Hej i macie jeszcze kolejnego imaginka w prezencie :) Taka wielkoduszna ja. HAH Przepraszam, jeśli gdzieś zamiast (t.i.) pojawi się coś innego, ale pisałam to dla mojej przyjaciółki, wstawiając jej imię.
Fioletowa czcionka - pamiętnik.
Komentujcie, komentujcie i komentujcie. :*
wasza Julu ♥
- (t.i.) chodź tutaj! - z dołu dobiegł mnie głos mojej mamy.
- Już idę! - biegłam po schodach.
Wbiegłam do kuchni, a tam zastałam moją mamę przy piekarniku.
- Musisz mi pomóc. Dzisiaj przyjedzie znajoma z rodzinką i usiłuję zrobić ciasto, ale oczywiście zabrakło mi mąki. Ubierz się i pobiegnij do sklepu. - mama krzątała się po całym pomieszczeniu.
- Muszę? - spytałam zniechęcona.
- Tak. Proszę cię.
- No dobrze, ale będę mogła coś sobie kupić?
- Tak, ale idź już! - krzyknęła moja mama, gdy wybiegłam z kuchni.
Weszłam do przedpokoju i założyłam moje fioletowe Nike i wyszłam z domu. Szłam ulicą, licząc latarnie. Do sklepu było dość daleko, ale ja lubiłam długie, samotne spacery. Gdy tak szłam, nad moją głową zbierały się ciemne chmury. W końcu dotarłam na miejsce. Weszłam do marketu, wzięłam mały, czerwony koszyk i skierowałam się w stronę półki z mąką, cukrem i innymi niezbędnymi rzeczami do pieczenia. Wzięłam pierwsze, lepsze opakowanie mąki i wsadziłam je do koszyka. Skocznym krokiem ruszyłam do półki z napojami. Zastanawiałam się na co mam ochotę.
,, Wezmę cole. ,, - sięgnęłam po butelkę.
Oczywiście butelka stała na najwyższej półce i nawet, gdy stawałam na palcach nie
dosięgałam jej. Skakałam próbując dosięgnąć coli. Musiało to wyglądać komicznie.
- Pozwól, że ci pomogę. - za moich pleców dobiegł mnie męski głos.
Odwróciłam się w stronę źródła tego głosu. W moją stronę uśmiechał się wysoki, przystojny szatyn.
- Dziękuję. - odebrałam moją butelkę.
- Oh, nie ma za co.
Uśmiechnęłam się do chłopaka i pobiegłam w stronę kasy.
Zapłaciłam za zakupy. Wyszłam ze sklepu, ale na moim nosie poczułam kropelki deszczu.
,, Będzie ulewa. ,, - pomyślałam i biegiem ruszyłam w stronę domu. Deszcz padał coraz bardziej. Na niebie pojawiły się błyski, a po chwili słychać było grzmoty. Próbowałam jakoś chronić się przed zimnymi kropelkami wody. Po kilku minutach z nieba lała się prawdziwa powódź. Byłam cała mokra. Przestałam już biec, bo w ogóle nie miało to sensu. Szłam powoli chodnikiem, a moje przemoczone buty wydawały irytujące dźwięki. Ogółem wszystko było mokre: moje włosy, moje ubranie, moje buty.
- A może teraz też mogę ci pomóc? - na moim ramieniu pojawiła się dłoń.
Odwróciłam się znów w stronę tego samego chłopaka.
- Nie dzięki, już dzisiaj mi wystarczająco pomogłeś. Nie chcę, byś z mojego powodu zmókł czy się przeziębił.
- Przecież to nie problem, poza tym mam parasol, a ty nie. Prędzej ty się przeziębisz niż ja. - mówiąc to ściągnął swoją bluzę i podał mi ją. Założyłam ubranie na siebie. Bluza była trochę za duża, ale ciepła i przesiąknięta męskimi perfumami. Zamknęłam oczy i wdychałam ten cudowny zapach.
- Czy mógłbym odprowadzić cię do domu?
- Z przyjemnością. - wtuliłam się w ciepłe ciało chłopaka i schowałam się pod jego zielony parasol.
Szliśmy tak razem nic nie mówiąc. Było idealnie. Przyznam, że jeszcze nigdy się tak nie czułam. Deszcz, cisza, jego pachnąca bluza, ja i on. Ta chwila mogła trwać wiecznie,
,, Jak dobrze, że mam tak daleko do domu. ,, - myślałam z uśmiechem.
Prowadziłam chłopaka pod mój dom.
- To już tu. - oderwałam się od niego i weszłam na pierwszy schodek prowadzący do drzwi mojego domu.
- Zaczekaj. - chłopaka złapał mnie za rękę. - Spotkamy się jeszcze kiedyś?
- Myślę, że tak, a dlaczego pytasz?
- Em..., nie, nie, nie ważne. - chłopak odwrócił się i ruszył w stronę bramki.
- Nie martw się. Musimy się spotkać, bo mam twoją bluzę. - krzyknęłam za nim.
Szatyn odwrócił się i uśmiechnął się do mnie. Ja odwzajemniłam uśmiech, a po chwili zniknęłam za drzwiami domu. Oparłam się o nie i rozmyślałam.
