Strony

środa, 16 lipca 2014

86. Harry (część 1)

Cześć ;c Tak wiem jestem okropna. Nie dodałam tu nic od ponad miesiąca i czuję się z tym okropnie. Ten imagin był tak na prawdę już napisany i prawie skończony ale jak to ja - nie miałam pojęcia jak go skończyć. Postanowiłam więc podzielić go na części. Przepraszam, że to kolejny post z Harrym ale tak się akurat złożyło. Imagin nie jest według mnie jakiś powalający ale zawsze coś. Liczę na szczere komentarze. Miłego czytania kochani c;

PS. Dziękuję za tyle wejść. KOCHAM WAS <3
PS2. Przepraszam za wszystkie błędy i w ogóle za to, że to jest takie beznadziejne. 

                                                                                                                                    ~ Wiki <3
_________________________________________________________________________________                                                            

       
                                                                                                                             * twoimi oczami *

Siedziałam smutna na łóżku z nogami podciągniętymi pod brodę. Zastanawiałam się jak mam mu o tym powiedzieć a raczej czy w ogóle podzielić się z nim tą informacją. Moje rozmyślanie przerwał dźwięk otwieranych drzwi. 

- Hej, wróciłem. - chłopak podszedł do mnie i dał mi buziaka w policzek. 

- Cześć. - odpowiedziałam słabym głosem. Brunet spojrzał na mnie dziwnie. 

- Co ci znowu jest? - w jego głosie było słychać lekkie poddenerwowanie. 

- Nic. - uparcie podziwiałam swoje skarpetki.

- I tak codziennie będziemy powtarzać tą historię? 

- Nie wiem o co ci chodzi. - skłamałam.

- Dobrze wiesz. Codziennie jest to samo, wracam z próby a ty siedzisz smutna i nie chcesz powiedzieć co ci jest. - spojrzałam na niego. 

- Nie prawda. - wyjąkałam niepewnie. 

- Daruj sobie. Ostatnio dziwnie się zachowujesz, jesteś w swoim świecie, nie reagujesz na to co do ciebie mówię. Co się z tobą dzieje do cholery? - teraz był już wściekły. 

- Nic! Czy ja nie mogę mieć gorszych dni? - miałam dość tych nieustannych pytań o to samo. 

- Nie przez miesiąc! - wrzasnął - masz jakąś burzę hormonów czy co?! 

- Nie przeginaj! Mam dość tych wszystkich pytań! Ciągle na mnie naskakujesz! - teraz ja krzyknęłam. 

- Tak, teraz ja będę winny! Jeszcze może mi powiesz, że jesteś w ciąży?!

- Nie. - to było ostatnie słowo jakie powiedziałam. 

- To dobrze. Nie potrzebuje dziecka. - i to był już koniec.

                                                                                                * oczami Harrego *

Po moich słowach dziewczyna wstała i z łzami w oczach wyszła z mieszkania. Nie mam pojęcia o co jej znowu chodzi. Mam już po dziurki w nosie tych jej humorów. Wszedłem do łazienki i stanąłem przed lustrem. Odlepiłem duży plaster przyklejony do mojego barku. Kumpel niechcący przeciął mnie nożem. Gdy wyrzucałem do kosza lepki przedmiot coś przykuło moją uwagę. Było białe i podłużne. Wyjąłem to ze śmieci. Wstrząśnięty usiadłem na wannie. Przecież to test ciążowy i w dodatku pozytywny. W jednej chwili wszystko zrozumiałem. Już wiedziałem czemu (t.i) się tak dziwnie zachowywała i czemu zapłakana wyszła z mieszkania. Kurwa, jestem idiotą. Jak oparzony wybiegłem z domu. Biegałem uliczkami Londynu w poszukiwaniu blondynki. Odwiedziłem wszystkie jej ulubione miejsca ale nigdzie jej nie znalazłem. Obdzwoniłem wszystkich znajomych dziewczyny ale nikt nic nie wiedział. Byłem na siebie wkurzony. Jak mogłem się tak zachować?! Nie mam pojęcia gdzie jeszcze mogę jej szukać. Wróciłem ze spuszczoną głową do domu. Przez całą drogę łudziłem się, że może wróciła ale wiedziałem, że jej tam nie ma. Nie myliłem się, w mieszkaniu nikogo nie było. Zamknąłem drzwi i osunąłem się po nich na podłogę. Próbowałem się dodzwonić do blondynki ale miała wyłączony telefon. Martwiłem się o nią. Nie dawała znaku życia. 

---- 17 lat później ----

Codziennie przez siedemnaście lat chodziłem po Londynie i szukałem (t.i) łudząc się, że w końcu ją zobaczę. Nie wróciła do mnie. Pewnego dnia gdy wróciłem do domu znalazłem na stole kartkę na której było jedno słowo starannie zapisane czarnym atramentem: ŻEGNAJ. W szafach nie było jej ubrań a w łazience kosmetyków. Odeszła. Po tym zdarzeniu przez trzy dni nie wychodziłem z domu. Po pewnym czasie wróciłem do koncertowania, tras ale już nie byłem sobą. Niby nic a jednak wszystko się zmieniło. Gdzieś w środku ciągle miałem nadzieję, że jeszcze kiedyś ją zobaczę. Dzisiaj miałem odwiedzić szpital w ramach kolejnej z naszych akcji. Otworzyłem ogromne drzwi na których widniał czerwony napis ONKOLOGIA DZIECIĘCA. Przeszły mnie dreszcze. Przywitałem się z młodą kobietą i zostałem zaprowadzony do niewielkiej świetlicy w której już siedziało około 20 dzieci w różnym wieku. Zająłem miejsce na przeciwko nich. Poprosiłem by każde z nich mi coś o sobie opowiedziało. Wiedziałem, że nie zapamiętam wszystkiego ale ważne, że sprawię im radość. Zadawali mi mnóstwo pytań, porobiliśmy sobie zdjęcia i rozdałem autografy. Ostatnia w kolejce stała dziewczyna o ciemnych blond, lekko kręconych włosach. Podeszła do mnie i nieśmiało wyciągnęłam kartkę w moją stronę. Gdy spojrzałem w jej niebieskie tęczówki coś mnie w środku zabolało. Tak bardzo przypominała (t.i). Ale to przecież niemożliwe. Dałem dziewczynie autograf i oddałem jej kartkę. Podziękowała cicho po czym wyszła z pokoju. W progu drzwi potknęła się i upadła. Podbiegłem do niej szybko. 

- Nic ci nie jest? -pomogłem jej wstać.

- Nie, nie przejmuj się mną - powiedziała, patrząc w ziemię. 

- Chodź, odprowadzę cię do sali  - uśmiechnęła się do mnie lekko pokazując swoje dołeczki - jak masz na imię? 

- Darcy - coś ukuło mnie w sercu. 

- Ładnie, zawsze chciałem by moja córka się tak nazywała. 

- Może kiedyś ją tak nazwiesz. - wróciłem pamięcią do tamtego dnia. 

- Pewnie tak. - dotarliśmy do sali dziewczyny. Usiadła na swoim łóżku a ja na krześle obok niego.

- Proszę pana?

- Mów mi Harry - uśmiechnąłem się do niej. 

- A więc Harry - miała taki sam akcent jak (t.i) - myślisz, że wyzdrowieję? - w jej oczach zaczęły się zbierać łzy. 

- Nie mam pojęcia ale wiem, że lekarze robią tu wszystko żeby tak się stało - otarła łzy. 

- Będziesz dobrym ojcem. - zaskoczyła mnie - ja nie mam taty. Nie chciał mnie - spojrzała prosto w moje oczy, jej niebieskie tęczówki były tak podobne do tych, które szukałem przez 17 lat - miał na imię tak jak ty - popatrzyłem na nią. W mojej głowie wszystko się układało ale nie dopuszczałem do siebie, żeby to mogło być prawdą. 

- Wiesz, w życiu są czasem chwile w których człowiek mówi coś w nerwach ale wcale tak nie myśli. Może tak było i w przypadku twojego taty.

