Strony

środa, 8 stycznia 2014

34. Niall

Cześć :) U mnie nie za wesoło. Zwolnienie z w-fu na dwa miesiące i rechabilitacja. To wszystko przez kolana. Mam nadzieję, że u Was jest lepiej. Myślę, że imagin nie jest taki zły ale oceńcie sami. Jeśli Wam się nie podoba to krytykujcie śmiało. Wtedy będzie mi się łatwiej poprawić. 

                                                                                                              Wiki <3
________________________________________________________________________

Skup się. Wyprostowałam plecy. Podniosłam głowę. Mocno chwyciłam za wodze. Damy rade. Zaczęło się. Pierwsza przeszkoda. Druga i kolejne. Jest dobrze. Czas na ostatnią - najtrudniejszą. Klacz wybiła się wysoko. Wylądowała na ziemi. Udało się! Bezbłędny przejazd. Zwolniłam i zatrzymałam konia. Zsiadłam z Troi. 

- Brawo. - przytuliłam się do jej szyi.

Byłam taka szczęśliwa. Złapałam wodze w rękę i ruszyłam do stajni. Wprowadziłam zwierze do boksu, zdjęłam siodło i zawiesiłam na specjalnym uchwycie. Teraz trzeba czekać aż reszta wystartuje. Zdjęłam kask i rozpuściłam moje długie, lekko falowane, brązowe włosy. Wyjęłam ze skrzyni szczotkę. Podeszłam do Troi i zaczęłam ją czesać. Uwielbiała to. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Dałam jej kilka kostek cukru i wyszłam z boksu. Zasunęłam bramę. Zdjęłam marynarkę i wrzuciłam do kufra. Jeszcze ujeżdżanie. Ruszyłam w stronę stoiska z herbatą. Gdy napój był gotowy udałam się do pokoju dla trenerów. Dobrze, że zawody są w tej stajni. Od dziecka tu trenuję. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Znalazłam potrzebne dokumenty. Wzięłam je i wyszłam. Otwierając drzwi poczułam, że kogoś nimi uderzyłam.

- Cholera! - usłyszałam męski głos.

- Przepraszam. Nie chciałam. - natychmiast pojawiłam się obok chłopaka.

- To nie twoja wina. Nie powinno mnie tu być. - wyjąkał.



- Co fakt to fakt. Wejdź do środka. - nieznajomy wszedł i usiadł na krześle.


- Zdejmij kask i przyłóż do sobie do polika. - podałam mu woreczek z lodem i usiadłam obok.

- Dzięki. - spojrzał na mnie.

- A tak właściwie to czego tu szukałeś? - zapytałam.


- Zmieniłem stadninę i będę tu jeździł więc chciałem się przejść. - uśmiechnął się niepewnie.

- No cóż jest wielka. Można się w niej zgubić. Chodź oprowadzę cię jeśli chcesz. - powiedziałam 

- Z chęcią. Jestem Niall Horan. - podał mi rękę. Jego uśmiech był uroczy.

- (T.i) (t.n). - odwzajemniłam gest.

Oprowadzałam chłopaka po kolejnych stajniach. Nie poznałam jeszcze nikogo kto fascynuje się każdym koniem tak jak Niall. Było widać, że zwierzęta go lubią. Szliśmy przez sad. Co jakiś czas przejeżdżały na swych koniach dobrze znane mi osoby. 

- Ładnie ci w tym stroju. - powiedział nagle.

- Dziękuję. - czułam jak się rumienię - też startujesz dzisiaj w zawodach prawda? - sięgnęłam po jabłko wiszące na gałęzi jednego z drzew.

- Tak. Widziałem twój przejazd. Był idealny. Startujesz też w ujeżdżaniu? - pokiwałam twierdząco głową. - w tym też jesteś taka dobra? 

- Sam ocenisz. Wracajmy, muszę przygotować Troję. 

- A ja Brooksa. Dziękuję za spacer. Opowiedz mi coś o sobie. 

- Nie jestem ciekawą osobą ale jak chcesz. Jeżdżę od 4 roku życia czyli już 13 lat. To całe moje życie. Chciałabym zająć się tym zawodowo a jak się nie uda to pójdę na medycynę. Uwielbiam biały, czarny i niebieski. Mam malutkiego brata. No i umiem grać na gitarze i fortepianie. Teraz twoja kolei. - uśmiechnęłam się ciepło.

- Okej. Mój ulubiony kolor to czerwony. Trenuję od 7 roku życia. Jestem rok starszy od ciebie. Chce być piosenkarzem. Mam starszego brata, który też jeździ. I też gram na gitarze. - zaśmiał się.

Jego uśmiech był taki czarujący a te oczy? I jeszcze te jego farbowane blond włosy. Ten akcent. Przez resztę drogi milczeliśmy. W stajni każde poszło w swoją stronę. Nie powiedzieliśmy sobie nawet "cześć". To głupie. Nie! Głupie jest to, że tęsknię za chłopakiem którego poznałam dwie godziny temu... Właśnie skończył się konkurs skoków. Poszłam poszukać trenerki. Zorientowałam się, że na dworze zrobiło się ciemno. Ale przecież jest 14. Spojrzałam w górę. Na niebie zebrały się ciemne chmury. Nagle lunął deszcz. Trenerka powiedziała, że konkurs przełożyli na jutro. Z nieba strzelały błyskawice. Słyszałam jak konie rżą. Bały się. Biegłam w stronę boksu Troi. Otworzyłam zamek i przesunęłam bramkę. Weszłam do środka. Położyłam swoją rękę na jej grzbiecie. Cała się trzęsła. Nie mogłam jej teraz zostawić. Powiedziałam rodzicom żeby sami wrócili do domu. W stajni nie było chyba nikogo prócz mnie i trenerki, która zajęła się papierkowymi sprawami w stajni na drugim końcu ogromnej stadniny. Związałam włosy w kitkę. W tym czasie Troja się położyła. Siadłam obok niej i zaczęłam ją głaskać. Śpiewałam piosenkę która uspakajała ją jak i mnie.  

- Ślicznie śpiewasz. Masz talent. - poznałam Nialla po głosie.

- Dziękuję. - odwróciłam się w jego stronę. - co tu robisz?

- Szukałem P. Sheridan ale nigdzie jej nie ma. Nie mogę uspokoić Brooksa. - zmierzwił swoją blond czuprynę wyraźnie zawstydzony.

- Pomogę ci. - wstałam i zauważyłam, że Troja śpi. To dobrze. Zasunęłam po cicho boks. - Prowadź. 

- To on. - szepnął wskazując na konia.

Weszłam do środka. Przede mną stał wielki, czarny koń. Był przepiękny. Gdy chciałam go dotknąć kopnął mnie w udo. Wycofałam się. 

- Nic ci nie jest? - spytał przerażony Niall.

- Chyba nie. Wiesz Sheridan jest w ostatniej stajni. Idź po nią bo ja się poddaję. - odwróciłam się i ruszyłam w w przeciwną stronę stajni.

- Przepraszam. - szepnął ale ja to usłyszałam.

- To nie twoja wina. Do zobaczenia. - posłałam mu ciepły uśmiech.

Chwyciłam granatowy ręcznik, czarne leginsy i luźną bluzę. Zawsze mam zapasowe ciuchy w razie niespodziewanej kąpieli z koniem w stawie albo po prostu na wyjazdowe zawody. Poszłam do łazienki dla uczniów. Zamknęłam za sobą drzwi i zasunęłam zasuwkę. Zmyłam delikatny makijaż a później wzięłam szybki prysznic. Dobrze, że zrobili tą łazienkę. Oglądnęłam swoje udo. Na szczęście miałam tylko wielkiego siniaka. Wsunęłam na siebie czyste ubrania. Chwyciłam startowy strój i wyszłam z pomieszczenia. Rzuciłam wszystko obok skrzyni. Boks Troi był w odległej części stajni. Nie było tu żadnych koni oprócz białej klaczy mojej przyjaciółki. Zobaczyłam, że Shira nie śpi. Przez otwór wsunęłam rękę z jabłkiem. Klękłam przed skrzynią. Wyjęłam z niej wszystkie rzeczy. Przyda się w niej porządek. Układałam po kolei: czapraki, baty, rękawiczki itp. Do jednego worka wsadziłam normalne ubrania. Złożyłam startowy strój i włożyłam do kufra. Zamknęłam skrzynie. Weszłam do boksu. Troja dalej spała. Jest dopiero 16. Zostanę tu z nią jeszcze chwilę. Położyłam się na klockach siana pod ścianą. Nie wiem kiedy zasnęłam. Poczułam jak ktoś mnie szturcha. Otworzyłam oczy. Mimo wolenie uśmiechnęłam się na jego widok. 