- (t.i.) co tak długo! - do przedpokoju weszłam moja mama i wyrwała mi reklamówkę z ręki. - Dziecko drogie, jak ty wyglądasz?! Idź coś ze sobą zrobić! W ogóle co to jest za bluza? Ty takiej nie masz? - atakowała mnie mama.
- Yhym nie mam takiej. - przeszłam przez pokój i ruszyłam na górę pozostawiając moją mamę w lekkim szoku.
Weszłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko tuląc się do bluzy. Ten zapach na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Ściągnęłam z siebie bluzę i położyłam ją na łóżku. Przebrałam się w suchą piżamę i położyłam się do łóżka, przykrywając się kołdrą. Wyjęłam mały, gruby, różowy zeszyt z pod mojej poduszki i otworzyłam go na pierwszej, wolnej stronie.
Kochany pamiętniczku.
Dziś na szczęście mama posłała mnie do sklepu po mąkę. Tak właśnie, NA SZCZĘŚCIE. Gdyby nie to, nie spotkałabym go. Muszę też podziękować coli, która stała na najwyższej półce, bo bez niej również bym go nie poznała. Dziękuję również za ten deszcz, bo bez niego nie mogłabym otrzymać tej cudownej bluzy i nie mogłabym wtulić się w jego ciepłe ciało. Muszę przyznać, że moja droga powrotna do domu nigdy nie była taka wspaniała i magiczna. Tak w sumie nie wiem co czuję w tym momencie. Czyżby moje serce ... się zakochało? Od tak dawna już nie było zakochane, może uznało, że nadszedł ten czas? Szczerze NIGDY nie czułam się tak jak teraz. To dziwne uczucie, takie nowe i nieznane. Z jednej strony się boję i jestem bardzo niezdecydowana, a z drugiej coś mi mówi, że właśnie się zakochałam. Ja się ZAKOCHAŁAM?! Tyle razy ci powtarzałam, że już nigdy nikogo nie pokocham, ale czy to mówiło moje serce? Nie, to mówił mój mózg. Mózg, który myśli racjonalnie, liczy i kalkuluje wszystko, ale ja słucham teraz czegoś innego. Ten głos jest bardzo radosny i podniecony. On krzyczy i przekonuję mnie, że się zakochałam. Czy to moje serce? Czy to prawda? Czy ja się zakochałam? Już sama nie wiem, pamiętniczku. Jestem niezdecydowana. To naprawdę dziwne uczucie. Potrzebuję pomocy psychiatry. Jestem chora! Pomocy!
Leżałam w moim łóżku, gdy do pokoju weszła mama.
- Dziecko, czy ty jesteś chora?
- Nie wiem mamo.
- Ale co ci jest? Coś cię boli? - spytała mama siadając na moim łóżku.
- Nie. Właśnie nic mnie nie boli.
- Oj Wera, jesteś pewna?
- Tak.
- W takim razie ubierz się w coś ładnego, bo zaraz przyjedzie moja koleżanka. - mama wstała z łóżka i wyszła.
Wygramoliłam się z łóżka.
- I przyjedzie z nią jej syn! - krzyknęła mama z dołu, ale mnie ta wiadomość wcale nie ucieszyła.
Ja naprawdę miałam mentlik w głowie i to nie z powodu w co się mam ubrać. Wyjęłam z szafy swoją ulubioną sukienkę i moje nowe, szare baleriny z kokardką. Z tym wszystkim poszłam do łazienki. Rzuciłam ubrania na blat, zamknęłam drzwi na klucz i ściągnęłam swoje rzeczy. Weszłam pod prysznic. Ciepła woda, tego mi było trzeba.
- (t.i.)!
- Kąpie się! - jeszcze głośniej puściłam wodę. Wyszłam z pod prysznica. Wytarłam moje długie włosy, które później dokładnie wysuszyłam. Ubrałam moją sukienkę. Włosy związałam w niedbały kok i przypięłam do niego małą szarą kokardkę. Na nogi założyłam balerinki. Stwierdziłam, że nie robię makijażu. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół do kuchni.- O proszę, wreszcie jesteś. - mama przywitała mnie uśmiechem. - Kochana przedstawiam ci moją córkę (t.i). - mama wskazała na mnie ręką, a ja podeszłam do szczupłej, dość wysokiej kobiety.
- Witaj skarbie. - jej słodki głos był naprawdę miły. - Mam tu coś dla ciebie, wybierałam razem z synem. Liam! Ach, no tak jest na górze, pewnie w twoim pokoju. - podała mi różową torebkę w kwiatki.
- Dziękuję bardzo. - uścisnęłam dłoń kobiety.
- Chodź przejdziemy do salonu i napijemy się kawy, a ty córuś idź do swojego gościa! - mama i jej koleżanka wyszły z kuchni.
Wlokłam się po schodach.
,, Mam nadzieję, że to nie będzie kolejny sztywniak. ,, - myślałam wchodząc do pokoju.