- Może. Mama mówi, że był dobrym człowiekiem, że nie nigdy nie poznała tak fantastycznego faceta i  już nie pozna. Powtarza, że to on był jej wielką miłością i mimo wszystko pozostanie nim na zawsze. Musiał być na prawdę niesamowity.

- Pewnie bardzo ją kochał.

- Tak, nadal nosi naszyjnik z zawieszką w kształcie samolociku, który dostała od niego na urodziny - znowu to uczucie. To wszystko było mi znane. Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Nagle zadzwonił mój telefon. 

- Przepraszam ale muszę iść. 

- Jasne. 

- Ale przyjdę jutro jeśli tylko chcesz. - uśmiechnęła się. 

- Dziękuję. - pomachałem do niej i wyszedłem z sali. 




------------------------

Szedłem szpitalnym korytarzem w dobrze mi znanym kierunku. Odwiedzałem Darcy codziennie od tygodnia. Jest niesamowita. Z każdym kolejnym spotkaniem coraz bardziej przypominała mi moją ukochaną (t.i) a czasem nawet samego mnie. Nie miałem odwagi zapytać na co choruje. Z sali dziewczyny wyszła szczupła kobieta o blond włosach. 

- Przyjdę jeszcze później córciu - przesłała jej buziaka w powietrzu. (t.i) też tak robiła - pa Darcy - zamknęła drzwi i odwróciła się w moją stronę. Nie wierzę własnym oczom. To ONA. Kobieta się zatrzymała i patrzyła swoimi niebieskimi tęczówkami prosto na mnie. Podszedłem do niej. 

- (t.i). - miałem łzy w oczach. Szukałem ją przez siedemnaście lat i w końcu znalazłem. Miałem wrażenie, że to piękny sen i zaraz się obudzę. 

- Harry. - wyszeptała. Nie wytrzymałem i mocno ją do siebie przytuliłem. Blondynka wtuliła się we mnie.

- Napijemy się czegoś i porozmawiamy? - spytałem po chwili. 

- Myślę, że to dobry pomysł - dziewczyna prowadziła mnie w kierunku szpitalnej kawiarenki. Usiadła przy stoliku w rogu a ja poszedłem kupić kawę. Wróciłem do (t.i) i siadłem na przeciwko niej podając jej jedną z kaw - jak kariera? - zaczęła rozmowę. Chyba zauważyła moją niepewność. Siedziałem i obserwowałem ją. Nie wierzyłem, że znowu ją widzę. Tak bardzo za nią tęskniłem. 

                                                                                                            * twoimi oczami * 

- Nie będziemy przecież rozmawiać o mnie - zdziwiłam się - Darcy jest ważniejsza. Rozumiem, że jest moją córką tak? - zapytał niepewnie. 

- Tak. Szkoda, że kiedyś nie była - powiedziałam surowo. 

- Nie powiedziałaś mi o niej - miał rację. 

- Wystarczyły mi twoje ostatnie słowa. 

- Dobrze, to moja wina - nie wierzę, Harry w końcu coś zrozumiał - przepraszam za wszystko. 

- Na to już za późno - chwyciłam w palce naszyjnik z samolocikiem - zapomniałam ci go oddać - zdjęłam go i podałam mężczyźnie. 

- Nie, on jest twój mon cher (frn. moja kochana) - cofnął moją dłoń. Kiedyś uwielbiałam jak tak do mnie mówił - co jest Darcy?

- Ma rzadką odmianę białaczki. Jeszcze nie ma na nią leku - skrzywiłam się. 

                                                                                                             * oczami Harrego *

Dotarło do mnie jak bardzo je skrzywdziłem. Ominęło mnie 17 lat z życia mojej córki. Znowu jestem na siebie wściekły. Nie chciałem dopuścić do siebie złych wieści. 

- Nic nie da się zrobić? - (t.i) posmutniała. 

- Nie - po policzku spłynęła jej pojedyncza łza. Kobieta szybko ją otarła. Załamany przetarłem rękoma twarz. 

- Ona wie, że ma ojca? - zapytałem w końcu.

- Jesteś jej ojcem tylko na papierze - zabolało mnie to ale sam jestem sobie winny. 

- Mogę jej powiedzieć kim jestem? - spytałem z nadzieją, że się zgodzi.

