Strony

piątek, 10 stycznia 2014

35. Liam

hej tu Julu. Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale początek roku to dla mnie strasznie męczący czas. Dlatego z góry chcę was przeprosić, jeśli nie dodam niczego w następnym tygodniu, ale mam tyle na głowie, że po prostu nie wyrabiam. Ten imagin jest dla mojej Zuzi (zmotywowałaś mnie do pisania). Mam nadzieję, że ci się spodoba. Nie wiem czy sprostałam twoim oczekiwaniom, ale liczę na komentarz od ciebie i innych czytelników. dzięki
                                                                                         wasza Julu♥
ps. przepraszam za błędy




Siedziałam na moim wygodnym łóżku. Po szybie wolno spływały krople deszczu, tak jak moje łzy po policzku. Od kilku miesięcy nie potrafiłam cieszyć się życiem. Nie uśmiechałam się od... sama nie wiem. Nie jadłam już moich ulubionych cukierków, żelków, kanapki, owoców. Nie jadłam praktycznie niczego. Piłam wodę przez cały dzień i czasem zjadłam płatki z mlekiem. Ważyłam 35 kilogramów. O dziesięć za dużo. W szkole podstawowej zawsze byłam pulchna i wyzywana z tego powodu, więc teraz chciałam być wreszcie szczupła. Chciałam wreszcie być taka jak inne, które były idealne. Siedząc tak i płacząc w poduszkę znów rozmyślałam nad sensem życia.
" Przecież i tak umrzemy..." - przeleciało mi przez głowę. " Czemu sobie nie pomóc? Będzie prościej. "
Tak miałam czasem myśli samobójcze, jednak nie miałam nikogo, kto sprawiłby, żebym przestała tak myśleć.
Rozum nieograniczony to rozum zepsuty.
Wstałam z łóżka i wyszłam na korytarz. Weszłam do mojej łazienki i gdy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze uśmiechnęłam się blado.
Przepraszam, moja twarz wykrzywiła się w grymasie bólu, bo już nie umiałam się uśmiechać.
Wyglądałam jak cień człowieka. Zniszczone włosy, nieczesane od kilkunastu dni, podkrążone, ciemne oczy.
Wrak człowieka.
Miałam już tego dosyć. Miałam dość ukrywania siebie przed światem! Chciałam pokazać jak cierpię, chciałam, żeby wreszcie ktoś mi współczuł.
Wyjęłam z szuflady żyletkę - moją małą, srebrną przyjaciółkę. Znów nadszedł czas kolejnego spotkania z nią. Usiadłam na podłodze opierając się o ścianę i przejechałam kilka razy po nadgarstku. Z tak małych ran sączyła się brunatna krew.
Śmiesznie, zupełnie jakby wszystkie małe rzeczy, które sprawiły, że cierpię wylewały się na białe kafelki.
Ściągnęłam leginsy i teraz zajęłam się moimi udami. Kolejne kreski, kolejne rany. W porę się opamiętałam i schowałam moją ukochaną z powrotem do szuflady. Wyszłam z łazienki, zatamowałam krwawienie.
To dziwne, tyle razy mogłam się zabić, a cały czas coś mnie powstrzymuje.
Wróciłam do pokoju. Pierwsze promyki słońca przebijały się uporczywie przez chmury.
Znów będzie ładna pogoda.
Wiem co zrobię.
Podeszłam do szały i wyjęłam krótki, czarny top i również krótkie dżinsowe spodenki.
Chcę, żeby wszyscy wiedzieli. Chcę się wreszcie pokazać.
Pobiegłam do przedpokoju i wyjęłam z szuflady ciemne okulary. Założyłam pierwszą parę butów, która wpadła mi w ręce. Znów stanęłam przed dużym lustrem. Świeże rany były bardzo widoczne. Gdzieniegdzie na mojej skórze pojawiły się ciemne, fioletowe siniaki.
Wyglądam jak monstrum.
Wyszłam z domu na ruchliwą ulicę. Tłum ludzi przebijał się chodnikiem śpiesząc się w różne kierunki świata.
Po co oni tak pędzą? Czy nie wiedzą, że umrą?
Była jesień. Słońce znów schowało się za chmurami. Wszyscy oglądali się za mną, jak za wariatką.
O to mi chodziło.
Widziałam ich przerażenie na twarzach, ale nikt nie podszedł do mnie, nie zapytał się, czy nie potrzebuję pomocy. Wszyscy tępo wpatrywali się w dwudziestolatkę idącą jesienią w krótkim topie i krótkich spodenkach z tysiącem kresek na nadgarstkach, ramionach i udach.
Byli przerażeni.
Uciekali, schodzili mi jak najszybciej z drogi, a ja z satysfakcją brnęłam dalej. Sprawiało mi to radość, że wreszcie po takim czasie ktoś się wystraszył. Wreszcie ktoś zobaczył co robiłam, wreszcie ktoś się bał.
Doszłam do mostu i oparłam się o jego poręcz. Ludzie znów omijali mnie szerokim łukiem. Jedna starsza pani podeszła do mnie i uśmiechnęła się. Spojrzałam na nią zdziwiona.
- Bóg znajdzie każdego, nawet ciebie zbłąkane dziecko. - ruszyła dalej, ciągnąc za sobą idiotyczny wózek.
Po raz pierwszy od kilki miesięcy ktoś się do mnie odezwał. Było to dziwne uczucie usłyszeć głos ludzki mówiący do ciebie.
Przerażało mnie to.
Usiadłam na barierce mostu, a nogi przewiesiłam przez barierkę. Nagle most opustoszał w tempie błyskawicznym. Jacyś studenci ominęli mnie szybko i biegiem zniknęli za rogiem.
Uśmiechnęłam się.
Ten widok mnie radował. Znów się mnie bali. Pokaleczonej, bezbronnej dziewczyny siedzącej na barierce mostu.
Spojrzałam w dół na płynącą rzekę. Jej nurt kusił.
Skoczę i się skończy.
Patrzyłam jeszcze chwile w kojący nurt rzeki. Był cały czas taki sam. Nie zmieniał się, woda płynęła do przodu nie zważając na nic.
Też bym tak chciała.
Wspięłam się na poręcz i złapałam za górne linki biegnące na samą górę mostu. Puściłam się i rozłożyłam ręce. Wiatr rozwiewał moje skołtunione włosy.
No to raz...dwa...
Usłyszałam krzyk. Poczułam jak ktoś ściska mnie w tali. Straciłam równowagę i złapałam się szybko jakiejś linki.
- Nie skacz. Czemu chcesz to zrobić? - usłyszałam męski głos.
-Tak będzie łatwiej.
- Jesteś tchórzem.
- Jestem (t.i.)
- Liam.
Odwróciłam się przodem do chłopaka. Położyłam swoje dłonie na jego dłoniach, a on oglądał dokładnie moje nadgarstki.
- Pomogę ci. Musisz mi tylko zaufać. Musisz już skończyć uciekać. Musisz skończyć się bać.
- Nie boję się. Udowodnię ci to. - zamknęłam oczy i rzuciłam się w odmęty wody.

4 komentarze:

  1. Wow! O takie coś mi chodziło! <3 Pisz dalej a ja tutaj będę sie zarzerać piankami. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozwaliłaś mnie. Moge zaproponować żebyś zrobiła kontynuację?

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej kontynuację? to będzie trudne, bo główna bohaterka zginęła, ale mogę coś wykombinować :) nie obiecuję, ale pomyślę nad tym.

    OdpowiedzUsuń
  4. genialne, tylko trochę smutnie się skończyło.
    czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń