Komentujcie bardzo was proszę.
wasza Julu ♥
ps. Przepraszam za wszystkie błędy.
11.10.2012
- Wszyscy wiedzą o...?
- Nie. Tylko ty. Nie mogę im powiedzieć.
- Tak. Nie możesz. Ale ja nadal nie rozumiem dlaczego? Czemu już tego nie chcesz? Czemu uciekasz?
- Bo tak...
11.10.2013
- Hej (t.i.) wpadniemy zaraz do ciebie oki?
- Tak, jasne. Czekam na was. - rozłączyłam się.
Po dziesięciu minutach do mojego skromnego mieszkania wpadła dwójka dzieciaków i ich rodzice.
- Cześć ciociu. - uśmiechnęła się do mnie bezzębna Amber.
- Hej kochana. - uścisnęłam małą.
- Amber idź się bawić z Ianem. - Perrie wzięła swoją córkę z moich rąk i kazała jej iść na górę bawić się z bratem do dziennego pokoju, w którym zawsze bawiły się dzieci, gdy towarzystwo przyjeżdżało do mnie.
- Hej (t.i.). - Zayn ucałował mnie w policzek.
Młode małżeństwo usiadło na kanapie w salonie, a ja podałam kawę i ciasto, które przed chwilką upiekłam.
- Jak Louis i Eleanor? - spytałam.
- Ah miesiąc miodowy. - westchnęła Perrie. - Teraz są w Paryżu, Wrócą za kilka tygodni. Pamiętam nasz. - zwróciła się do Zayna i skradła mu buziaka.
Uśmiechnęłam się na ten widok. Zawsze uważałam, że są świetną parą. Potwierdził to fakt, że mają dwójkę uroczych dzieci - pięcioletnią Amber i trzyletniego Iana.
- Co z Liamem? - tym razem skierowałam to pytanie do Zayna.
- Mieszka u siebie. Niedaleko domu swoich rodziców. Podobno jest z Sophie na stałe. Dawno się nie widzieliśmy, ale utrzymujemy kontakt. - uśmiechnął się. Nałożyłam sobie kawałek ciasta. - Słyszałam, że Niall będzie sędzią w x-factor. - rzuciłam. - Tak, może wreszcie znajdzie swoją wymarzoną fankę. - powiedziała Perrie. Zaśmiałam się cichutko pod nosem. Niall do dziś nie był żonaty, ani nie był w żadnym długotrwałym związku. - Ciociu mogę dostać kawałek ciasta? - jasnowłosa dziewczynka wdrapała się na moje kolana. - Oczywiście skarbie. - podałam dziewczynce talerz ze smakołykiem, który zniknął w mgnieniu oka.
Mała zaraz pobiegła się z powrotem bawić.
Między nami zapanowała nagle niezręczna cisza.
- Ja pójdę zobaczyć co z Ianem. - Perrie wstała i pobiegła na górę.
Zayn przysiadł się do mnie.
- (t.i.) ja wiem, że ty wiesz co się z nim stało. Nie możesz już tyle milczeć.
- Nie wiem o czym mówisz. - wymamrotałam.
- (t.i.) uwierz, że nam też nie jest łatwo. Musieliśmy rozwiązać zespół, nawet nie wiemy dlaczego odszedł. Musisz nam w końcu powiedzieć.
Milczałam. Znów milczałam, nauczyłam się tego przez cały rok.
- Ja nie wiem... naprawdę. - poczułam jak chłopak zamknął mnie w ciepłym uścisku.
- Zayn! Ian jest śpiący! Musimy wracać do domu. - po schodach zbiegła Perrie trzymając synka na rękach.
Chłopak wstał.
Perrie ubrała małego i pożegnała mnie życząc mi wszystkiego dobrego.
- Pa ciociu. - Amber przytuliła mnie i ucałowała w nos, po czym wybiegła za swoją mamą.
Podszedł do mnie Zayn.
- Do zobaczenia (t.i.). Gdybyś sobie jednak o czymś przypomniała to powiedz. Pamiętaj, że mi też nie jest łatwo. - ucałował mój policzek i pobiegł za swoją szczęśliwą rodzinką.
Machałam im, aż ich samochód zniknął za rogiem. Zamknęłam drzwi i coś we mnie pękło.
Znów wszystko do mnie wróciło. Znów sobie o nim przypomniałam. Usiadłam załamana pod drzwiami. Miałam już tego dosyć. Koniec ukrywania prawdy. On i tak już nie wróci. Nie mam na co liczyć. Muszę im w końcu powiedzieć. Nie zorientowałam się nawet, kiedy moje oczy były już mokre od płaczu. Znów przez niego płakałam. Siedziałam pod tymi drzwiami. Widziałam przez okno, jak słońce chowa się za bezlistnymi koronami drzew. Kolejna ponura jesień. Kolejne dni zbliżające nas do śmierci.
Podniosłam się z wolna i ruszyłam do okna tarasowego. Otworzyłam szklane drzwi i wyszłam na taras. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i przyglądałam się mojemu ogrodowi. Kochałam rośliny, z resztą z wzajemnością. Koło tarasu rosły krzewy białych róż, które tak uwielbiałam. Mój ogród był o tej porze roku dużą, suchą łąką. Trawy poddawały się każdemu ruchowi wiatru. Za wysokimi trawami, których nie zdążyłam ściąć stało stare drzewo. Na wietrze bujała się huśtawka. Pamiętam, to było nasze ulubione miejsce. To tam po raz pierwszy mnie pocałowałeś. Pamiętam wszystko, jakby to było wczoraj.
21.05.2012
- Harry zaczekaj! - roześmiana dziewczyna goniła chłopaka.
On zdążył już dobiec do huśtawki i wspiąć się na nią.
Blondynka dobiegła do niego. Podał jej rękę i pomógł jej wejść. Stanęła na jego butach, on złapał ją w talii, a ona trzymała się sznurków.
- Nie bój się. Nie spadniesz. - wyszeptał jej ze śmiechem do ucha.
Kochała jego śmiech. Kochała jego zielone tęczówki i czekoladowe loki. Kochała go całego.
Chłopak lekko rozbujał huśtawkę i złapał ją jeszcze mocniej w talii. Uśmiechnął się do niej, ukazując słodkie dołeczki. Odwzajemniła uśmiech. Patrzyli sobie w oczy, a minuty mijały bardzo szybko. W końcu Harry przybliżył się do dziewczyny. Trącił swoim nosem jej mały nosek, co wywołało u niej uśmiech. Nagle chłopak pocałował dziewczynę. Najpierw delikatnie, a później coraz zachłanniej. Oddali się pocałunkowi. Ich języki tworzyły wspólną jedność. Gdy oderwali się od siebie, chłopak znów potarł swój nos o jej. Jej rzęsy głaskały jego policzek. Ich oczy mówił to samo : Kocham Cię.
Tak, to już ponad rok, od tego wydarzenia. Schowałam się z powrotem do mojego domu. Mieszkałam tu sama, z dala od miastowego zgiełku. Pracowałam w pobliskiej kwiaciarni. Kiedyś przyszedłeś tam i kupiłeś kwiaty. Herbaciane róże. Zrobiłam ci przepiękną wiązankę, tak jaką ja chciałabym dostać. Zapłaciłeś i wyszedłeś. Pamiętam, jak na mnie patrzyłeś. Gdy doszłam do swojego roweru zobaczyłam w koszyku właśnie te kwiaty. Doczepiłeś karteczkę.
Herbaciane róże dla Ciebie. Chodź na herbatkę :)
Wywołałeś wtedy uśmiech na mojej twarzy. Zawsze gdy byłeś blisko uśmiechałam się.
Weszłam do kuchni i zrobiłam sobie herbatę. Melisa i mięta. Muszę się uspokoić. Za dużo wspomnień na raz.
Ujęłam kubek w dłoń i usiadłam na kanapie w salonie. Ogrzewałam swoje ręce, o gorący kubek. To ty, zawsze trzymałeś moje dłonie w swoich i czekałeś, aż będą ciepłe. Wypiłam cały płyn. Weszłam do mojej sypialni. Za łóżkiem stała wielka, biała szafa, na której było wiele kwiatków w pastelowych doniczkach. Położyłam się na moim wygodnym łóżku, oparłam głowę o miękką poduszkę i patrzyłam na rośliny nade mną. Sprawiały, że potrafiłam się uspokoić,. Wyobrażałam sobie las. Tam zawsze jest tak cicho i kojąco.