- Wolałabym żeby wszystko było po staremu. Pojawisz się a za chwilę znikniesz.

- To ty zniknęłaś - oburzyłem się. 

- Wiesz o co mi chodzi. 

- Wiem - wstałem od stolika - miło było cię zobaczyć. 

- Ciebie też. Gdzie idziesz? 

- Do swojej córki - odwróciłem się i miałem odejść ale usłyszałem głos blondynki. 

- Harry, proszę... - wiedziałem o co jej chodzi. 

- Nie powiem jej - skrzywiłem się i odszedłem. Szedłem zmieszany po korytarzu.W mojej głowie kłębiło się pełno przeróżnych myśli. To wszystko jest takie niewyobrażalne. Otworzyłem drzwi i wszedłem do sali nastolatki. 

- Harry - ucieszyła się. Coś zakuło mnie w sercu. Wolałbym żeby mówiła do mnie tato ale wiedziałem, że na to nie zasługuję i nie mogę jej powiedzieć prawdy. 

- Cześć mała - uśmiechnąłem się do niej. Siedziała i coś malowała. 

- Nie jestem mała - udała oburzoną. 

- Dobra, mój błąd - podniosłem ręce w geście poddanej - co tam tworzysz? - podszedłem do jej łóżka. 

- Ciebie - spojrzałem na portret. 

- Masz talent - wydukałem. 

- Po mamie a po tacie umiem śpiewać, tak mówi mama - nigdy nie wybaczę sobie, że tak się wtedy to wszystko potoczyło. 

- Jak się dzisiaj czujesz? - siadłem na krześle. 

- Trochę gorzej - skrzywiła się a ja razem z nią. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy przez kilka godzin. Darcy jest na prawdę niesamowita, mądra i zdolna. Spoglądałem na nią i byłem pełen podziwu. Mimo choroby ciągle się uśmiechała. Do sali weszła (t.i).

- Jestem - podeszła do dziewczyny i dała jej buziaka w policzek. 

- Poznajcie się - blondynka nie dała dokończyć dziewczynie. 

- Znamy się już - uśmiechnęła się lekko. 

- Dobra, będę leciał - skierowałem się do mojej córki - ale wpadnę jutro. 

- Jasne. 

- Mogę panią na chwilę prosić? - skierowałem się do (t.i) jakby była dla mnie obca. Nic nie odpowiedziała tylko ruszyła za mną do wyjścia - masz mój numer - podałem jej kartkę papieru zapisaną rzędy cyfr - jakby coś się działo to dzwoń. 

- Dobrze. 

- Przyjdę jutro - spojrzała na mnie tymi swoimi niesamowitymi tęczówkami.

- Nie musisz tego robić. 

- Nie muszę ale chcę i będę to robił. Nie było mnie przy niej wystarczająco długo - ruszyłem do wyjścia zdenerwowany. 

- Dziękuję - usłyszałem jej głos za swoimi plecami. 

- Za to, że odwiedzam swoją córkę? - zapytałem sarkastycznie i wyszedłem. Czemu ona myśli, że jestem kompletnym dupkiem? Sama odeszła i się nie odezwała. Nawet ze mną nie porozmawiała. Szedłem w stronę sali dziewczyny. Zapukałem do pokoju po czym wszedłem do środka. 

- Harry - uśmiechnęła się do mnie. 



- Cześć kochana - podszedłem do niej i przytuliłem ją.

- Cieszę się, że przyszedłeś.

- Jak mógłbym cię nie odwiedzić. Stęskniłem się. 

- Szkoda, że mój tata za mną nie tęskni - posmutniała. 

- A skąd wiesz? Może żałuję, że was zostawił. Chciałby wrócić ale się boi. 

- Ale czego? 

- Że mu nie wybaczysz i nie uwierzysz w to jak było na prawdę. 

- A skąd ty to wszystko wiesz? - spojrzała na mnie dziwnie. 

- Nie wiem ale może właśnie tak jest. 

- Chciałabym go zobaczyć zanim odejdę.

