Strony

wtorek, 25 lutego 2014

53. Niall (część 1)

Cześć kochani. Jeszcze tylko tydzień wolnego i trzeba wrócić do szkoły #wszystkotylkonieto :c Łapcie imagina ode mnie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 
Komentujcie, to motywuje. 
Jolu podaj nam proszę swój adres g-mail c: 
Miłego czytania.

                                                                                                        Wiki <3
_______________________________________________________________

                                                                 *twoimi oczami*

- Masz trzy minuty na spakowanie się. Będę czekał przed domem. - powiedział po czym się rozłączył. Z tonu jego głosu mogłam wywnioskować, że jest zdenerwowany. Znowu nas znaleźli. Chwyciłam sportową torbę. Wrzuciłam do niej pośpiesznie kilka ciuchów, jakieś sportowe buty i najpotrzebniejsze kosmetyki. Zbiegłam na dół. Zdjęłam bluzę z wieszaka i wyszłam z domu zamykając drzwi. Rzuciłam klucz jak najdalej umiałam. Przecież i tak już nigdy tutaj nie wrócę. Ujrzałam samochód. Podbiegłam do niego i szybko wsiadłam na tylnie siedzenie, rzucając torbę obok.

- Ta, dzięki. - odwróciłam głowę w stronę tajemniczego głosu.

- Wujku, co on tu robi? - zapytałam zdziwiona.

- Ucieka razem z nami. - przekręcił kluczyki i ruszył w tylko jemu znanym kierunku - znacie się?

- Tak, znaczy nie. Widziałam go kilka razy koło twojego domu ale nigdy z nim nie gadałam.

- Wyjaśni mi ktoś,  czemu z wami uciekam do cholery? - nie czekając aż wujek coś powie, zaczęłam tłumaczyć blondynowi co tu się dzieje.

- Za nim umarli moi rodzice, zmarło kilka ważnych osób. O morderstwo podejrzewają ich, mnie, wujka i kilka innych osób które też już nie żyją. Najwidoczniej ty też zaliczasz się do tego grona. - spojrzałam na mojego wujka.

- Nie skarbie, podejrzewali jego rodziców. Zginęli dwa dni temu. Byli moimi przyjaciółmi więc postanowiłem się nim zająć.

- Przykro mi. - popatrzyłam na chłopaka.

- No i co dalej? - zapytał niewzruszony.

- Nikt z nas nie miał z tym nic wspólnego. Nie możemy pójść do więzienia za coś czego nie zrobiliśmy więc nie mamy innego wyjścia niż ucieczka przed policją i innymi służbami. Przez te 3 lata byłam już w 46 różnych miejscach - po mojej krótkiej opowieści nikt się nie odezwał. Jechaliśmy w milczeniu aż wujek nie skręcił w leśną dróżkę. Po chwili zatrzymał samochód. Podał mi pistolet.

- (t.i) pójdziesz teraz 50 metrów na wschód, później 100 na północ, 200 na wschód. Będzie tam niewielki domek. Zobacz czy nie ma policji. Jeśli jest czysto dasz znać przez telefon a jak nie to wracaj tu szybko. - spojrzałam zaskoczona na mężczyznę. 

- No okej. - odpowiedziałam niepewnie. 

- Mogę iść z nią? - zapytał blondyn. 

- Jasne ale weź to. - podał mu broń - uważajcie. - niebieskooki zdziwił się na widok pistoletu.

- Oczywiście. - wysiedliśmy z auta. Ścisnęłam mocniej broń i ruszyłam przodem. Szliśmy w zupełnej ciszy zgodnie z wskazówkami wujka. Po chwili zobaczyłam ogrodzenie i zielony budynek. Stał on po środku lasu. Rozumiem czemu właśnie tu mieliśmy się zatrzymać. - zostań tu... - nawet nie znam jego imienia. 

- Niall. - uśmiechnął się. Kiwnęłam głową i przeszłam wzdłuż ogrodzenia. Wszędzie czysto, ani śladu policji. Wróciłam do chłopaka. 

- Zadzwoń i powiedz, że jest czysto. - rzuciłam mu telefon. Zrobił to co kazałam.

- Mówi, że klucze są nad framugą drzwi. Zaraz tu będzie. Mamy wejść do środka. - oddał mi telefon. Po chwili staliśmy już w małym przedpokoju. Czekaliśmy aż mój wujek do nas dołączy.

- Wydawałeś się niewzruszony gdy mówiłam, że przykro mi z powodu twoich rodziców. - zaczęłam niepewnie. 

- To nie jest tak, że nie przejmuję się ich śmiercią. Ja po prostu staram się zapomnieć i iść dalej, tak jest prościej. Nie umiem sobie z tym poradzić w inny sposób. - rozumiałam go. Wiedziałam co czuje. 

- Rozumiem. - wyszeptałam. 

- Jak ty sobie z tym poradziłaś, no wiesz z utratą tak bliskich osób? - zaniemówiłam. - jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj.

- Ja. - wzięłam głęboki oddech. - Miałam 15 lat gdy to się stało. Przez pierwsze dwa dni ciągle płakałam. Przez kolejne dwa wyglądałam strasznie. Byłam cała opuchnięta. Później wujek wyjaśnił mi, że też jestem podejrzana i że musimy uciekać. Musiałam zostawić resztę rodziny, znajomych, przyjaciół. To było trudne ale jakoś dałam rade. Szczerze mówiąc to nie miałam zbyt dużo czasu na myślenie o tym wszystkim, musiałam starać się by nikt mnie nie rozpoznał. By mnie nie złapali. Ale nigdy nie umiałabym zapomnieć o rodzicach. Nie umiem wybaczyć sobie, że nie poszłam na ich pogrzeb. Bałam się, nie byłam w stanie. - spojrzał na mnie. 

- Tak mi przykro. - chciał mnie właśnie przytulić gdy do domku wpadł wujek. 

- To wasze bagaże. - rzucił je nam pod stopy. Niall chwycił swoją i moją torbę po czym ruszył z nimi do mini salonu. - ja będę spał na kanapie a wy w tamtym pokoju. - wskazał palcem na czarne drzwi. 

- Jasne. - odpowiedział Niall i znowu chwycił nasze rzeczy. Poszłam za nim. Otworzył drzwi i poczekał aż ja wejdę pierwsza. Zapalił światło. Ściany były pomalowane na niebieski kolor. Po środku stało łóżko a obok niego szafka nocna z małą lampką - jedno łóżko? - byłam tak samo zdziwiona - pójdę to wyjaśnić - chciał wyjść z pokoju ale ja stanęłam przed nim - co jest nie tak (t.i)? - zaśmiał się.

- Nic. Chodzi o to, że on się o nas martwi, dba żeby nic nam się nie stało. Nie chcę narzekać z powodu jakiegoś głupiego łóżka. Przecież przeżyjemy te kilka nocy. Proszę Niall. - spojrzałam na niego zmartwiona. 

- Jasne. Mi to nie przeszkadza. - kąciki jego ust uniosły się ku górze. - myślałem, że to ty będziesz miała coś przeciwko. 

- Ja, nie, czemu, nieważne. Idę wziąć prysznic. -  chwyciłam ręcznik i kosmetyczkę po czym jak najszybciej, zarumieniona opuściłam pokój. Znalazłam drzwi od łazienki. Po 15 minutach byłam wykąpana i gotowa do snu. Przechodząc przez salon zauważyłam, że wujek już śpi. Uśmiechnęłam się. Weszłam do sypialni. Zobaczyłam Nialla stojącego po drugiej stronie łóżka. Pochylał się nad torbą. Był w samych bokserkach. Wyprostował się i spojrzał na mnie. Na widok jego umięśnionego ciała przygryzłam wargę. Chłopak nic nie powiedział tylko się uśmiechnął. Opanowałam się i podeszłam do łóżka. Spojrzałam na szafkę. 

- Gdzie są pistolety? - zapytałam wystraszona. 

- Przerażały mnie więc je schowałem do szuflady, spokojnie. - odetchnęłam z ulgą - słodka piżama. - próbował powstrzymać się od śmiechu. No tak, wielki miś na środku koszulki z długim rękawem, a na spodniach serduszka. 

