Ja już się strasznie cieszę, że nareszcie jest przerwa od szkoły, dłużej bym tam nie wytrzymała. Jak wasze świadectwa? Pasek na papierku czy na dupce? ☺
Mój na papierku (mojej mamie się znudziło)
No dobrze, już kończę.
Ten imagin to taka niespodzianka dla was, bo nikt chyba nie spodziewał się kontynuacji ostatniego mojego imagina z Zaynem, a ja znów was zrobiłam w balona i macie tu takie małe cóś.
Mam nadzieję, że się spodoba, proszę o wakacyjne komentarze (dużo, dużo wakacyjnych komentarzy) żebym i ja miło zaczęła wakacje :)
Przepraszam za wszystkie błędy i życzę wam wspaniałego wypoczynku, szalonych imprez, udanych wypadów z przyjaciółmi i wspaniałej opalenizny ☻☻☻
Trzymajcie się ciepło i wypoczywajcie
wasza Julu♥
ps. Pierwsza część <------- tutaj macie pierwszą część tego imagina ☺
ps2 dziękuję za tyle wyświetleń, ale gdzie są moje komentarze? hym...
Otworzyłam oczy. Momentalnie poraziło mnie jasne, mocne światło wydobywające się z lampy wiszącej pod sufitem. Leżałam tak przez dłuższą chwilę i próbowałam ustalić, gdzie się tak właściwie znajduję. Nagle ogarnęła mnie panika, bo nie mogłam ruszyć głową. Do oczu napłynęły łzy, zostawiając nowe smugi na moich policzkach.
Co się tak właściwie stało?
Chciałam wołać o pomoc, ale żadne dźwięk nie mógł się wydostać z moich ust.
Co się stało? - to pytanie zajmowało całą przestrzeń mojego mózgu.
Nagle nade mną pojawiła się głowa. Znów zamknęłam oczy.
- Doktorze, obudziła się. - głowa odsunęła się, a na jej miejsce przyszła nowa z siwym, grubym wąsem.
- Jak się czujesz? - spytała.
- Nie...wiem. - wychrypiałam, jakby mój głos był od dawna nieużywany.
- Boli cię coś?
- Gdzie ja właściwie jestem?
- W szpitalu. - poinformowała mnie głowa.
- W szpitalu? Ale...ale jak?
- Miałaś wypadek, wpadłaś pod ciężarówkę, cud, że się obudziłaś.
- Naprawdę? - nie kryłam zdziwienia. - Ale...pan jest doktorem?
- Tak.
- A jak to się stało, że wpadłam pod auto? Bo, ja... nie potrafię sobie przypomnieć.
- Pamiętasz datę swoich urodzin?
Zatkało mnie. Data moich urodzi, data urodzin. Kiedy to było? W maju, nie chyba w listopadzie, a może w grudniu?
- N...nie... nie pamiętam. - odparłam przerażona.
- A jak ma na imię twoja mama?
- Em, Alina? Nie, nie Kaja, albo Marta. Nie wiem. - rozpłakałam się.
- Już, spokojnie. Siostro poda pacjentce lek uspokajający. Zrobimy jutro badania. Wygląda na amnezję, odpoczywaj. - uśmiechnął się w moją stronę i wyszedł.
Po chwili zostałam sama.
O co tu właściwie chodzi? Co się stało?
- Która godzina i jaki dziś mamy dzień? - spytałam wychodzącą siostrę.
- 1lipca, godzina 10:00. - wyszła.
1 lipca, dziwne. Pamięta, um... chyba było zakończenie szkoły. Już sama nie wiem.
Nagle do pokoju wszedł chłopak. Mulat o krótkich, ciemnych włosach idealnie ułożonych. Pachniało od niego drogimi perfumami. Przyciągnął sobie krzesło i usiadł obok mojego łóżka.
- Jak się czujesz? - troskliwie zaglądnął mi w twarz.
- Um... chyba dobrze, sama nie wiem. - starałam się wyszukać w pamięci kto to jest.
- Jak się cieszę, że nic ci nie jest. Bałem się, to znaczy baliśmy się, że z tego nie wyjdziesz. (i.t.p.) obiecała, że przyjdzie jutro. Odwołała wyjazd z rodzicami i siedziała tu ze mną już od soboty. Wczoraj poszedłem do domu, ale tak jak obiecałem wróciłem. Twoja mama bardzo się martwiła, teraz rozmawia z doktorem, na pewno się ucieszy, gdy cię zobaczy. Wyglądasz naprawdę ślicznie. - przygryzł wargę.
Z potoku słów chłopaka próbowałam ustalić jakieś istotne fakty. Mam mamę, to już coś. Niestety nie mogłam sobie przypomnieć kto to jest (i.t.p.). Moja pamięć nie wiedziała też nic o chłopaku, który tak się troszczył.
- Powiedz coś. - jego tęczówki momentalnie się powiększyły.
W jego głosie wyczułam prośbę.
- Um... przepraszam, że zapytam, ale, ale kim ty właściwie jesteś? - jego twarz się ściągnęła.
Napiął wszystkie mięśnie, jego oczy stały się szklane.
- (t.i.) nie pamiętasz mnie? - spytał z wyrzutem.
- Nie. Przepraszam.
- Poczekaj tu - chłopak szybko opuścił pomieszczeni.
Znów zostałam sama.
_______________________________________________________________________
perspektywa Zayna
- Ona nic nie pamięta! - wbiegłem do pomieszczenia, w którym mama (t.i.) rozmawiała z doktorem.
- Wiem. - kobieta starła łzę ze swojego policzka.
- Ale jak to? Przecież to tak nie może być. Ona... przecież musi coś pamiętać. Musi. - uderzyłem dłonią w stół.
Bolała mnie cała ta sytuacja. Przecież to częściowo moja wina, że miała wypadek.
Ty idioto! Przecież wiedziałeś, że coś do ciebie czuje! Dlaczego dałeś jej nadzieję?!
- Myślę, że pamięć z przed kilku lat wróci, tak naprawdę to tylko kwestia czasu. Gorzej może być z ostatnimi tygodniami. Może nie pamiętać szczegółów. Wszystko zależy od jej mózgu, został przebadany pod kątem wielu urazów i powikłań. Teraz trzeba po prostu czekać.
- Pójdę z nią porozmawiać. - kobieta wstała i wyszła z pomieszczenia.
Nie mogłem iść razem z nią. Bałem się, że znów coś zrobię źle.
Czemu ty nie zauważasz podstawowych sygnałów?! Ty, ty, ty... idioto! - byłem na siebie wściekły.
Wyszedłem na korytarz i skierowałem się do wyjścia. Chcę uciec, tak bez pożegnania, bez zbędnych i raniących słów. Wyszedłem i udałem się wprost do domu mojej dziewczyny, ona mi pomoże.
______________________________________________________________________
perspektywa (t.i.)
Mijały kolejne dni. Chłopak, który nazywał się Zayn nie przyszedł już nigdy. Moja przyjaciółka i mama bardzo mnie wspierały. Uwielbiam je. Są zawsze kiedy je potrzebuje. Godzinne rozmowy z (i.t.p.) rozjaśniły co nieco w moim mózgu. Cieszę się, że zaczynam sobie przypominać wszystkie podstawowe szczegóły z mojego życia. Nie wiem co by było, gdyby ni one. Po prostu je kocham.
W końcu stanęłam przed drzwiami mojego domu. Mama pomogła mi wejść. Spytała czy pamiętam, gdzie mój pokój. Pamiętałam.
Później przyszła (i.t.p.) i upiekłyśmy razem ciasteczka. Były przepyszne.
Później dziewczyna poszła, a mama również wyszła, bo niestety miała nocny dyżur. Zostałam sama.
Wykąpałam się i przebrałam w luźną piżamę. Na dworze było jasno. W końcu to lipiec. Usiadłam na kanapie w salonie i popijając herbatę oglądałam jakiś serial.
Nagle mieszkanie wypełnił dźwięk dzwonka. Wstałam i ruszyłam do drzwi, myśląc, że mama na pewno czegoś zapomniała.
- Cześć. - moje zdziwienie nie znało granic.
- Um... cześć Zayn.
- Mogę wejść?
Skinęłam głową i odsunęłam się z przejścia. Wprowadziłam chłopaka do salonu i usadziłam na kanapie.
- Chcesz herbaty? Upiekłam z (i.t.p.) ciasteczka. Przyniosę. - szybko poszłam do kuchni i równie szybko wróciłam.
Chłopak wydawał się być zdenerwowany. Ciągle wycierał dłonie w woje spodnie, przygryzał wargę i unikał mojego wzroku.
Postawiłam przed nim kubek herbaty i talerzyk słodkości, a następnie usiadłam obok niego.
- Więc, co byś chciał Zayn? - wbiłam w niego mój wzrok.
- Pamiętasz mnie? - w jego głosie było tyle ulgi i nadziei.
- Um... przez mgłę, raczej z opowiadań przyjaciółki i mamy.
Posmutniał. Spuścił głowę i podziwiał mój dywan.
- Ej nie załamuj się, daj mi czas. - położyłam dłoń na jego kolanie.
Szybko uciekł przed moim dotykiem.
- Wszystko okej, ja... ja się nie załamuję. - nie wiem kogo chciał oszukać, mnie czy siebie.
Między nami zapanowała cisza. Miałam wrażenie, że między nami często panowała cisza.
- (t.i.) je byłem... jestem debilem! Przepraszam, przecież ja widziałem, jak ty si wobec mnie zachowywałaś, a ja udawałem, że tego nie widzę. Gdyby nie to, na pewno nie miałabyś wypadku. To moja wina, przepraszam (t.i.) ja nie chciałem. - po jego policzku spłynęła mała kropelka.
- Zayn, przecież wiesz, że to nie twoja wina...
- Skąd możesz to wiedzieć? Przecież nic nie pamiętasz!
- To prawda, ale wiem, że to nie może być twoja wina. Po prostu to czuję. Ja... chyba rzeczywiście darzyłam cię jakimś uczuciem. - ujęłam w moje palce jego piękny podbródek.
- Przepraszam. - jego oczy mówiły jedno słowo.
- Nic nie szkodzi, wiem, że to nie ty. Proszę cię, nie bierz tego do siebie.
- (t.i.)?
- Tak? - świdrował mnie wzrokiem.
- Czy ty darzysz mnie jakimś uczuciem?
Znów chwila ciszy.
- Gdybym powiedziała, że nie, to bym skłamała, ale ja sama nie wiem Zayn. Ja nic jeszcze nie pamiętam. Po prostu nie chcę okłamać ani siebie, ani ciebie.
- Rozumiem.
- Dziękuję. - posłałam mu ciepły uśmiech, który on odwzajemnił.
Chłopak nagle wstał i ruszył w stronę drzwi. Odprowadziłam go wzrokiem. Chwycił klamkę, ale na chwilę przystanął i odwrócił się w moją stronę.
- (t.i.) musisz wiedzieć, że ja będę czekał. Będę czekał, że sobie przypomnisz, może trwać to nawet wieczność, ja będę czekał obiecuję ci to. Będę czekał, aż ty też mnie pokochasz. Ja już to zrobiłem. Kocham cię (t.i.) i zawsze będę na ciebie czekał, żeby kiedyś stanęła u mojego boku.
Lustrowałam go wzrokiem. Jego tęczówki nie pozwoliły odwrócić wzroku od niego. W końcu wyszedł i zostawił mnie samą. Powiedział, że będzie czekał. Ile? Wieczność.
Nie, wieczność to za długo. Nie!
To za długo, za długo. Koniec! To musi być już! To jest już teraz. Trzeba żyć tą chwilą.
Przecież, ja też go kocham. Kocham go.
- Kocham cię! - wybiegłam za nim i szybko wtuliłam się w niego, bojąc się, że mi ucieknie.
- Nie musisz już czekać, ja też już nie chcę czekać, Zayn. Kocham cię. - wtedy przeżyłam swój pierwszy, wymarzony pocałunek w deszczu z ideałem chłopaka.
- Ja też cię kocham. Dziękuję, że to tylko kilka minut, więcej bym bez ciebie nie wytrzymał, dziękuję, że już jesteś moja. - ponownie wpił się w moje usta.

Ooo! Ja też chcę taką romantyczną akcję! Ale oczywiście w prawdziwym życiu to się raczej nie zdaża :( Świetny imagin. Jesteś cudowna :**
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci udanych wakacji :)
Awww... tak romantycznie...
OdpowiedzUsuńNie spodziewałam się kolejnej cześci, ale podoba mi się ten happy end :D
Świetny imagin i mam nadzieje, że skoro są wakacje to wasza twórczość będzie pojawiała się częściej :D
Życzę weny i niezapomnianych wakacji :*