W końcu zasnęłam.
_______________________________________________________________________
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Kto teraz do mnie przyszedł? Budzik wyświetlał godzinę 9:12. Wygramoliłam się z łóżka, bo dźwięk nie ustępował. Założyłam na siebie puchaty szlafrok i ruszyłam do drzwi. Uchyliłam je, byłam ciekawa, kto jest moim tajemniczym gościem.
- Hej (t.i.).
- O Boże, Niall! - rzuciłam się na chłopaka. - Dawno cię nie widziałam.
- Ja ciebie też. - zaśmiał się. - Mogę wejść?
- Tak. Pewnie. - wpuściłam chłopaka do środka. - Zrobię herbatę. - udałam się do kuchni zostawiając go w salonie.
Postawiłam wodę i z powrotem wróciłam do niego.
Usiadłam szczęśliwa na kanapie i jeszcze raz mocno uściskałam chłopaka.
- (t.i.) bo mnie udusisz! - zaczął się znów śmiać.
-Przepraszam. Po prostu się za tobą stęskniłam. Po co przyjechałeś?
Mina chłopaka od razu się zmieniła. Stał się poważny i smutny.
- Wiesz jaki dzień był wczoraj?
Milczałam, znowu.
Skinęłam głową.
- (t.i.) musisz w końcu powiedzieć dlaczego on to zrobił. Nie ma go już od roku. Byłaś jego najlepszą przyjaciółką. Wiesz.
-Niall, wczoraj o to samo pytał mnie Zayn, ale ja nie mogę wam powiedzieć. Nie mogę!
- Możesz. Powiedz proszę. - chłopak położył rękę na moim kolanie, żeby dodać mi otuchy, jednak ja nie zamierzałam nic mówić.
- Dobrze. To ja ci powiem. Znalazłem Harrego.
- CO?! - poderwałam się gwałtownie z kanapy. - Niall co ty wymyślasz? - byłam w szoku.
- Uspokój się. Widziałem go wczoraj na lotnisku jak tu przyleciałem. Nie zauważył mnie, jednak ja go śledziłem. Zmienił się.
- Proszę powiedz jak wygląda. - złapałam chłopaka za rękę, siadając obok niego i wpatrując się w jego oczy. - Mów. - ponagliłam go.
- Nadal ma takie same włosy. Zmienił styl ubierania się, więcej dziar. Taki gangster. Czekał wczoraj na kogoś z walizką. Musiał niedawno tu przylecieć. Nie miałem odwagi do niego podejść. Śledziłem go trochę, wiem gdzie mieszka, przynajmniej wczoraj tam wchodził. - blondyn patrzył na mnie, wyczekując mojej reakcji.
Siedziałam jak skamieniała. Informacja całkiem mnie sparaliżowała i przeraziła. Po moim policzku nieświadomie spłynęła łza wzruszenia i szczęścia.
Poderwałam się znów z kanapy.
- Niall dziękuję ci! - rzuciłam się na niego przewracając go.
- (t.i.) złaś ze mnie! - znów wyszczerzył się w uśmiechu. - Co teraz zrobisz?
- Nie wiem. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Musicie się zobaczyć, byłaś jego najlepszą przyjaciółką.
- Byłam kimś więcej.
Niall popatrzył na mnie z pod łeba.
- Byliście parą?
- Tak.
- Nie powiedział ci, czemu odszedł?
I znów moje głuche milczenie. Już się od tego uzależniłam.
-Jasne, nic nie mów. Musisz go spotkać i nie może nam znowu zwiać. Mam pewien plan. - puścił mi oczko.
13.10.2013
- Gotowa?
- Taaak. - wysiadłam z auta.
- Pamiętaj, gdyby coś się działo puść sygnał.
- Jasne. - posłałam chłopakowi ciepły uśmiech i ruszyłam do drzwi prowadzących do klubu.
