dalej na krześle wpatrując się we mnie. Bała się mnie?
- Wiem... też straciłam kogoś bliskiego. - podeszła do mnie i położyła mi rękę na ramieniu.
Odwróciłem się w jej stronę. Moje oczy były zeszklone. Dlaczego to tak boli? Wszystkie wspomnienia, one tak bolą.
- Przepraszam... - wyszeptałem i rzuciłem się na łóżko.
- Nic nie szkodzi. - kobieta usiadła na krześle.
Przypominała mi Danielle. Miała podobne kręcone włosy, które lekko opadały na jej ramiona.
- Masz śliczne włosy. - powiedziałem, zanim pomyślałem.
- Um... dziękuję. - posłała mi ciepły uśmiech.
Koło celi pojawił się strażnik.
- Pani psycholog jest pani wezwana do dowództwa.
- Tak już idę. - dziewczyna wstała z krzesła. Wyszła z celi i zamknęła ją.
- Wesołych Świąt Liam. - usłyszałem jej życzenia.
Poderwałem się z łóżka, ale ona już zniknęła idąc za strażnikiem.
Byłem zaskoczony tym, że już są święta. Co dzisiaj za dzień? Zupełnie straciłem poczucie czasu. Nie wiedziałem nawet, że mamy już grudzień. Nagle koło celi przechodził kolejny celnik.
- Przepraszam co dzisiaj za dzień? - przywarłem do krat.
- Wtorek.
- A data?
- 24 grudnia.
Pomyślałem o Louisie. Dzisiaj miał urodziny. Jutro święta. Wszyscy będą świętować, a ja dalej będę tu siedział. Znów usiadłem na łóżku i ukryłem twarz w dłoniach. Płakałem. To mnie wykańczało.
- Wszystko w porządku? - znów usłyszałem damski głos.
- Nie.
- Wiem co ci poprawi humor. Chodź.
Wstałem z łóżka, a ona poprowadziła mnie do dowództwa.
Wszedłem do gabinetu dyrektora.
- Witam panie Payne. Pani (t.n.) opowiedziała mi o twoich postępach w kształtowaniu swojego zachowania i mam dla pana świąteczną niespodziankę. Pańscy koledzy zaproponowali opiekę nad panem, oczywiście będzie pan pod kontrolą kuratora, ale będzie pan wypuszczony na wolność trzy miesiące wcześniej. - siwy pan uśmiechnął się w moją stronę.
Siedziałem zszokowany na krześle. Miałem wyjść?
- Proszę ich wpuścić. - dyrektor polecił jednemu celnikowi. Nagle do pomieszczenia wszedł chłopak. Louis uśmiechnął się do mnie.
- Hej stary.
- Nie wierzę. - rzuciłem się Louisowi na szyję. - Wszystkiego najlepszego Lou!
- No tak, ty nigdy nie zapominasz o urodzinach. - uśmiechnął się do mnie.
- Będzie pan mieszkał z Louisem Tomlinsonem. - zwrócił się do mnie dyrektor.
Przytaknąłem.
- Proszę, pańskie rzeczy. - pani psycholog podała mi torbę.
- Dziękuję (t.i). - w moich oczach zakręciła się łza.
- Nie ma za co. Zasługujesz na miłość i szczęście.
- Liam chodź już! Chłopaki czekają w domu.
Dom jak to dziwnie brzmi.
Pożegnałem się ze wszystkimi i pobiegłem za Lou. Wybiegłem na parking i zaciągnąłem się powietrzem. Świeżym powietrzem
- Louis dziękuję ci. - znów przytuliłem chłopaka.
- Stary przestań, bo się popłacze.
Wsiadłem do auta i pojechałem z Louisem do domu. Wreszcie opuściłem ten ponury budynek. Po raz pierwszy od kilku lat święta spędziłem z rodziną. Teraz wszystko się powoli układa. Wróciłem do koncertowanie, poprawka wróciliśmy do koncertowania. Właśnie jesteśmy w trakcie trasy. Pogodziłem się ze śmiercią mojej Danielle. Pamiętacie (t.i) panią psycholog z więzienia. Jesteśmy teraz razem. Może spędzimy ze sobą całe życie jakie nam pozostało. Może... Życzcie mi powodzenia.

2 komentarze: