Hej. Łapcie imagina ode mnie. Komentujcie proszę. Miłego czytania.
Wiki
_______________________________________________________________
* twoimi oczami *
Wiki
_______________________________________________________________
* twoimi oczami *
Siedziałam i myślałam nad tym wszystkim. Tak dawno go nie widziałam. Tak bardzo za nim tęsknię. Za dużo wtedy powiedziałam ale on też nie jest bez winy. Dwa lata temu gdyby mi ktoś powiedział, że stracę najlepszego przyjaciela z powodu kłótni o taką bzdurę zaczęła bym się śmiać. Po tym wszystkim wyprowadziłam się do Londynu. Dostałam się do wymarzonej szkoły tanecznej. Zdaje się, że nie wiedział o tym na początku. Ale później dzwonił i pisał a ja dalej milczałam. Miałam swoje powody. Po pewnym czasie dowiedział się gdzie mieszkam. Przysyłał mi prezenty na urodziny, święta i imieniny. Przychodził pod moje mieszkanie ale ja go nie wpuszczałam do środka. Udawałam, że mnie nie ma. Nie mogłam się z nim spotkać i powiedzieć czegoś co złamałoby mu serce na zawsze. Każdego dnia, od dwóch lat myślę co teraz robi, jak się czuje. Nigdy o nim nie zapomniałam, nie potrafiłabym.
*oczami Liama*
Wszedłem do szpitala. Ruszyłem korytarzem na odpowiedni oddział. Popchnąłem wielkie drzwi z na których widniał zielony napis ODDZIAŁ KARDIOLOGII. W korytarzu czekała już na mnie starsza kobieta.
- Dzień dobry panie Payne. Proszę za mną. - ruszyłem za nią.
Weszliśmy do świetlicy w której dzieci w różnym wieku siedziały na dywanie. Siadłem między nimi. Odpowiadałem na masę różnych pytań. Zrobiłem sobie z nimi pełno zdjęć. Byłem szczęśliwy gdy widziałem na ich twarzach uśmiech. Podziwiałem je. Były ciężko chore i mimo wszystko uśmiech nie znikał im z twarzy. Przeczytałem im bajkę. Starsze dzieciaki wypytywały mnie o poważne rzeczy Zrobiło się późno i musiały iść już do swoich sal. Pożegnałem się z każdym z osobna.
- Kilku osób chyba nie było, prawda? - zapytałem kobietę która mnie tu przyprowadziła. Zależało mi żeby spotkać się z każdym.
- Tak. Wstydzili się. Dziękuję, że pan przyjechał.
- To dla mnie przyjemność. - uśmiechnąłem się . - zajrzę do reszty dzieciaków jeśli oczywiście mogę.
- Jasne. Przepraszam ale muszę iść. Dowidzenia.
- Dowidzenia.
Chodziłem od sali do sali. Większość maluchów już spała. Szkoda. Zostały ostatnie drzwi. Nie wiem czemu ale bałem się tam wejść. Znalazłem w sobie resztkę odwagi i nacisnąłem klamkę.
- Mogę? - zapytałem przekraczając próg. Dziewczyna słysząc moje pytanie lekko się wzdrygnęła. Jej łóżko stało pod ścianą. W pomieszczeniu nie było nikogo oprócz niej i mnie. Siedziała po turecku tyłem do mnie. Opierała się łokciami o parapet nad jej łóżkiem. Miała długie, lekko falowane, brązowe włosy.
- Jasne. - powiedziała ponuro. Siadłem na krzesełku obok jej łóżka. - po co tu przyjechałeś. - zaskoczyło nie jej pytanie.
- Bo podobno dzieci chciały się ze mną zobaczyć. - Masz ładny sweter. Dałem taki sam mojej byłej przyjaciółce na 17 urodziny. - posmutniałem na te wspomnienia.
- Dziękuję. - głos też miała do niej podobny. - Czemu byłej?
- Bo popełniłem wiele błędów w życiu. Ile masz lat?- głos mi się załamał.
- 18. Każdy je popełnia Liam. - myślałem, że nie wie kim jestem. Myliłem się. - opowiedz mi coś o niej, proszę.
- Dobrze. - zaśmiałem się. Nagle miałem wielką chęć o niej opowiedzieć. - Była polką ale jej rodzice przeprowadzili się do Anglii gdy miała 3 latka. Była rok młodsza ode mnie. Nasze domy oddzielało wielkie drzewo przez które jako starsze dzieciaki przechodziliśmy do siebie. Chodziliśmy do tej samej szkoły. Pewnego dnia, miałem chyba 10 lat, zobaczyłem jak jakiś chłopak z jej klasy ją zaczepia. Podszedłem do niego i kazałem mu spadać. Tak się poznaliśmy. Od tamtego dnia, prawie każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem. Pamiętam, jak w jej 13 urodziny oblałem ją z węża ogrodowego wodą przez płot. Były wakacje. Leżała na kocu w swoim ogródku. Gdy poczuła lodowatą wodę na sobie, natychmiast się poderwała i zaczęła krzyczeć. Zdjęła okulary przeciwsłoneczne i rzuciła na koc. Stałem po drugiej stronie płotu i się śmiałem. Spojrzałam na mnie i rzuciła groźnym spojrzeniem. - Zabiję cię Liam! - wydarła się na mnie. Przeszła przez niewielką dziurę w płocie do mojego ogródka. Rzuciła się na mnie. Zaczęliśmy się przepychać dla zabawy. Przewróciłem ją tak, że leżała pode mną. Śmialiśmy się. Nagle ucichliśmy. Posłała mi swój przepiękny uśmiech który tak uwielbiałem. Miała takie piękne zielone oczy. Zbliżyłem się do niej i miałem ją pocałować ale stchórzyłem. Wstałem szybko i pobiegłem do domu. Siedziałem na parapecie w swoim pokoju i patrzyłem na nią. Leżała na trawie i płakała. Wstała i ruszyła do siebie. Podszedłem do drugiego okna. Ona siedziała już na swoim dywanie i dalej płakała. Wiedziałem, że czuła do mnie coś więcej. Mój kolega mi o tym powiedział. Dla mnie też nie była tylko przyjaciółką. Zdawałem sobie sprawę z tego jak bardzo ją skrzywdziłem. Wybaczyła mi po trzech tygodniach. Ale już nic do mnie nie czuła, tak przynajmniej twierdził mój znajomy. Nie przynudzam? - zapytałem dziewczynę.
- Nie. Mów dalej. - uśmiechnąłem się.
- Nadszedł dzień mojego przesłuchania do X- Factor. Stworzyli ze mnie, Nialla, Louisa, Zayna i Harrego zespół. Bardzo mnie wspierała. Chłopcy od razu ją polubili. Wystąpiliśmy pierwszy raz jako zespół. Było niesamowicie. Po występie pokłóciliśmy się. Była zdenerwowana. Powiedziałem do niej coś nie na miejscu ale już nie pamiętam co. Ona mnie powyzywała a ja znowu powiedziałem coś czego nie powinienem był mówić. Nic już nie odpowiedziała. Ruszyła do wyjścia. Wtedy widziałem ją po raz ostatni. Tęsknię za nią. Ciągle myślę co teraz robi, jak się czuje. Zawsze mówiła, że chce mieć tatuaż na nadgarstku. Chciała przefarbować włosy na brązowy kolor i zrobić sobie kolczyka w pępku. Nie wiem czy to zrobiła. - dziewczyna nic nie powiedziała. Siedziała i patrzyła się w okno. Pomyślałem, że ma mnie już dość. - Nie będę ci już przeszkadzał. Dowidzenia. - wstałem i chciałem ruszyć w stronę drzwi gdy poczułem jej dłoń obejmującą mój nadgarstek.
- Zostań, proszę. - spojrzałem na nią. Stałem jak wryty. Puściła mój nadgarstek.
- (t.i)? - wyjąkałem. - to naprawdę ty. - rzuciłem się w jej stronę i zamknąłem w czułym uścisku. - tak bardzo tęskniłem. - szepnąłem jej do ucha.
- Ja też Liam. Przepraszam za tamto. - poczułem jak jej łza kapnęła na moją koszulkę.
- Nie, to ja przepraszam. - odsunąłem się od niej. - Ale co ty robisz w szpitalu na takim oddziale? - zapytałem przerażony.
- To było miesiąc temu. Kolejny raz zemdlałam na zajęciach tanecznych. Zabrali mnie do szpitala. Chciałam do ciebie zadzwonić ale wszedł lekarz. Powiedział mi, że moje serce słabnie. Potrzebuję przeszczepu ale moja grupa krwi jest rzadka i trudno znaleźć dawcę. - pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Siadłem obok niej i otarłem kciukiem tą łzę. - Nie dzwoniłam do ciebie. Nie chciałam żebyś się martwił.
- Tak mi przykro. Ale nie możesz być w domu? - zapytałem z nadzieją.
- Mogę ale tak jest łatwiej. Musiałabym przyjeżdżać co drugi dzień na badania.
------------------
(t.i) mieszka już ze mną w Londynie od miesiąca. Zostaliśmy parą. Dalej nie znaleźli dawcy. Chłopacy chcieli zawiesić działalność zespołu ale się nie zgodziłem. Koncertują beze mnie. Ja siedzę w domu i opiekuję się moją księżniczką jak najlepiej umiem. Siedzieliśmy z (t.i) na korytarzu i czekaliśmy na wyniki badań. Drzwi do gabinetu się otworzyły. Zostaliśmy poproszeni do środka. Okazało się, że przeszczep jest potrzebny natychmiastowo lecz dalej nie było dawcy. Dziewczyna była przerażona. Wyszliśmy na korytarz. Podeszła pielęgniarka i zaprowadziła nas do sali przydzielonej (t.i).
- Boję się Liam. - po jej policzku pociekła łza. Starłem ją.
- Obiecuję, że wszystko będzie dobrze. - mocno przytuliłem dziewczynę. - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - całowaliśmy się gdy sobie o czymś przypomniałem.
- Pójdę porozmawiać z lekarzem. Jesteś dla mnie najważniejsza, pamiętaj. - pocałowałem ją ostatni raz i ruszyłem w stronę drzwi.
- A ty dla mnie. - usłyszałem jej słowa. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się do niej. Odwzajemniła gest. Miała taki cudowny uśmiech.
Zapukałem do gabinetu lekarza po czym wszedłem do środka.
- Przepraszam to znowu ja. - przeczesałem palcami włosy.
- Jasne, zapraszam. - wskazał ręką na krzesło.
- Jakie są szanse, że przeszczep się przyjmie? - byłem przerażony.
- Jeśli będzie to ktoś zdrowy i tak dalej to 99%. - ta odpowiedź mnie ucieszyła.
- A więc chciałbym....
*twoimi oczami*
Leżałam na łóżku. Znaleźli dawcę. Za chwilę zabierają mnie na operację. Boję się. Liam nie pojawił się od kąt wyszedł porozmawiać z lekarzem. Pewnie się przestraszył i mnie zostawił. Do sali weszły pielęgniarki i zawiozły mnie na salę operacyjną. Oby wszystko się dobrze skończyło.
----------
To już drugi dzień po operacji a on nadal nie przyszedł. Operacja się udała ale ja wcale nie czułam się dobrze. Znów jestem sama. Zostawił mnie. Nie wiem co będzie dalej. Trzeciego dnia też się nie pojawił.
----------
Stałam przed drzwiami wielkiego domu Liama. Postawiłam torbę na ziemię. Trzymałam w ręce klucz. Chłopak dał mi go jak się tu wprowadziłam. Nie byłam pewna czy powinnam tam wejść. Wsadziłam srebrny przedmiot do zamka i przekręciłam. Drzwi się otworzyła a ja weszłam do środka. - Liam! - krzyknęłam ale nikt nie odpowiedział. Spróbowałam jeszcze kilka razy ale dalej nic. Zajrzałam do kuchni. Pusto. Siadłam na kanapie w salonie. Dostrzegłam na stoliku białą karteczkę. Chwyciłam ją i zaczęłam czytać.
Kochanie, wybacz, że nie mogłem Cię wesprzeć w tych trudnych chwilach, a wiem, że tego potrzebowałaś. Chciałem Ci zrobić prezent. Moje serce już dla mnie nie bije, ale jestem szczęśliwy, że mogłem Ci je dać. Niech Ci sługo służy. Kocham cię i zawszę będę kochał (t.i). Pamiętaj.
Na zawsze twój Liam
Wszystko zaczęło do mnie powoli docierać. To Liam był dawcą. Płakałam jak małe dziecko. Już nigdy go nie zobaczę, nigdy się do niego nie przytulę, nie poczuję jego ust na swoich. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Tak bardzo go kocham. Oddał swoje życie by ratować moje. Nie miałam i już nie będę miała mu okazji podziękować. Już nic dla niego nie mogę zrobić. Wstałam i wyszłam na taras dalej płacząc. Po drodze sięgnęłam zdjęcie stojące na półce.
