PS. Dziękuję za ponad 10000 wyświetleń! Jesteście Najlepsi! Kocham Wam mocno! xx
~ Wiki xx
__________________________________________________________________________
- Muszę kończyć skarbie, kocham cię.
- Ja ciebie też - dziewczyna się uśmiechnęła - nie mogę się doczekać aż przylecisz.
- To już jutro. Na prawdę muszę iść (t.i) cześć - rozłączyła się i odłożyła laptopa. Chwyciła swoją ulubioną piżamę i ruszyła do łazienki. Była zmęczona. Zdjęła z siebie ubrania po czym weszła pod prysznic. Ciepła woda spływała po jej nagim ciele. Chwyciła butelkę z żelem pod prysznic i wylała sobie trochę na dłoń. Wmasowała płyn w ciało wdychając jego waniliowy zapach. Spłukała go dokładnie i wyszła owijając się ręcznikiem. Wytarła mokre ciało po czym ubrała piżamę w kolorowe kropki. Siadła w starym, lekko zniszczonym fotelu stojącym w rogu pokoju i owinęła się kocem w panterkę. Otworzyła wcześniej chwyconą książkę na odpowiedniej stronie i pogrążyła się w niej całkowicie a przynajmniej tak jej się wydawało. Zorientowała się, że po raz kolejny czyta tą samą stronę. Okazało się, że jej myśli krążą w okół jej chłopaka - 22-letniego, wysokiego, niebieskookiego, bruneta, piosenkarza - Louisa. Był w trasie razem ze swoim zespołem. Znali się od małego. Najpierw byli znajomymi, później przyjaciółmi aż zorientowali się, że są w sobie zakochani i zostali parą. Doszła do wniosku, że nie potrafi się skupić na książce więc postanowiła położyć się spać. Chwyciła jeszcze telefon i pośpiesznie wysłała sms-a do Louisa. Dobranoc, tęsknię xx. Odłożyła komórkę na nocną szafkę, odwróciła się głową w stronę okna i po chwili zasnęła
Ze snu wyrwał ją krzyk mamy wołającej na śniadanie. Mimo tego iż miała 21 lat dalej mieszkała z rodzicami. Nie przeszkadzało jej to. Wstała z łóżka i pośpiesznie ubrała się w obcisłe, czarne jeansy i biały sweter. Zbiegła na dół. Siadła na swoim stałym miejscu przy stole i zjadła śniadanie jak najszybciej się tylko dało.
- Czemu się tak śpieszysz? - zapytała matka. Dziewczyna spiorunowała ją wzrokiem.
- Przecież Lou dzisiaj przyjeżdża. Wychodzę, cześć - ruszyła w stronę drzwi, chwytając po drodze torebkę. Włożyła adidasy i wyszła z domu.
Wysiadła z samochodu i skierowała się do wejścia na lotnisko. Podeszła do pani przy punkcie informacyjnym i zapytała uprzejmo:
- Za ile wyląduje samolot z Nowego Jorku?
- Za 10 minut.
- Dziękuję - brunetka posłała jej lekki uśmiech. Siadła na krześle i cierpliwie czekała na ukochanego. Rozglądała się po lotnisku. Była tu pierwszy raz. Zawsze Louisa odbierali ochroniarze ale tym razem miało być inaczej. Z głośników dobiegł komunikat o przylocie samolotu. Na twarzy brunetki momentalnie pojawił się uśmiech. Wstała i zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu chłopaka. Mijało ją pełno ludzi ale nigdzie nie mogła dostrzec bruneta. Pomyślała, że może jeszcze nie odebrał bagażu albo coś w tym stylu więc postanowiła cierpliwie poczekać. Siedziała i gdy co jakiś czas ktoś wychodził zza rozsuwanych drzwi wstawała z nadzieją, że to Louis. Po kolejnym razie wyjęła telefon z torebki i wykręciła numer chłopaka ale ten nie odbierał. Zaczęła się martwić, że coś mu się stało. Gdy szła smutna w kierunku samochodu dostała sms-a. Przepraszam ale nie dałem rady przylecieć i nie wiem kiedy będę miał wolną chwilę. Po policzkach dziewczyny momentalnie popłynęły łzy. Wsiadła do samochodu i zapłakana wróciła do domu.
- Co się stało? - zapytała matka widząc ją z rozmazanym makijażem świadczącym o tym, że płakała.
- Nic - ominęła kobietę i pobiegła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi na klucz. Stanęła przed półką pełną zdjęć jej i Louisa. Brzegiem rękawów swetra otarła łzy. Od dawna miała wrażenie, że chłopak się od niej oddala. Nie rozmawiali już tak często, nie pisał do niej tak jak kiedyś, rzadko dzwonił. W głębi duszy wiedziała, że przestawał ją kochać ale nie chciała dopuścić do siebie tej myśli, nie chciała w nią uwierzyć. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Był jej wielką miłością. Skoro on zapomina o niej to ona postanowiła zapomnieć o nim.
***
- Nie możesz z nią być! - krzyknął jeden z pracowników Modestu.
- Nie wy będziecie o tym decydować. Wyjeżdżam na dwa tygodnie - syknął i wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami najmocniej jak umiał. Wsiadł do taksówki i poprosił by zawieść go na lotnisko. Ponownie spróbował wykręcić numer ukochanej ale nie odebrała. Nie odpisywała, nie odbierała, nie dzwoniła, nie dawała znaku życia od dwóch tygodni. Martwił się. Nie przyleciał do niej wtedy. Był jej winien przeprosiny i wyjaśnienia. Zapłacił kierowcy, wysiadł z samochodu i wyciągnął swoją walizkę z bagażnika. Spojrzał na lotnisko i ruszył do środka. Idąc na odprawę myślał o niej. Dobrze wiedział jak się czuła a najgorsze było to, że to wszystko to jego wina.
Wysiadł z samolotu, przeszedł wszystkie procedury i ruszył w stronę wyjścia. Po drodze zauważył kwiaciarnie. Podbiegł do niej i kupił wielki bukiet czerwonych róż.
Stał przed jej domem. Cała odwaga zniknęła. Usłyszał czyjeś kroki. Odwrócił się i ujrzał brunetkę wracającą zapewne z uczelni. Była ubrana w obcisłą sukienkę w kwiatki sięgającą do połowy ud, na to zarzuconą jeansową kurtkę a efekt dopełniały czarne szpilki i pełno bransoletek zdobiących jej prawy nadgarstek. Jej brązowe, kręcone włosy opadały kaskadami na ramiona. Wyglądała pięknie. Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech.
- Louis? - jej głos wyrwał go z zamyślenia - co ty tu robisz? - zapytała z pretensją w głosie.
- To dla ciebie - podał jej bukiet - ślicznie wyglądasz - oczy dziewczyny rozjaśniły się ale tylko na chwilę - możemy porozmawiać?
- Dobrze - odparła po chwili wahania. Brunetka otworzyła drzwi i wpuściła go do środka. Poszła wsadzić kwiaty do wazonu. Szedł dobrze mu znanym przedpokojem aż dotarł do dużego salonu. Siadł na kanapie. Ze zdenerwowania trzęsły mu się ręce - chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję.
- Daj mi chwilę - powiedziała i wdrapała się po schodach. Chłopak odprowadził ją wzrokiem dopóki nie zniknęła w głębi domu.
***
Dziewczyna wbiegła po schodach czując na sobie wzrok Louisa. Co on tu do cholery robi?! Wrzasnęła w myślach. Wyjęła z szafy szare dresy i czarny top. Przebrała się szybko i zdenerwowana wróciła do salonu. Siadła na kanapie na przeciwko bruneta podciągając nogi pod brodę.
- Widzę, że sam sobie zrobiłeś herbatę.