Niall dowiedział się, że właśnie tam będzie dzisiaj Harry. Nie do końca wiedział, gdzie mieszka loczek, ale zdobył informacje na temat pewnej imprezy. Zmieniłam wygląd. Włosy przefarbowałam, a Niall kazał założyć mi soczewki, bo Harry zawsze zapamiętywał oczy. To była najpiękniejsza rzecz każdej dziewczyny, tak mówił.
Weszłam do klubu. Ubrana w ciemne, obcisłe dżinsy i czarny, obcisły top czułam na sobie wzrok wielu osób.
Przechodząc przez długi korytarz poprawiłam zalotnie włosy.
Weszłam do dużej sali, w której śmierdziało potem. Wiele par tańczyło, jedynie w skąpych ubraniach. Nie podobało mi się tu. Przeciskałam się na drugi koniec pomieszczenia. Ktoś złapał mnie w tali i szepnął coś do ucha. Wyrwałam się szybko z tego nieprzyjemnego uścisku. Doszłam do dużych, szarych drzwi, przy których stała ochrona.
- Nie ma wstępu. - rzucił wielki mężczyzna w moją stronę.
- Ale ja muszę tam wejść... - stanęłam przed nim i nie zamierzałam się ruszyć.
- Dlaczego ktoś wpuszcza takie baby, jak ty? - rzucił niezadowolony i podszedł do mnie.
Złapał mnie za rękę i trzymał ją w żelaznym uścisku. Zawyłam wściekle.
- Puść ją, Gary. - usłyszałam męski głos.
Goryl szybko poluźnił uścisk.
- Ale kazał pan nikogo nie wpuszczać... - bronił się Gary.
Stałam i masowałam obolałe ramię, na którym już robił się fioletowy siniak.
- Chodź do mnie, mała. - podniosłam wzrok na tego, który rozkazał mnie puścić.
O Boże.
Przede mną stał Harry. Do cholerki, HARRY.
Wpatrywał się we mnie, świdrując mnie na wylot. Opuściłam wzrok na moje buty. Chłopak pociągnął mnie za sobą i przeszliśmy przez te duże drzwi.
- Gdzie idziemy? - próbowałam modelować głos, żeby nie brzmiał jak mój.
Chłopak znów obrócił się w moją stronę i zmierzył mnie jeszcze raz od głowy, aż do stóp.
- Nie wiesz? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
Pokręciłam głową, na co on się zaśmiał.
- Pójdziemy się zabawić. - chytry uśmieszek wkradł się na jego usta.
Przerażał mnie. Zaczęłam się opierać, jednak on mocno trzymając mnie za rękę, ciągnął dalej.
Otworzył jakieś drzwi i wepchnął mnie do pomieszczenia. Upadłam na podłogę. Już miałam wrzeszczeć, ale zakrył moje usta ręką.
- Bądź cicho, a nic ci nie będzie. - rzucił już łagodniej.
Popatrzył się na mnie, znowu. Dałam mu znak, że będę cicho. Podszedł do drzwi i przekręcił je na klucz.
- Słuchaj, powinienem oddać cię w ręce szefa, ale nie mogę tego zrobić. Za bardzo mi kogoś przypominasz. On by cię zgwałcił. Nie powinnaś chodzić do takiego klubu sama. - usiadł na czerwonej sofie i wyjął sobie colę z lodówki.
- Chcesz pić?
- Tak.
Podał mi puszkę.
- Po co tu przyszłaś?
Popatrzyłam się na niego nic nie rozumiejąc.
- Jesteś tu pierwszy raz?
Skinęłam głową, że tak.
- Ach to wszystko wyjaśnia. Pamiętaj nigdy nie możesz wchodzić do tej sali, do której weszłaś. Powiedzmy, że to jest sala dla typków, którzy nie zaprosili by cię na herbatę tylko do łóżka.
- Więc dlaczego ty tu jesteś? - wymsknęło mi się.
Jego oczy momentalnie poczerniały.
- Popełniłem w życiu wiele błędów. To jest cena jaką muszę płacić.
Zastanawiałam się, o co chodzi Harremu.
- Jak masz na imię?
- Em... um... Kathrin. - wymyśliłam coś szybko.
- Kathrin. Ładnie. Jestem Harry.
- Miło mi. - próbowałam być naturalna.
Nagle usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi.
- O fuck. Kurde musisz się schować. - Harry poderwał mnie z kanapy.
- Co?! - zakrył mi dłońmi usta.
- Cicho. - rozkazał. - Właź do szafy. - otworzył drzwi mebla i wepchnął mnie tam. - I bądź cicho. - rzucił i zamknął drzwi.
Zrobiło się przeraźliwie ciemno. Usłyszałam jak brunet otwiera drzwi.
- Harry! Ty mały... Jak ja cię dawno nie widziałem! - usłyszałam basowy głos.
- Oh, cześć Dickson.
- Masz towar?
- Tak. Jasne.
- Dobrze, dobrze. Chcę go mieć jutro u mnie, zrozumiano?
- Tak.
- To dobrze. Słuchaj dziś planujemy się zabawić. Jest plan, żeby wprowadzić się do jednego z klubów. Idziesz z nami.
- Chętnie, ale mam jeszcze kilka spraw. Tak rzadko bywam w jednym miejscu, aż tyle dni. Bawcie się beze mnie.
Usłyszałam śmiech.
- Harry, co się stało, że nagle ci się nie chce?
Pech chciał, żebym właśnie teraz zaplątała się w jakieś wiszące ubrania. Wokół mojej nogi owinął się jakiś materiał i zanim się zorientowałam leżałam na dywanie z mocno zaciśniętymi powiekami.
Wszystkie śmiechy ucichły.
- No, no co my tu mamy? - poczułam, jak ktoś chwyta moją brodę, po czym podnosi mnie z podłogi.
Otworzyłam oczy. Byłam wystraszona. Zobaczyłam przed sobą dwumetrowego gościa, z krótko przystrzyżonymi włosami. Jego ręka była cała w tatuażach, a twarz zdobiło kilka kolczyków.
- Harry nie wiedziałem, że takie fajne dziwki chowasz po szafach. - Dickson spojrzał na Harrego.
Widziałam jak chłopak zaciska pięści.
- Nie nazywaj jej tak!
- Radzę ci nie wrzeszczeć, bo jutro już będziesz leżeć gdzieś z kulką w głowie. Nie złość się tak. - okropny typ wyszczerzył się w krzywym grymasie. - Zabiorę ją sobie, okej? - znów drwiąco spojrzał na chłopaka, po czym popchnął mnie w stronę drzwi.
Zaczęłam się szarpać, jednak on trzymał mnie mocno. Spojrzałam błagalnie na Harrego. W jego oczach widziałam ból i strach. Zatrzymaliśmy się przed samym wyjściem. Nagle upadłam na ziemię pod wpływem mocnego pchnięcia. Szybko wstałam i poderwałam się do pozycji stojącej.
Harry wskoczył Dicksonowi na plecy i bił go pięściami po głowie. Stałam i patrzyłam na mojego Harrego. Nigdy taki nie był. Zawsze był czuły, kochany i delikatny.
- Uciekaj! - krzyknął w moją stronę.
Zdezorientowana wyminęłam ich i wślizgnęłam się z powrotem do tego pokoju. Wyjęłam z szafki kuchennej patelnię. Wyszłam na korytarz.
Dickson zdążył już zrzucić z siebie chłopaka i teraz obijał mu nos.
Stanęłam za nim i zamykając oczy, zamachnęłam się patelnią. Usłyszałam cichy jęk i dwumetrowy osiłek padł na ziemie. Pomogłam wstać brunetowi. Wziął ode mnie patelnię i jeszcze raz grzmotnął Dicksona w głowę. Złapał mnie za rękę i pobiegł dalej przed siebie. Biegliśmy razem korytarzem. Kilka dryblasów zaczepiało chłopaka, ale ten gnał cały czas przed siebie. W końcu wybiegliśmy na zewnątrz. Zdyszani stanęliśmy, żeby odpocząć.