Przekroczyłam drzwi mojego królestwa i zamarłam. Na dywanie siedział ten sam chłopak, który dzisiaj mnie odprowadzał! Siedział i coś czytał... zaraz, zaraz przecież to MÓJ pamiętnik!
Doskoczyłam do chłopaka i zabrałam mu zeszyt z przed nosa. Schowałam go za plecami.
- Jestem (t.i.). - podałam mu rękę.
- Liam. - uśmiechnął się zmieszany i uścisnął moją dłoń. - My się już chyba znamy?
- Tak. Dzisiaj widzimy się już trzeci raz. - usiadłam na łóżku, a ręką wskazałam, żeby chłopak usiadł obok mnie.Siedzieliśmy tak w milczeniu.
- Wiesz, że ja też potrzebuję pomocy psychiatry? - spytał i spojrzał na mnie.
- A więc czytałeś to! - rzuciłam zeszytem o ścianę i ukryłam twarz w dłoniach.
- Tak. Przepraszam, ale myślałem, że to jakaś książka. Normalnie w życiu bym czegoś takiego nie zrobił. Nie lubię ingerować w czyjąś prywatność, ale w twoją chciałbym.
- Co? - spojrzałam na niego.
- Chyba trochę źle to zabrzmiało. - przeczesał nerwowo włosy. - Ja po prostu chcę powiedzieć, no, że tak jakby, coś do ciebie czuję. - znów spojrzał na mnie nerwowo.
Patrzyłam na niego w stanie szoku. Liam spuścił głowę.
- Ale ty pewnie nic do mnie nie czujesz. Zapomnij, że cokolwiek mówiłem. - chłopak wstał i ruszył w stronę drzwi.
Zerwałam się z łóżka i wskoczyłam mu na plecy. Położyłam swój podbródek na jego ramieniu. On trzymał moje nogi, pewnie był zaskoczony tą reakcją. Przyznam, że ja sama też.
- Ja nie chcę zapominać. Nie chcę! Chcę pamiętać ciebie na zawsze. Chcę pamiętać ten dzień, zapach twojej bluzy, chcę, aby to wszystko było w mojej pamięci na zawsze. - wyszeptałam mu do ucha. Staliśmy tak w milczeniu. W końcu Liam delikatnie mnie opuścił i odwrócił się do mnie. Chwycił mnie za ramiona i przyciągnął do siebie. Nasze usta się złączyły. Był to idealny pocałunek, z idealnym chłopakiem. Nie wiem ile to trwało, czas jakby stanął. W końcu zakończyliśmy nasz pocałunek.
- Chyba musimy znaleźć sobie wspólnego psychiatrę. - uśmiechnął się do mnie.
Usiadłam na łóżku i wyjęłam mój pamiętnik.
Kochany pamiętniczku
Pamiętasz tego chłopaka, którego dzisiaj spotkałam i który ochronił mnie przed deszczem i zdjął mi colę? Pamiętasz? Ja go doskonale pamiętam. Teraz pamiętam jeszcze więcej. Pamiętam nasz pocałunek, pamiętam, że cię czytał, pamiętam każde jego słowo. Pamiętam wszystko, ale chcę go zapamiętać jako osobę, która obróci moje życie o 180 stopni. Chcę go pamiętać jako mojego wymarzonego chłopaka.
Liam siedział obok mnie i patrzył na to co piszę. Odłożyłam długopis i spojrzałam na niego. Wziął ode mnie mój pamiętnik i długopis.
Pamiętam tą dziewczynę w fioletowych Nike. Pamiętam, gdy skakała, aby dosięgnąć butelkę z colą. Pamiętam jej mokre włosy i niebieskie lśniące oczy. Pamięta jak obiecała się spotkać. Pamiętam jak odprowadzałem ją do domu. Pamiętam, gdy czytałem jej pamiętnik. Pamiętam każde słowo zapisane na kartce w kratkę.
,, Muszę przyznać, że moja droga powrotna do domu nigdy nie była taka wspaniała i magiczna. ,, ,, Czy ja się zakochałam? ,, Czy ja się zakochałem? Tak, zakochałem się, jak nigdy dotąd. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Nigdy. Ale chcę, żeby ta zmoknięta dziewczyna zapamiętała mnie jak kogoś ważnego. (t.i) czy zostaniesz moją dziewczyną?
Chłopak oddał mi zeszyt. Ujęłam go, a moje ręce drżały jak nigdy. Przeczytałam wszystko co napisał. Ostatni wers... spojrzałam na niego. Wyczekiwał mojej odpowiedzi. Zarzuciłam mu ręce na szyję i wtuliłam się w niego.
- Tak. Chcę cię pamiętać Liam. - szepnęłam mu do ucha.
- Bez względu na wszystko, w moim sercu już na zawsze pozostanie twoja osoba. Nigdy cię nie zapomnę. Twoje imię już zostało wyryte o tutaj. - wskazał palcem na miejsce serca. - Na zawsze. - znów mnie pocałował.
Też chce tak kogoś spotkać.
OdpowiedzUsuńCzemu takie piękne historie nie mogą mi się przytrafić? Cudo!
OdpowiedzUsuńPs. Dawno nie było Louisa... Mogę Was o to prosić?
Usuń