- Nie sobie. To dla ciebie - podał jej kubek, gdy przez przypadek dotknęła jego palców przebiegł ją dreszcz - zawsze pijesz herbatę po powrocie z uczelni - dziewczyna blado się uśmiechnęła.
- O czym chcesz porozmawiać? - starała się nie pokazywać, że mimo tego co zrobił strasznie za nim tęskniła.
- O nas.
- Nie przyleciałeś - powiedziała ochrypłym i rozstrzęsionym głosem. Chciała o nim zapomnieć ale nie umiała - odsuwałeś się ode mnie od dawna. Jeśli przyjechałeś po to żeby powiedzieć mi, że z nami koniec to już możesz iść - dziewczyna dostrzegła w jego oczach zdziwienie.
- Nie o to chodzi. To wszystko przez Modest - wyczuwała w jego głosie napięcie. Gdy się nie odezwała kontynuował - nie chcą żebyśmy byli razem.
***
Gdy widział jak w jej oczach zbierają się łzy nie chciał mówić dalej.
- No więc nie powinieneś tu być - wypowiedziała te słowa tak cicho że ledwo je usłyszał. Chciała by sobie poszedł. Jego serce rozpadło się na kawałki.
- Powiedziałem im, że nie będą decydować o tym z kim się spotykam.
- Ale wiesz, że powinieneś ich posłuchać - skrzywiła się. Wiedział, że trudno przyszło jej wypowiedzenie tych słów - tak będzie lepiej - zawsze myślała o innych a nie o sobie. To powodowało, że kochał ją jeszcze bardziej.
- Odsunąłem się od ciebie bo bałem się, że gdy zobaczysz te wszystkie hejty i dowiesz się o opinii Modestu to mnie zostawisz a ja nie mógłbym żyć bez ciebie.
- Nie obchodzi mnie co myślą o nas twoi fani czy Modest. Nie z nimi chcę być.
- To znaczy, że dalej mnie kochasz? - zapytał pełen nadziei a ona popatrzyła na niego jak na małego, zagubionego chłopca.
- Kochałam cię, kocham i będę kochała - przysunął się do niej i mocno ją przytulił. Wtuliła się w niego jak najmocniej umiała.
- Przepraszam za wszystko - wyszeptał jej do ucha. Odsunął się od niej by spojrzeć jej w oczy - kocham cię - pocałował ją delikatnie.
- Kiedy musisz wracać? - zapytała.
- Mam całe dwa tygodnie tylko dla ciebie - uśmiechnął się do niej - a później myślałem żebyś pojechała z nami w trasę, co ty na to?
- Tak! - rzuciła się na chłopaka - a co na to Modest?
- Nie obchodzi mnie to - powiedział patrząc jej prosto w oczy i delikatnie musnął jej wargi swoimi.
Ze snu wyrwał ją krzyk mamy wołającej na śniadanie. Mimo tego iż miała 21 lat dalej mieszkała z rodzicami. Nie przeszkadzało jej to. Wstała z łóżka i pośpiesznie ubrała się w obcisłe, czarne jeansy i biały sweter. Zbiegła na dół. Siadła na swoim stałym miejscu przy stole i zjadła śniadanie jak najszybciej się tylko dało.
- Czemu się tak śpieszysz? - zapytała matka. Dziewczyna spiorunowała ją wzrokiem.
- Przecież Lou dzisiaj przyjeżdża. Wychodzę, cześć - ruszyła w stronę drzwi, chwytając po drodze torebkę. Włożyła adidasy i wyszła z domu.
Wysiadła z samochodu i skierowała się do wejścia na lotnisko. Podeszła do pani przy punkcie informacyjnym i zapytała uprzejmo:
- Za ile wyląduje samolot z Nowego Jorku?
- Za 10 minut.
- Dziękuję - brunetka posłała jej lekki uśmiech. Siadła na krześle i cierpliwie czekała na ukochanego. Rozglądała się po lotnisku. Była tu pierwszy raz. Zawsze Louisa odbierali ochroniarze ale tym razem miało być inaczej. Z głośników dobiegł komunikat o przylocie samolotu. Na twarzy brunetki momentalnie pojawił się uśmiech. Wstała i zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu chłopaka. Mijało ją pełno ludzi ale nigdzie nie mogła dostrzec bruneta. Pomyślała, że może jeszcze nie odebrał bagażu albo coś w tym stylu więc postanowiła cierpliwie poczekać. Siedziała i gdy co jakiś czas ktoś wychodził zza rozsuwanych drzwi wstawała z nadzieją, że to Louis. Po kolejnym razie wyjęła telefon z torebki i wykręciła numer chłopaka ale ten nie odbierał. Zaczęła się martwić, że coś mu się stało. Gdy szła smutna w kierunku samochodu dostała sms-a. Przepraszam ale nie dałem rady przylecieć i nie wiem kiedy będę miał wolną chwilę. Po policzkach dziewczyny momentalnie popłynęły łzy. Wsiadła do samochodu i zapłakana wróciła do domu.
- Co się stało? - zapytała matka widząc ją z rozmazanym makijażem świadczącym o tym, że płakała.
- Nic - ominęła kobietę i pobiegła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi na klucz. Stanęła przed półką pełną zdjęć jej i Louisa. Brzegiem rękawów swetra otarła łzy. Od dawna miała wrażenie, że chłopak się od niej oddala. Nie rozmawiali już tak często, nie pisał do niej tak jak kiedyś, rzadko dzwonił. W głębi duszy wiedziała, że przestawał ją kochać ale nie chciała dopuścić do siebie tej myśli, nie chciała w nią uwierzyć. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Był jej wielką miłością. Skoro on zapomina o niej to ona postanowiła zapomnieć o nim.
***
- Nie możesz z nią być! - krzyknął jeden z pracowników Modestu.
- Nie wy będziecie o tym decydować. Wyjeżdżam na dwa tygodnie - syknął i wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami najmocniej jak umiał. Wsiadł do taksówki i poprosił by zawieść go na lotnisko. Ponownie spróbował wykręcić numer ukochanej ale nie odebrała. Nie odpisywała, nie odbierała, nie dzwoniła, nie dawała znaku życia od dwóch tygodni. Martwił się. Nie przyleciał do niej wtedy. Był jej winien przeprosiny i wyjaśnienia. Zapłacił kierowcy, wysiadł z samochodu i wyciągnął swoją walizkę z bagażnika. Spojrzał na lotnisko i ruszył do środka. Idąc na odprawę myślał o niej. Dobrze wiedział jak się czuła a najgorsze było to, że to wszystko to jego wina.
Wysiadł z samolotu, przeszedł wszystkie procedury i ruszył w stronę wyjścia. Po drodze zauważył kwiaciarnie. Podbiegł do niej i kupił wielki bukiet czerwonych róż.
Stał przed jej domem. Cała odwaga zniknęła. Usłyszał czyjeś kroki. Odwrócił się i ujrzał brunetkę wracającą zapewne z uczelni. Była ubrana w obcisłą sukienkę w kwiatki sięgającą do połowy ud, na to zarzuconą jeansową kurtkę a efekt dopełniały czarne szpilki i pełno bransoletek zdobiących jej prawy nadgarstek. Jej brązowe, kręcone włosy opadały kaskadami na ramiona. Wyglądała pięknie. Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech.
- Louis? - jej głos wyrwał go z zamyślenia - co ty tu robisz? - zapytała z pretensją w głosie.
- To dla ciebie - podał jej bukiet - ślicznie wyglądasz - oczy dziewczyny rozjaśniły się ale tylko na chwilę - możemy porozmawiać?
- Dobrze - odparła po chwili wahania. Brunetka otworzyła drzwi i wpuściła go do środka. Poszła wsadzić kwiaty do wazonu. Szedł dobrze mu znanym przedpokojem aż dotarł do dużego salonu. Siadł na kanapie. Ze zdenerwowania trzęsły mu się ręce - chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję.
- Daj mi chwilę - powiedziała i wdrapała się po schodach. Chłopak odprowadził ją wzrokiem dopóki nie zniknęła w głębi domu.
***
Dziewczyna wbiegła po schodach czując na sobie wzrok Louisa. Co on tu do cholery robi?! Wrzasnęła w myślach. Wyjęła z szafy szare dresy i czarny top. Przebrała się szybko i zdenerwowana wróciła do salonu. Siadła na kanapie na przeciwko bruneta podciągając nogi pod brodę.
- Widzę, że sam sobie zrobiłeś herbatę.
- Nie sobie. To dla ciebie - podał jej kubek, gdy przez przypadek dotknęła jego palców przebiegł ją dreszcz - zawsze pijesz herbatę po powrocie z uczelni - dziewczyna blado się uśmiechnęła.
- O czym chcesz porozmawiać? - starała się nie pokazywać, że mimo tego co zrobił strasznie za nim tęskniła.
- O nas.
- Nie przyleciałeś - powiedziała ochrypłym i rozstrzęsionym głosem. Chciała o nim zapomnieć ale nie umiała - odsuwałeś się ode mnie od dawna. Jeśli przyjechałeś po to żeby powiedzieć mi, że z nami koniec to już możesz iść - dziewczyna dostrzegła w jego oczach zdziwienie.
- Nie o to chodzi. To wszystko przez Modest - wyczuwała w jego głosie napięcie. Gdy się nie odezwała kontynuował - nie chcą żebyśmy byli razem.
***
Gdy widział jak w jej oczach zbierają się łzy nie chciał mówić dalej.
- No więc nie powinieneś tu być - wypowiedziała te słowa tak cicho że ledwo je usłyszał. Chciała by sobie poszedł. Jego serce rozpadło się na kawałki.
- Powiedziałem im, że nie będą decydować o tym z kim się spotykam.
- Ale wiesz, że powinieneś ich posłuchać - skrzywiła się. Wiedział, że trudno przyszło jej wypowiedzenie tych słów - tak będzie lepiej - zawsze myślała o innych a nie o sobie. To powodowało, że kochał ją jeszcze bardziej.
- Odsunąłem się od ciebie bo bałem się, że gdy zobaczysz te wszystkie hejty i dowiesz się o opinii Modestu to mnie zostawisz a ja nie mógłbym żyć bez ciebie.
- Nie obchodzi mnie co myślą o nas twoi fani czy Modest. Nie z nimi chcę być.
- To znaczy, że dalej mnie kochasz? - zapytał pełen nadziei a ona popatrzyła na niego jak na małego, zagubionego chłopca.
- Kochałam cię, kocham i będę kochała - przysunął się do niej i mocno ją przytulił. Wtuliła się w niego jak najmocniej umiała.
- Przepraszam za wszystko - wyszeptał jej do ucha. Odsunął się od niej by spojrzeć jej w oczy - kocham cię - pocałował ją delikatnie.
- Kiedy musisz wracać? - zapytała.
- Mam całe dwa tygodnie tylko dla ciebie - uśmiechnął się do niej - a później myślałem żebyś pojechała z nami w trasę, co ty na to?
- Tak! - rzuciła się na chłopaka - a co na to Modest?
- Nie obchodzi mnie to - powiedział patrząc jej prosto w oczy i delikatnie musnął jej wargi swoimi.

Jej! Romantycznie!
OdpowiedzUsuńŚwietny imagin!
Przepraszam za taki beznadziejny komentarz, ale jestem chora i nie potrafie myśleć...
Życzę weny!
Edzia
dziękuję! <3 zdrowia życzę kochana ! :**
UsuńAww! To takie cudowne! I urocze! ^^
OdpowiedzUsuńŚwietny imagin :**