Strony

piątek, 24 stycznia 2014

43. Louis

Siemka. Trzymajcie taki imagin ode mnie :) Dzisiaj mieliśmy bardzo miłą godzinę wychowawczą. Dużo pozytywów się o sobie dowiedziałam, za co szczerze wszystkim dziękuję ♥  Komentujcie :)
                                                                                          wasza Julu ♥




Siedzieli sami na dachu budynku, oglądając spadające gwiazdy. Mieli tylko tu i teraz. Nie myśleli o przyszłości, myśleli o sobie. On patrzył w jej piękne oczy, a ona nerwowo przygryzała wargę. Nikt się nie odezwał. Nie chcieli zakłócić tej wspaniałej chwili. W końcu wtulili się w siebie. Ona wplotła swoje długie palce w jego włosy. On mocno objął ją w tali. Trwali w uścisku, jakby byli jednością, a nie dwoma, osobnymi organizmami. Kochali się. Okazywali to sobie na każdym kroku, w każdym miejscu i o każdej porze. Nie wstydzili się siebie. On delikatnie musnął jej usta, po czym zapytał o jej życzenie. Ona oblała się rumieńcem. Spojrzał na nią i wyszeptał jej do ucha, że myślał o niej. Znów się zarumieniła. Wstali. Podeszli do krawędzi dachu i spojrzeli w dół. Na dole sznurek samochodów poruszał się wolno po ulicy. Dziewczyna powiedziała, że chciałaby latać. Chłopak zastanowił się przez chwilkę, po czym złapał ją za rękę i zbiegli na dół po wąskich schodkach. Wybiegli na ulicę. Ona nie wiedziała, gdzie biegną. Pozwoliła, żeby on ją prowadził. Biegli zatłoczoną ulicą. Wsiedli do samochodu i ruszyli. Wjechali do Paryża. Stanęli razem pod wieżą Eiffla i czekali na wjazd na górę. Złapali się za ręce i wjechali windą na sam szczyt. Dziewczyna zasłoniła usta ręką, gdy zobaczyła widok przed sobą, on objął ją ramieniem i cmoknął w policzek.
Zapytał się, czy jej się podoba. Skinęła delikatnie głową. Powiedziała, że to prawie jak latanie. Uśmiechnął się w jej stronę.
'' Wiem co doda ci skrzydeł. '' Wyjął z kieszeni kurtki małe, srebrne pudełeczko.
Uklęknął przed swoją ukochaną i zadał jej to najważniejsze pytanie. Nie mogła uwierzyć. Myślała, że śni. To nie był sen. To wszystko było jej życiem. Zgodziła się, przecież go kochała. Wpadła w jego ramiona, a on trzymał ją tak mocno, jakby bał się, że jednak ucieknie. Stali tak sami, wysoko, wysoko na szczycie wieży. Kochali się tak bardzo. Marzenie dziewczyny się spełniło. Miała wreszcie go tylko dla siebie.
Mijały kolejne lata ich małżeństwa. Kilka miesięcy później narodził się ich synek. Pierwsze, śliczne dziecko. Teraz ich serca należały również do małej istotki. Wyprowadzili się za miasto, chcieli żyć jak najdalej od miejskiego zgiełku. On przestał koncertować, ona prowadziła kawiarnię. Cały czas siebie kochali. Ich synek rósł, a rodzice wkrótce sprawili mu siostrę. A po kilkunastu miesiącach urodziły się jeszcze bliźnięta. Byli nareszcie wspaniałą kochającą się rodziną. Wielką rodziną. Najstarszy syn wreszcie dorósł i wyprowadził się z domowego gniazdka. Została jeszcze córka i dwóch, młodszych synków. Nie zmieniała się tylko rodzinna miłość. Cały czas w niej  trwali. Po kilku latach i córka wyprowadziła się z domu, a najstarszy z synów miał już dziecko. Zostali dziadkami, ale nadal się kochali. Dzielili tylko swoje serca między dzieci, a wnuki, z których tak się cieszyli. Kolejne lata przyniosły kolejne niespodzianki. Córka rozwiodła się ze swoim narzeczonym, wróciła do rodziców, poznała chłopaka i wkrótce również została szczęśliwą matką pięknej dziewczynki. Bliźniaki miały już osiemnaście lat. Wyruszyli na studia, podbijać studencki świat. Dom opustoszał. Zostali tylko oni, nadal kochający się. Siedzieli coraz częściej przytuleni do siebie z kubkiem herbaty w ręku. Byli już w podeszłym wieku, ale ich miłość ciągle była młoda i świeża. Pewnego dnia zabrał ją znów do Paryża. Znów na wieżę Eiffla. Skoczyli razem ze spadochronu. Wiedział, że zawsze chciała latać. Wrócili do domu jako staruszkowie, ale cały czas czuli się młodzi. Najmłodszy z synów ożenił się. Ich córka miała kolejne, śliczne dziecko. Znów ukochane wnuki. Gdy jednak zaczęto zapominać, o starych kochających się rodzicach i dziadkach, zaczęła dziać się straszne rzeczy. Choroba. Jego choroba. Ona pomagała mu jak mogła. Chciała go ratować, zbyt bardzo go kochała, żeby go oddać. Po pewnym czasie śmierć zabrała go ze sobą. Ona była w krainie rozpaczy. Nie pomagały dzieci, ani wnuki, wszystko straciło sens. Teraz ona leży na łóżku. Sama jest chora. Zostało jej już mało czasu. Myśli. Myśli, jak będzie wyglądało jej spotkanie z nim. Widzi jego uśmiechniętą twarz, jego włosy i oczy. Biegnie do niego i już prawie wpada w jego ciepłe, kojące ramiona.
'' Idę Louis." - wyszeptała i pobiegła w jego stronę.
Znów się kochali, znów byli razem.

1 komentarz:

  1. imagin ciekawy taki... inny niż wszystkie :D
    podobał mi się!
    czekam na następny. :P

    OdpowiedzUsuń