- Słucham? - przetarłam oczy.

- Przepraszam, że cię budzę ale jadę do siebie i pomyślałem, że cię podwiozę do domu. W końcu nie możesz tu spędzić całej nocy. Jutro zawody. Musisz się pożądanie wyspać. - uśmiechnął się do mnie ciepło. - To co, dasz się podwieźć? - wyciągnął rękę w moją stronę.

- Z chęcią. - chwyciłam chłopaka za dłoń. Podeszłam do Troi, która stała i nam się przyglądała.

- Do jutra kochana. - szepnęłam jej do ucha i wyszłam z boksu zamykając go dokładnie. 

- Widać, że bardzo ją kochasz - powiedział. Szliśmy w stronę jedynego stojącego na parkingu auta. Robiło się ciemno. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 21. Ścisnęłam dłoń Nialla mocniej. - Boisz się? - spytał.

- Tak. - wyszeptałam. Od dziecka boję się ciemności.

- Nic ci się nie stanie. Jestem przy tobie. - powiedział patrząc mi prosto w oczy.

- Dziękuję. - pocałowałam chłopaka w policzek.

Podczas drogi śpiewaliśmy różne piosenki. Po godzinie zajechaliśmy pod mój dom. Na podjeździe stał samochód rodziców. W domu było ciemno. Jedynie w sypialni rodziców paliło się światło. Spojrzałam na Nialla. Wysiadłam z auta. Po chwili chłopak pojawił się obok mnie. Opieraliśmy się o jego samochód. 

- Wielkie to. - zaśmiał się.

- Wiem. Czasem mnie przeraża. A ty gdzie mieszkasz? - zapytałam.

- Dwie ulice stąd. - stanęłam naprzeciwko chłopaka. 

- Muszę iść. Dzięki za podwiezienie. Do jutra. - przytuliłam się do chłopaka. 

- Nie ma za co. - gdy chciałam się od niego odsunąć, przyciągnął mnie z powrotem do siebie za kieszeń mojej bluzy. Poczułam jak coś do niej wkłada. Staliśmy w uścisku jeszcze przez chwilę. Chłopak dał mi buziaka w policzek. 

- Do jutra. - pomachałam mu otwierając drzwi do domu.

- Do jutra. - wsiadł do czarnego auta i odjechał. 

Weszłam po cichu na górę. Wyjęłam spod poduszki piżamę i poszłam do łazienki. Zsunęłam getry i skarpetki. Już miałam ściągać bluzę gdy przypomniałam sobie o czymś w kieszeni. Sięgnęłam do niej i wyciągnęłam zwinięty papierek. Rozwinęłam go delikatnie.

"  xxxxxxxxx - odezwij się jak będziesz miała ochotę :) "

Położyłam karteczkę na półce. Zdjęłam zieloną bluzę i weszłam pod prysznic. Czułam jak ciepła woda spływa po moich włosach i ciele. Nałożyłam na głowę szampon i umyłam włosy. Spłukałam je i owinęłam ręcznikiem. Wyszłam spod prysznica i zaczęłam się wycierać. Ubrałam piżamę. Rozpuściłam włosy i starannie rozczesałam. Wysuszyłam je, wzięłam kartkę z półki i poszłam do pokoju. Zajrzałam do szafy i sprawdziłam czy mam czysty strój na jutro. Mam. Wklepałam do telefonu numer Nialla i weszłam pod ciepłą kołdrę. Sprawdziłam twittera. Kilka osób z którymi wcześniej pisałam życzyło mi powodzenia. Podziękowałam im i odłożyłam telefon na szafkę nocną. Już prawie spałam gdy usłyszałam dźwięk nowego sms-a. Weszłam w wiadomość. Była od blondyna. 

" Dobranoc. Widzimy się jutro :* "

" Dobranoc. Jasne, przecież muszę z tobą wygrać xx. "

" To wygraj ;) "

Nie odpisałam. Odłożyłam telefon i po chwili zasnęłam. 