- Nigdy o tobie nie zapomnę. Kocham cię. Dziękuję. - wyszeptałam w niebo pełne gwiazd i mocno przycisnęłam do swojego a raczej jego albo może NASZEGO serca ramkę z naszym wspólnym zdjęciem.
- Boję się Liam. - po jej policzku pociekła łza. Starłem ją.
- Obiecuję, że wszystko będzie dobrze. - mocno przytuliłem dziewczynę. - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - całowaliśmy się gdy sobie o czymś przypomniałem.
- Pójdę porozmawiać z lekarzem. Jesteś dla mnie najważniejsza, pamiętaj. - pocałowałem ją ostatni raz i ruszyłem w stronę drzwi.
- A ty dla mnie. - usłyszałem jej słowa. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się do niej. Odwzajemniła gest. Miała taki cudowny uśmiech.
Zapukałem do gabinetu lekarza po czym wszedłem do środka.
- Przepraszam to znowu ja. - przeczesałem palcami włosy.
- Jasne, zapraszam. - wskazał ręką na krzesło.
- Jakie są szanse, że przeszczep się przyjmie? - byłem przerażony.
- Jeśli będzie to ktoś zdrowy i tak dalej to 99%. - ta odpowiedź mnie ucieszyła.
- A więc chciałbym....
*twoimi oczami*
Leżałam na łóżku. Znaleźli dawcę. Za chwilę zabierają mnie na operację. Boję się. Liam nie pojawił się od kąt wyszedł porozmawiać z lekarzem. Pewnie się przestraszył i mnie zostawił. Do sali weszły pielęgniarki i zawiozły mnie na salę operacyjną. Oby wszystko się dobrze skończyło.
----------
To już drugi dzień po operacji a on nadal nie przyszedł. Operacja się udała ale ja wcale nie czułam się dobrze. Znów jestem sama. Zostawił mnie. Nie wiem co będzie dalej. Trzeciego dnia też się nie pojawił.
----------
Stałam przed drzwiami wielkiego domu Liama. Postawiłam torbę na ziemię. Trzymałam w ręce klucz. Chłopak dał mi go jak się tu wprowadziłam. Nie byłam pewna czy powinnam tam wejść. Wsadziłam srebrny przedmiot do zamka i przekręciłam. Drzwi się otworzyła a ja weszłam do środka. - Liam! - krzyknęłam ale nikt nie odpowiedział. Spróbowałam jeszcze kilka razy ale dalej nic. Zajrzałam do kuchni. Pusto. Siadłam na kanapie w salonie. Dostrzegłam na stoliku białą karteczkę. Chwyciłam ją i zaczęłam czytać.
Kochanie, wybacz, że nie mogłem Cię wesprzeć w tych trudnych chwilach, a wiem, że tego potrzebowałaś. Chciałem Ci zrobić prezent. Moje serce już dla mnie nie bije, ale jestem szczęśliwy, że mogłem Ci je dać. Niech Ci sługo służy. Kocham cię i zawszę będę kochał (t.i). Pamiętaj.
Na zawsze twój Liam
Wszystko zaczęło do mnie powoli docierać. To Liam był dawcą. Płakałam jak małe dziecko. Już nigdy go nie zobaczę, nigdy się do niego nie przytulę, nie poczuję jego ust na swoich. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Tak bardzo go kocham. Oddał swoje życie by ratować moje. Nie miałam i już nie będę miała mu okazji podziękować. Już nic dla niego nie mogę zrobić. Wstałam i wyszłam na taras dalej płacząc. Po drodze sięgnęłam zdjęcie stojące na półce.
- Nigdy o tobie nie zapomnę. Kocham cię. Dziękuję. - wyszeptałam w niebo pełne gwiazd i mocno przycisnęłam do swojego a raczej jego albo może NASZEGO serca ramkę z naszym wspólnym zdjęciem.
Cudowne, byłam bliska łez ;D
OdpowiedzUsuńKochana, masz ogromny talent !
OdpowiedzUsuńJezu zazdroszczę Ci takiego stylu pisania ! *-*
Piszesz jak osoba po maturze, a chodzisz do 1 (g) gimnazjum ^-^
Aż się popłakałam na końcu ;'c
Smutne, ale piękne !
Twoja fanka - Ami ♥ ( taa zwykle podpisuję się inaczej,
ale nie mogłam tak tego zostawić) KC ! ;*
Popłakałam się!!! To jest takie piękne!!
OdpowiedzUsuń