- Spadaj Niall. - położyłam się na łóżku i opatuliłam kołdrą. 

- Okej, okej. Zaraz wracam. - powiedział po czym zniknął za drzwiami. Obróciłam się na lewy bok. Myślałam nad tym wszystkim.  Dlaczego nie mogę żyć sobie spokojnie, chodzić do szkoły tak jak kiedyś? Wszystko się zmieniło. Do dzisiaj nie wiem czemu podejrzewają mnie o te morderstwa. Już prawie spałam gdy materac ugiął się pod ciężarem drugiej osoby. 

- (t.i) śpisz? - zapytał po chwili. 

- Nie. - jęknęłam - o co chodzi? 

- Gdyby napadł na ciebie jakiś facet umiałabyś go pobić? 

- Tak. Po co pytasz? 

- Z ciekawości. Nie wiem czy powinienem się ciebie bać. 

- Powinieneś. - zaśmiałam się - dobranoc Nialler. 

- Dobranoc. 

------------------

Obudziłam się wtulona w tors blondyna. Byłam tak zmęczona, że nie miałam siły się podnieść. Słyszałam jak chłopak chrapie. Podniosłam delikatnie głowę. Włosy opadały mu na twarz. Wyglądał uroczo. Zaczęłam mu współczuć. Przecież nie był podejrzany. Mógł normalnie żyć. Wujek zabrał go ze sobą. Nie rozumiem po co. Poczułam jak Niall się rusza. Chyba chciał wstać. Usiadłam po turecku na łóżku. 

- Jejku, przeprasza. Nie chciałem cię obudzić.

- Nie obudziłeś. - zamknęłam oczy. - czy my coś...? 

- Nie. Było ci w nocy zimno więc się do mnie przytuliłaś. - zaśmiał się - ale wiesz, zawsze możemy to nadrobić - dziwnie poruszył brwiami.

- Zapomnij! Znamy się jeden dzień! - walnęłam go poduszką.

- Ej, ja tylko żartowałem! - bronił się. 

- Jak na razie zostajemy tutaj. Idę zobaczyć czy w okolicy się nikt nie kręcił. Zostańcie tu i bądźcie ostrożni. - do pokoju wpadł wujek. 

- Jasne. - jak tylko odpowiedziałam zniknął. 

- Nie mam siły się stąd ruszyć. 

- Ja też. - położyłam głowę na jego brzuchy. 

- Co lubisz robić? Nie możemy tu tak leżeć cały dzień. - zaczął się bawić moimi włosami. 

- Ja? Hmm, jak jeszcze normalnie żyłam to chodziłam na basen, do kina, na długie spacery. Kochałam wycieczki do zoo. A teraz? Teraz lubię strzelać do jakiegoś określonego celu, którym nie jest człowiek ani zwierze i jestem w tym całkiem dobra. Ale zazwyczaj nie ma co robić jak się ucieka przed policją więc siedzę i oglądam telewizję. A ty? 

- Grałem w piłkę jak większość chłopaków. I chyba tyle. 

- Nie rozumiem, wujek zabrał cię ze sobą ale przecież ty nie byłeś podejrzany. Mogłeś normalnie żyć a nie tak jak ja. - usiadłam. 

- Może tak musi być. Ale dlaczego to cię tak zdenerwowało? - nie, to pewnie moja głupia wyobraźnia. 

- Nieważne. - wstałam i wyszłam z pokoju. Ruszyłam do kuchni. Na stole leżało śniadanie zrobione dla nas. 

- Odpowiedz. - nagle odechciało mi się jeść. Nie odzywając się zamknęłam się w łazience. Umyłam zęby. Ubrałam się w szare dresy i różową bluzkę z czarnym napisem "Hope". Brązowe włosy z blond końcówkami związałam w kucyka. - Wyjaśnij mi to. - usłyszałam wołanie chłopaka zza drzwi. - proszę, wyjdź. - wzięłam głęboki wdech i wyszłam. - dzięki Bogu. - przytulił mnie. Odepchnęłam go. 

- Co ty myślałeś? A z resztą nie obchodzi mnie to. - to niewiarygodne jak przez to co przeszłam w jednej chwili z miłej dziewczyny umiem się zmienić w podłą zdzirę. - przeprasza, nie chciałam. - szepnęłam w stronę chłopaka. 

                                                          *dwa tygodnie później*

Wyszłam tylnym wyjściem i siadłam na małym tarasie. Jestem tym wszystkim zmęczona. Chcę normalnie żyć, nie martwić się czy ktoś mnie rozpozna, zakuje w kajdanki. Móc wyjść na spacer. Zaczęłam płakać. Już po chwili obok mnie siedział mój najlepszy i jedyny przyjaciel. 

- Proszę. - podał mi moją ulubioną, czarną bluzę. Przeciągnęłam ją przez głowę. Mocno naciągnęłam rękawy a ich końce chwyciłam w dłonie. - proszę, nie płacz znowu (t.i). - no tak, ostatnio ciągle płakałam. Zaprzyjaźniłam się z Niallem. Jest wrażliwy, opiekuńczy, zabawny. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.

- Nie mam już na to siły. - jęknęłam.

- Dasz radę. Zaufaj mi. - objął mnie ramieniem. Oparłam głowę na jego ramieniu. Siedzieliśmy w milczeniu obserwując drzewa uginające się pod wpływem silnego wiatru. Przy nim czułam się bezpieczna. - musimy jechać - czas na koleine, nowe miejsce.

- No tak. - wstałam i ruszyłam do sypialni. - gdzie nasze torby? 

- Zaniosłem już do auta. Trzymaj. - podał mi broń. Okazało się, że chłopak całkiem dobrze strzela. Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki. Były niesamowite. 

- Proszę, nie chcę jej. - spuściłam wzrok.

- Wiem (t.i) ale twój wujek będzie zły. - wzięłam od niego niechętnie broń. - przepraszam. - dał mi całusa w policzek. 

- Jasne. 

- Chodźmy. Już czas. - chwycił mnie za dłoń. Wyszliśmy z domku nawet nie zamykając za sobą drzwi. W drugiej ręce trzymałam pistolet, tak samo jak chłopak. Wsiedliśmy do auta. Siadłam obok blondyna. Po raz koleiny ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku. Mój policzek znów piekł. Dotknęłam go delikatnie. Co mi się stało? Kilka dni temu, pokłóciłam się z wujkiem o broń. Nie chciałam już więcej jej ze sobą nosić. Nie znoszę jej. Był pijany i mnie uderzył. Później mnie przeprosił ale już mu nie ufam. Gdy powiedziałam Niallowi tak się zdenerwował, że ledwo go powstrzymałam przed zrobieniem czegoś głupiego. Przytuliłam się mocno do chłopaka na wspomnienie tamtego zdarzenia. 

- Chcę do domu, prawdziwego domu. Boję się. - szepnęłam mu na ucho. Spojrzał na mnie czule i zarazem bezradnie. Przyciągnął mnie do siebie. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. 

- Jesteś zmęczona. Spróbuj zasnąć. - głaskał mnie po plecach. Miał rację, jestem wykończona tym wszystkim. Zamknęłam oczy i już po chwili zasnęłam. 

                                                                      *oczami Nialla*

(t.i) spała wtulona we mnie. Tak mi jej żal. Jak on mógł ją uderzyć?! Gdybym to widział zareagowałbym. Muszę się nią teraz zaopiekować ale najgorsze przed nami. Jak mam jej o tym wszystkim powiedzieć? Jej wujek po pijaku wszystko mi powiedział. To on zabił tych ludzi i naszych rodziców. Okłamał dziewczynę i mnie żebyśmy mu pomogli. To dlatego nie mówił nam gdzie jedziemy. Przecież to złamie jej serce.  Jest taka niewinna i bezbronna. Nie powinna tak cierpieć. Zasługuje na normalne życie. Muszę ją chronić. Nie ma już nikogo poza mną. 

1 komentarz:

  1. tak tajemniczo... :D
    musiałaś zostawić nas w takim napięciu?!
    błagam pisz szybko...
    nie mogę się doczekać następnej części :D

    OdpowiedzUsuń