------------------

Stałam przed wielkim lustrem. Związałam starannie włosy w kłosa i zrobiłam lekki makijaż. Włożyłam kremowe bryczesy, białą koszulę i czarną marynarkę. Spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam naprawdę ładnie. Jeśli mi się dzisiaj uda pojadę na Olimpiadę. Od dziecka o tym marzę. Wsadziłam telefon do kieszeni i zeszłam na dół. Rodzice już czekali w aucie. Założyłam odpowiednie buty. Chwyciłam kask i pewnie wyszłam z domu. Wsiadłam na tylnie siedzenie. Wsadziłam słuchawki do uszu i puściłam moją ulubioną piosenkę. Próbowałam się nie denerwować. Patrzyłam na pola za oknem samochodu. Po niektórych z nich jeździłam jako małe dziecko. Zatrzymaliśmy się na parkingu. Wysiadłam z auta. Przegnałam się z rodzicami i bratem. Oni ruszyli zająć miejsca a ja do stajni. Zauważyłam Nialla prowadzącego gotowego już do występu Brooksa. Podbiegłam do niego. Chłopak przywitał mnie buziakiem w policzek. Zamieniliśmy kilka słów a później poszłam do Troi. Przywitałam się z nią. Wyczesałam ją, i wyczyściłam jej kopyta. Przyszła trenerka i powiedziałam, że resztą się zajmie. Poszłam do pokoju dla trenerów. Oglądałam ścianę z dyplomami.  Najstarszy był z 1962 roku. Wisiał też na niej tylko jeden olimpijski dyplom. Dotknęłam go delikatnie. Od tamtych czasów nikt z tej stadniny nie wystartował w Olimpiadzie. Chciałam być tą drugą, której się to uda. Nie chcąc stresować się jeszcze bardziej, opuściłam pomieszczenie. Za chwilę moja kolej. Wyszłam przed stajnię. Czekała już tam na mnie Troja. Miała ślicznie zaplecione włosy. Podziękowałam trenerce, która życzyła mi powodzenie. Doprowadziłam zwierzę pod wyznaczone do konkursu pole. Właśnie swój przejazd zaczynał nikt inny jak Niall. Był niesamowity. Trzymałam za niego kciuki. Wsiadłam na konia. Chłopak przystanął wraz ze swoim zwierzęciem koło mnie. 

- To było niesamowite! - uśmiechnęłam się szeroko.

- Dzięki. Zobaczymy jak tobie pójdzie. Powodzenia. - podał mi dłoń.

- Dziękuję. - odwzajemniłam gest. 

-------------------------

Udało się. Dostałam się na Olimpiadę. Spełniłam swoje największe marzenie. Przez pół roku ostro ćwiczyłam. Z Niallem dalej tylko się przyjaźnimy. On się nie dostał. Udawał, że go to nie rusza ale wiedziałam, że jest mu przykro. Mimo to pomagał mi jak tylko mógł. Byłam mu wdzięczna. Bez niego byłoby nudno. Stałam i patrzyłam na Troje. Strasznie się denerwowałam. Może to czas by sobie odpuścić? Nie! Zaszłyśmy za daleko by się teraz poddać! Przecież tyle na to czekałam. OLIMPIADA W LONDYNIE. Wow. Chwyciłam za wodze i wyprowadziłam zwierzę z boksu. Stanęłam przy bramie obok wejścia na pole startowe. Konkurs skoków. Ta wolność gdy skaczesz. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym. Nagle przede mną pojawił się Niall. 

- To twój wielki dzień. - uśmiechał się do mnie.

- Wiem. - spuściłam głowę.

- Co się dzieje (t.i)? - spytał.

- Strasznie się denerwuję. - spojrzałam mu prosto w oczy.

- Poradzisz sobie. - chwycił mnie za wolną rękę. 

- Skąd możesz to wiedzieć? Przecież nawet najlepsi nie dają rady. - chłopak zbliżył się do mnie i namiętnie mnie pocałował.

- Dasz radę, wierzę w ciebie. - wyszeptał. 

Miał racje, dałam radę. Zdobyłam złoto ale zyskałam też coś dużo ważniejszego - prawdziwą miłość. 


3 komentarze:

  1. genialne!
    chyba najbardziej mi się podobał z twoich imaginów.
    bardzo chciałyście tego linka to wam daje:
    my-universce-will-never-be-the-same-33.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam to jest właściwy:
      my-universe-will-never-be-the-same-33.blogspot.com

      Usuń
    2. Dziękuję <3 kochana jesteś :*

      Usuń