- Nie wiedziałem, że taka drobna dziewczyna jak ty pokona szefa gangu zwykłą patelnią. - uśmiechnął się do mnie.
- Gangu? - mruknęłam.
- Tak. Chodź. Zaraz się za nami rzucą, a ja nie chcę wylądować z kulką w głowie. - znów złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Wbiegliśmy do podziemnego parkingu. Harry dosłownie wrzucił mnie do samochodu i z piskiem opon ruszył. Za nami nagle pojawiły się czarne wozy.
- Cholera. Zapnij się.
Posłuchałam go.
Chłopak okrążył kilka razy parking, po czym wyłamując szlaban wyjechał na ulicę. Nie zdołał zgubić naszych prześladowców. Pędził ulicą, zgrabnie wymijając auta. Oni cały czas jechali za nami. Wyjechaliśmy na przedmieścia. Pędziliśmy drogą, aż nagle samochód skręcił w lewo i wjechał w leśną dróżkę.
- Co ty robisz? - pisnęłam.
Harry wjechał samochodem wprost do lasu i kazał mi wyjść z auta.
Pobiegliśmy głębiej, w stronę gdzie drzewa rosły gęściej. Było strasznie ciemno. Chłopak odszukał swoją ręką moją dłoń i splótł nasze palce. Przebiegł mnie przyjemny dreszcz. Od roku nic takiego nie czułam.
- Słuchaj, musisz się wspiąć na te drzewo. Będziesz bezpieczniejsza.
- A ty? - spytałam, gdy brunet pomagał mi wejść na pierwszą gałąź.
- Ja muszę pilnować, żeby już nikt nie ucierpiał. Pamiętaj pod żadnym, powtarzam ŻADNYM pozorem nie schodź na dół. - zniknął w gęstwinie lasu.
Siedziałam sama na gałęzi potężnego drzewa. Postanowiłam wspiąć się wyżej.
Usłyszałam strzał.
Nie. Tylko nie on.
Chciałam już zeskoczyć na ziemię, gdy nagle pod moimi nogami pojawił się mężczyzna.
Żeby tylko nie spojrzał w górę.
Zastygłam w bezruchu. Starałam się nawet nie oddychać, bałam się, że gdyby tu spojrzał byłabym już martwa.
- Nie ma jej!
Mają Harrego.
- Dobra chodź. Trzeba jeszcze znaleźć tego sukinsyna.
Nie mają go.
Typek zniknął i pobiegł do swojego kolegi. Siedziałam jeszcze chwilę na gałęzi, a gdy głosy ucichły zeskoczyłam na ziemię. Poturlałam się i uderzyłam o coś twardego. Siedziałam na mokrej trawie masując obolałą nogę. Usiłowałam wstać, jednak ból tak duży, że znów upadłam na ziemię. Zdjęłam szpilkę. Noga od stopy, aż do kolana była rozcięta. Z rany obficie sączyła się krew.
Teraz zginę sobie w lesie. Super.
- Kathrin, Kathrin! - usłyszałam nawoływanie Harrego.
- Tu jestem!
- Co ty robisz na ziemi? Mówiłem, żebyś nie schodziła... Co to jest? - wskazał palcem na ranę.
- Nic, tylko się przecięłam skacząc tu. Myślałam, że zginąłeś.
- A ja myślałem, że to tobie coś zrobili. Chodź. - chłopak pomógł mi wstać, po czym mnie podniósł i przewiesił sobie przez ramię, jakbym była jakąś torbą, a nie człowiekiem.
Wsiedliśmy do jego auta.
- Gdzie mieszkasz? - zwrócił się do mnie.
- Em... nie jestem stąd. - spanikowałam.
Chłopak spojrzał na mnie dziwnie.
- Możesz zawieść mnie do szpitala.
- Tak jasne.
- Dziękuję.
Chłopak wyjechał na drogę i pomknął do miasta.
Dojechaliśmy w końcu pod szpital. Harry znów zaniósł mnie do środka, bo byłam już za słaba, żeby stać o własnych siłach.
Pamiętam, jak pielęgniarka daje mi zastrzyk, a potem film się urwał.
14.10.2013
- Gdzie ja jestem? - dźwignęłam się i usiadłam na szpitalnym łóżku.
- W szpitalu.
- He?
- Miałaś dość poważną ranę i złamanie otwarte.
- Aha. No jasne.
Harry usiadł na moim łóżku.
- Jak się teraz czujesz (t.i.)?
- No wiesz bywało lepiej, ale nie jes... - zatkałam sobie dłońmi usta. - Ty powiedziałeś (t.i.)?
- Tak, wariatko. Już wczoraj cię poznałem.
- Harry! - rzuciłam się na niego, przewracając go tak, by upadł na moje łóżko.
Traciłam nosem jego nos.
- Czemu mnie śledziłaś i jak mnie znalazłaś?
- Niall cię widział i to był nasz plan.
- Powiedziałaś im?
- Nie. - usiadłam z powrotem na łóżku. - Nie cieszysz się, że mnie widzisz. - ukryłam łzy.
- (t.i.) powiedzmy, że w moim życiu otworzyłem nowy rozdział i nie mogę wrócił do starego, nawet jakbym chciał. Nie mogę narażać cię na niebezpieczeństwo. Rozumiesz? - musnął ustami mój policzek.
- Nie! Nie rozumiem! Wracasz po roku nieobecności i mówisz, że jednak nie możesz wrócić nawet, jakbyś chciał! Oprócz tego jesteś członkiem jakiegoś gangu, który gwałci bezbronne dziewczyny, a ja oczywiście nic ni mówię nikomu gdzie pojechałeś, zniknąłeś tylko milczę! - wykrzyczałam mu prosto w twarz, po czym wstałam z łóżka.
- (t.i.) ty nie możesz chodzić!
- A teraz mi jeszcze powiesz, że mam siedzieć i nic nie robić! Odwal się ode mnie Harry. - postawiłam jeden krok i zaraz straciłam równowagę.
Loczek podbiegł do mnie i w ostatniej chwili złapał, zapobiegając upadkowi.
Usiadłam znowu na łóżko.
- (t.i.) jesteś na mnie zła?
- Nie no co ty. - rzuciłam sarkazmem.
- Przecież wiesz, dlaczego wyjechałem.
- Tak wiem, ale nie wiem, czemu nie wróciłeś.
- (t.i.) nie denerwuj mnie!
- A to teraz mnie pewnie uderzysz i pokarzesz wszystkim jak to się za mną stęskniłeś. - przesadziłam.
Harry wstał i milczał.
- Moja mama umarła. Nie zdążyłem jej uratować. Nie miałem już odwagi do was, do ciebie wrócić. Zamieszałem się w gang i stoczyłem. Wtedy obiecałem sobie, że nie wrócę do ciebie, żeby nie być kolejnym problemem w twoim życiu. Wiem co czujesz po stracie matki. Teraz mam tak samo. - wyszedł.
Zamurowało mnie. Jak to mama Harrego zmarła? Przecież miał ją uratować i wrócić, a teraz?
- Harry czekaj! - wybiegłam z łóżka.
Kilka razy się przewróciłam, ale w końcu wyszłam na korytarz. Chłopak stał już przy windzie.
- Harry!
Biegłam w jego stronę.
Spojrzał na mnie. Uśmiechnął się, aż w końcu pochwycił mnie w swoje ramiona.
- Przepraszam. - wyszeptałam mu do ucha, ściskając materiał jego koszuli, tak, żeby już nigdy mi nie uciekł.
- To ja przepraszam. Jestem tchórzem. - musnął delikatnie moje usta. - Jak ja za tym tęskniłem. - przytulił mnie do siebie. - Już nigdy nie ucieknę, ale ty też musisz zostać przy mnie (t.i.).
- Zostanę Harry. Na zawsze zostanę z tobą, ale już nigdy nie znikaj. - znów ucałowałam jego malinowe wargi.


Czemu ty tak dobrze piszesz?! :*
OdpowiedzUsuńStaram się tylko przelać emocje na papier i zamienić je w słowa. To nic wielkiego, naprawdę.
UsuńCudo! Kocham Wasze Imaginy!!!! <3
OdpowiedzUsuń