- Zobaczysz, obiecuję - codziennie na niego patrzysz. Co raz bardziej boli mnie fakt, że nie mogę jej powiedzieć prawdy. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy tak przez kilka godzin. Tematy się nam nie kończyły. Miałem szansę się o niej dowiedzieć czegoś więcej. Co lubi robić, o czym marzy, kim chciałaby być. 

- Cześć córciu - do sali weszła (t.i).

- Cześć mamo. Poznaj Harrego - podeszła do nas. 

- Jestem (t.i) - podała mi rękę. 

- Harry, miło panią poznać - odwzajemniłem gest. Czułem się niezręcznie i patrząc na blondynkę wiedziałem, że ona również czuje się dziwnie. 

- Będę szedł. 

- Jutro wyjeżdżasz - spuściła głowę. 

- Wiem ale muszę, wracam za dwa tygodnie. Obiecuję, że jak tylko wrócę to cię odwiedzę - spojrzała na mnie. 

- Dobrze. 

- Uciekam - przytuliłem dziewczynę i pożegnawszy się z jej mamą opuściłem salę. 

- Harry - usłyszałem głos kobiety za swoimi plecami. 

- Słucham? - odwróciłem się do niej ale ona milczała - nie powiedziałem jej. 

- Wiem, nie o to chodzi. Zmieniłeś się. Kiedyś byłeś bardziej uśmiechnięty, otwarty - stanęła metr ode mnie - wszystko w porządku?

- Nie, nic nie jest w porządku. Dziwisz się, że jestem inny? Pokłóciliśmy się i odeszłaś bez wyjaśnienia. Nie pomyślałaś, że powiedziałem tak w złości, że tak na prawdę myślę inaczej? Codziennie przez 17 lat chodziłem po Londynie z nadzieją że w końcu cię odnajdę. Jak miałem być dla niej ojcem skoro najpierw o niej nie wiedziałem a później nie miałem pojęcia gdzie jesteście. Tęskniłem za tobą i moim dzieckiem mimo, że go jeszcze nie było. To właśnie z tobą chciałem założyć rodzinę, to ty byłaś tą jedyną. Nie wiedziałem nawet czy żyjecie. A gdy już całkiem przypadkiem was odnalazłem znowu nie dajesz mi szansy być ojcem dla Darcy - po moim policzku spłynęła łza. Nie obchodzi mnie to, że ludzie patrzą jak Harry Styles płacze. 

- Ja - zawahała się - przepraszam. 

- To jest mój numer. Jak będzie się coś działo to dzwoń - podałem jej kartkę i wyszedłem ze szpitala zostawiając ją samą, zmieszaną po środku szpitalnego korytarza. Siedziałem w aucie przez kilkanaście minut i próbowałem się uspokoić. 

* twoimi oczami *

Miał rację. Podjęłam pochopną decyzję. Cały czas obwiniałam go o to, że nie nie chciał był dla niej ojcem a tak na prawdę nie pozwoliłam mu na to. Nie wiedziałam co mam zrobić. Wróciłam do córki i udawałam, że nic się nie stało. Codziennie próbowała ode mnie wyciągnąć informacje o ojcu. Powtarzała, że chce go zobaczyć zanim umrze. Bolało mnie to, że cierpi a najgorsze jest że to ja jestem wszystkiemu winna. Harry wyjechał ale mimo to codziennie dzwonił do Darcy. Była taka zadowolona gdy z nim rozmawiała. Co raz częściej zastanawiałam się czy nie powinnam jej powiedzieć. 

*oczami Harrego *

Siedziałem na fotelu w hotelowym pokoju i rozmawiałem z chłopakami. Ciągle myślałem o Darcy. Tak bardzo chciałbym być przy niej i powiedzieć jej kim jestem ale obiecałem (t.i) że tego nie zrobię. Nic się nie zmieniła. Gdy ją zobaczyłem wszystko do mnie wróciło. Tak bardzo za nią tęsknię. Nagle w pomieszczeniu rozległ się dźwięk mojego telefonu. Odebrałem połączenie. 

- Harry - usłyszałem zapłakany głos po drugiej stronie słuchawki.

- Co się dzieje? - przestraszyłem się. 

- Darcy.

2 komentarze: