Hej, ludzie!
Przepraszam, że tak długo nie pisałam i że ogólnie jakoś tak mało się tu ostatnio dzieje, ale no... tak jakoś wyszło. Pomysł na tego imagina wpadł mi dawno, ale jakoś zacięłam się i nie mogłam go skończyć. Ale jest! :) I mam nadzieję, że Wam się spodoba :)
Przepraszam, że tak długo nie pisałam i że ogólnie jakoś tak mało się tu ostatnio dzieje, ale no... tak jakoś wyszło. Pomysł na tego imagina wpadł mi dawno, ale jakoś zacięłam się i nie mogłam go skończyć. Ale jest! :) I mam nadzieję, że Wam się spodoba :)
March
Przerwałam na chwilę pisanie w zeszycie, spoglądając przez okno. Kolejny szary, deszczowy dzień. Kałuże na ulicach, dzieci idące z mamą za rękę, skaczące do wody i biegające wokół zupełnie nie przejmując się spadającym z nieba deszczem. Ludzie kulący się pod wiatą przystanku lub spieszący do domu, gdzie mogliby schować się pod kocem i napić gorącej herbaty. Chciałabym być na ich miejscu. Przechadzać się powoli, ciesząc się wolnością i wystawiając twarz w deszcz.
(I.T.P) szturchnęła mnie w ramię, tym samym wyrywając z zamyślenia. Wokół rozlegał się charakterystyczny dźwięk skrobania po papierze i monotonny głos nauczycielki dyktującej notatkę. Westchnęłam z powrotem skupiając się na lekcji i zerkając do zeszytu blondynki z zamiarem przepisania jej, sporządzonych starannym pismem, zapisków. Nie potrafię zrozumieć jak, przy tak szybkim tempie pisania, jej litery mogą być takie schludne i proste. Ja bazgrałam jak kura pazurem i niekiedy sama miałam problem z odczytaniem tych hieroglifów. Po chwili pstryknęłam długopisem, odkładając go i podniosłam wzrok na panią Lloyd, która postanowiła zadać nam jakieś większe zadanie.
- Zrobicie w domu projekt na temat lektury. Żeby było wam nieco łatwiej będziecie go realizować w parach - spojrzałam na siedziącą obok dziewczynę i podchwytując jej spojrzenie, wiedziałam, że myśli o tym samym. - Ale, ale! - nauczycielka podniosła głos, uciszając podekscytowane szepty. - Ponieważ dowiedziałam się, że wasza klasa jest bardzo pogrupowana, w ramach integracji, ja dobiorę was w pary - zakończyła z triumfalnym błyskiem w oczach.
W klasie rozległy się zbiorowe jęki, a ja wiedziałam, że to nie skończy się dobrze. Oczywiście, nie miałam nic przeciwko poznaniu bliżej ludzi z mojej klasy, ale znając moje szczęście trafię na kogoś, z kim nie da się współpracować. Kobieta uciszyła nas machnięciem ręki i oznajmiając, że nie zgadza się na żadne zamiany, zaczęła odczytywać kolejne osoby. Modliłam się, żeby być z (I.T.P), choć wiedziałam, że to raczej niemożliwe.
- (T.I) (T.N) - usłyszałam w końcu swoje nazwisko - i Liam Payne - dokończyła, a ja obróciłam głowę w kierunku szatyna. To było moje szczęście w nieszczęściu. Liam był bardzo uprzejmym i ambitnym chłopakiem, ale nigdy nie udzielał się towarzysko, trzymał się na uboczu, a wszystkich próbujących zacząć rozmowę zbywał półsłówkami. Dobrze się uczył, jego oceny nigdy nie były niższe niż cztery i choć na lekcjach także nie wiele się odzywał, nauczyciele bardzo go lubili. Do tego wszystkiego był przystojny i chyba nawet w worku na śmieci wyglądałby jak model. Westchnęłam. Prawdopodobnie będzie mi się ciężko z nim dogadać, ale przynajmniej nie muszę się martwić o ocenę.
- Wiesz, nawet jeśli nie będziesz umiała się z nim porozumieć, to przynajmniej będziesz miała na co patrzeć - zachęcała mnie (I.T.P), która była ze swojej pary w miarę zadowolona.
- Tylko, po co patrzeć, skoro Liam nie dopuszcza do siebie nikogo? - spytałam.
Tak naprawdę nikt nie wiedział, dlaczego chłopak zachowuje się w ten sposób. Nikt nie znał go zanim trafił do tej klasy, ani w klasach wcześniejszych. Nikt nie wiedział, dlaczego jest taki aspołeczny i czemu tak bardzo zamknął się w sobie. O dziwo, nie był przez to dręczony, a jeśli kiedykolwiek pojawiały się plotki na jego temat, cichły równie szybko jak się zaczynały. Chwilami miałam wrażenie, że on jest nie z tego świata i uważa wszelkie związki, przyjaźnie za coś pobłażliwego, niepotrzebną ekstrawagancję.
Wrzuciłam rzeczy do torby i razem z (I.T.P) skierowałam się do drzwi. Będąc już na korytarzu, skręciłyśmy w stronę szafek, kiedy usłyszałam coś, co mnie zamurowało.
- (T.I)... - rozległ się głos za moimi plecami. Okej, to nie wypowiedź mnie tak zdziwiła, tylko osoba. Zawołał mnie Liam Payne, we własnej osobie! Należał on tego typu osób, który z reguły nie zaczynały rozmowy same. - Pomyślałem, że w związku z tym projektem... mógłbym zrobić go sam, a ty byś po prostu się podpisała - oznajmił, a mi opadła szczęka. To było chyba najdłuższe zdanie jakie usłyszałam z jego ust, kierowane do kogoś z jego rówieśników.
- To bardzo miło z twojej strony, ale myślę, że źle bym się czuła, gdybym nie kiwnęła nawet palcem nad tym projektem.
- Och... - mruknął szatyn, krzywiąc się lekko. Szybko jednak się opanował, a na jego twarzy zagościł wymuszony uśmiech. - Więc kiedy? - powrócił do lakonicznych wypowiedzi.
- Pasuje ci w tę sobotę? - spytałam. Chłopak tylko kiwnął głową. - Więc przyjdź do mnie o 17 - odparłam i podałam mu kartkę, na której uprzednio nabazgrałam adres. - Do zobaczenia - uśmiechnęłam się i spotykając się z jakimś niewyraźnym mruknięciem, odeszłam.
Na uboczu, ale na tyle blisko żeby wszystko słyszeć, czekała na mnie (I.T.P) z podekscytowaniem wymalowanym na twarzy. Złapałam ją za nadgarstek i pociągnęłam ku wyjściu.
- Wow! Nie dość, że z tobą w miarę normalnie gadał, to zgodził się do ciebie przyjść! - pisnęła mi do ucha. - Mówię ci! Coś jeszcze z tego będzie!
- Dziewczyno! Uspokój się - próbowałam opanować jej entuzjazm. - On nie gada z nikim. Ze mną też nie będzie chciał, więc proszę, nie próbuj od razu go ze mną swatać.
- Jeszcze zobaczymy - stwierdziła i szybkim krokiem ruszyła po chodniku.
(I.T.P) szturchnęła mnie w ramię, tym samym wyrywając z zamyślenia. Wokół rozlegał się charakterystyczny dźwięk skrobania po papierze i monotonny głos nauczycielki dyktującej notatkę. Westchnęłam z powrotem skupiając się na lekcji i zerkając do zeszytu blondynki z zamiarem przepisania jej, sporządzonych starannym pismem, zapisków. Nie potrafię zrozumieć jak, przy tak szybkim tempie pisania, jej litery mogą być takie schludne i proste. Ja bazgrałam jak kura pazurem i niekiedy sama miałam problem z odczytaniem tych hieroglifów. Po chwili pstryknęłam długopisem, odkładając go i podniosłam wzrok na panią Lloyd, która postanowiła zadać nam jakieś większe zadanie.
- Zrobicie w domu projekt na temat lektury. Żeby było wam nieco łatwiej będziecie go realizować w parach - spojrzałam na siedziącą obok dziewczynę i podchwytując jej spojrzenie, wiedziałam, że myśli o tym samym. - Ale, ale! - nauczycielka podniosła głos, uciszając podekscytowane szepty. - Ponieważ dowiedziałam się, że wasza klasa jest bardzo pogrupowana, w ramach integracji, ja dobiorę was w pary - zakończyła z triumfalnym błyskiem w oczach.
W klasie rozległy się zbiorowe jęki, a ja wiedziałam, że to nie skończy się dobrze. Oczywiście, nie miałam nic przeciwko poznaniu bliżej ludzi z mojej klasy, ale znając moje szczęście trafię na kogoś, z kim nie da się współpracować. Kobieta uciszyła nas machnięciem ręki i oznajmiając, że nie zgadza się na żadne zamiany, zaczęła odczytywać kolejne osoby. Modliłam się, żeby być z (I.T.P), choć wiedziałam, że to raczej niemożliwe.
- (T.I) (T.N) - usłyszałam w końcu swoje nazwisko - i Liam Payne - dokończyła, a ja obróciłam głowę w kierunku szatyna. To było moje szczęście w nieszczęściu. Liam był bardzo uprzejmym i ambitnym chłopakiem, ale nigdy nie udzielał się towarzysko, trzymał się na uboczu, a wszystkich próbujących zacząć rozmowę zbywał półsłówkami. Dobrze się uczył, jego oceny nigdy nie były niższe niż cztery i choć na lekcjach także nie wiele się odzywał, nauczyciele bardzo go lubili. Do tego wszystkiego był przystojny i chyba nawet w worku na śmieci wyglądałby jak model. Westchnęłam. Prawdopodobnie będzie mi się ciężko z nim dogadać, ale przynajmniej nie muszę się martwić o ocenę.
- Wiesz, nawet jeśli nie będziesz umiała się z nim porozumieć, to przynajmniej będziesz miała na co patrzeć - zachęcała mnie (I.T.P), która była ze swojej pary w miarę zadowolona.
- Tylko, po co patrzeć, skoro Liam nie dopuszcza do siebie nikogo? - spytałam.
Tak naprawdę nikt nie wiedział, dlaczego chłopak zachowuje się w ten sposób. Nikt nie znał go zanim trafił do tej klasy, ani w klasach wcześniejszych. Nikt nie wiedział, dlaczego jest taki aspołeczny i czemu tak bardzo zamknął się w sobie. O dziwo, nie był przez to dręczony, a jeśli kiedykolwiek pojawiały się plotki na jego temat, cichły równie szybko jak się zaczynały. Chwilami miałam wrażenie, że on jest nie z tego świata i uważa wszelkie związki, przyjaźnie za coś pobłażliwego, niepotrzebną ekstrawagancję.
Wrzuciłam rzeczy do torby i razem z (I.T.P) skierowałam się do drzwi. Będąc już na korytarzu, skręciłyśmy w stronę szafek, kiedy usłyszałam coś, co mnie zamurowało.
- (T.I)... - rozległ się głos za moimi plecami. Okej, to nie wypowiedź mnie tak zdziwiła, tylko osoba. Zawołał mnie Liam Payne, we własnej osobie! Należał on tego typu osób, który z reguły nie zaczynały rozmowy same. - Pomyślałem, że w związku z tym projektem... mógłbym zrobić go sam, a ty byś po prostu się podpisała - oznajmił, a mi opadła szczęka. To było chyba najdłuższe zdanie jakie usłyszałam z jego ust, kierowane do kogoś z jego rówieśników.
- To bardzo miło z twojej strony, ale myślę, że źle bym się czuła, gdybym nie kiwnęła nawet palcem nad tym projektem.
- Och... - mruknął szatyn, krzywiąc się lekko. Szybko jednak się opanował, a na jego twarzy zagościł wymuszony uśmiech. - Więc kiedy? - powrócił do lakonicznych wypowiedzi.
- Pasuje ci w tę sobotę? - spytałam. Chłopak tylko kiwnął głową. - Więc przyjdź do mnie o 17 - odparłam i podałam mu kartkę, na której uprzednio nabazgrałam adres. - Do zobaczenia - uśmiechnęłam się i spotykając się z jakimś niewyraźnym mruknięciem, odeszłam.
Na uboczu, ale na tyle blisko żeby wszystko słyszeć, czekała na mnie (I.T.P) z podekscytowaniem wymalowanym na twarzy. Złapałam ją za nadgarstek i pociągnęłam ku wyjściu.
- Wow! Nie dość, że z tobą w miarę normalnie gadał, to zgodził się do ciebie przyjść! - pisnęła mi do ucha. - Mówię ci! Coś jeszcze z tego będzie!
- Dziewczyno! Uspokój się - próbowałam opanować jej entuzjazm. - On nie gada z nikim. Ze mną też nie będzie chciał, więc proszę, nie próbuj od razu go ze mną swatać.
- Jeszcze zobaczymy - stwierdziła i szybkim krokiem ruszyła po chodniku.
***
Nadeszła sobota, a ja próbowałam przygotować się psychicznie na to spotkanie. Nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Z jednej strony wiedziałam, że Liam będzie cichy, ale z drugiej miałam nadzieję, że kiedy będziemy sam na sam choć trochę się otworzy.
Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc omiotłam pokój ostatnim spojrzeniem, sprawdzając czy wszystko jest na miejscu. Stwierdzając, że panuje tu względny porządek, ruszyłam otworzyć. Za progiem stał Liam, z rękami w kieszeniach i wzrokiem utkwionym w wycieraczce. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że tą postawą próbuje okazać ignorancję, ale ja dobrze wiedziałam, że się boi.
- Cześć - odezwałam się i z zachęcającym uśmiechem wskazałam ręką, żeby wszedł. Chłopak skinął głową na powitanie i podał mi papierową torebkę.
- Moja mama upiekła ciastka i kazała ci trochę przynieść - odpowiedział Liam na moje nieme pytanie.
- Och. Nie trzeba było, dziękuję - wyjąkałam zdziwiona. To było bardzo miłe z jego strony, ale kompletnie się tego nie spodziewałam. - Chcesz coś do picia? - spytałam, prowadząc go do kuchni.
- Wodę, proszę - Liam stanął w progu i oparł się o futrynę. Rozglądał się przez chwilę, po czym znów spuścił wzrok. Wyciągnęłam z lodówki butelkę wody i podałam mu ją razem ze szklanką. Ułożyłam jeszcze, przyniesione przez chłopaka ciastka na talerzu i wskazałam, żeby poszedł za mną do mojego pokoju. - Rozgość się - rzuciłam, siadając na łóżku. Liam spojrzał na mnie niepewnie, po czym ruszył w kierunku krzesła stojącego obok biurka. Niestety nie miał możliwości tam usiąść, bo w ostatniej chwili wskoczyła tam moja kotka.
- Eee... Gdzie mogę usiąść? - Liam odwrócił się do mnie.
- Lepiej jej stamtąd nie zrzucać. Jest strasznie drażliwa, więc może tutaj - poklepałam miejsce koło mnie. Chłopak z niepewną miną podszedł do mnie i usiadł na brzegu łóżka. - Nie bój się, Liam. Ja nie gryzę - roześmiałam się, próbując rozluźnić atmosferę. Ten skinął głową, ale nie przesunął się ani o milimetr.
- Więc jak dzielimy się zadaniami? - spytał.
- Mamy opisać pracę chłopaków w Szarych Szeregach, więc może ty zajmij się Zośką, ja Rudym, a Alka zrobimy wspólnie? - zaproponowałam.
- Okej - zgodził się Liam i wziął do ręki swoją lekturę. Rozejrzałam się za swoją książką, ale nigdzie nie było jej widać.
- Ja zaraz wrócę. Zostawiłam książkę na dole - rzuciłam i wyszłam z pokoju. Chciałam jak najszybciej zejść i wrócić, co w moim przypadku nie było najlepszym pomysłem, bo potknęłam się i po chwili turlałam się ze schodów. Na dole, koło balustrad stały dwie doniczki z jakimiś drzewkami, a ja oczywiście musiałam zakończyć swój upadek trafiając twarzą prosto w jedną z nich. Liam zaalarmowany hałasem jakiego narobiłam, wybiegł z pokoju i kiedy mnie zobaczył, zaczął się śmiać. Jeżeli są jakieś plusy spadnięcia ze schodów, to ja je właśnie znalazłam. Chyba po raz pierwszy w życiu słyszałam śmiejącego się Liama.
- To nie jest śmieszne, Payne! - krzyknęłam, mimo to. Chłopak szybko się zreflektował i przestając się śmiać, pomógł podnieść mi się z podłogi. Szeroki uśmiech nadal gościł na jego twarzy, przez co wyglądał teraz jeszcze lepiej. W kącikach oczu robiły mu się urocze zmarszczki, a brązowe tęczówki błyszczały rozbawieniem.
Otrzepałam się z ziemi i spojrzałam w lustro, wiszące na ścianie w korytarzu. Wyglądałam jakby przeszło przeze mnie tornado. Twarz miałam brudną od ziemi i krwi, która leciała z rozciętej brwi.
- Okej. To ja się pójdę umyć - oznajmiłam i ruszyłam do łazienki. - Jakbyś mógł wziąć z salonu moją książkę, to byłoby miło - uśmiechnęłam się do Liama, który nadal ledwo powstrzymywał śmiech, ale pokiwał głową. - Dzięki.
Czym prędzej schowałam się za drzwiami i jeszcze raz spojrzałam na swoje odbicie. Gorzej chyba nie mogę wyglądać. Pochyliłam się nad kranem i obmyłam twarz zimną wodą. Rana na brwi strasznie piekła, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Delikatnie przetarłam ją ręcznikiem, nie przejmując się pozostawionymi na nim plamami krwi, która nadal lekko sączyła się z rozcięcia. Otworzyłam szafkę, wiszącą nad pralką w poszukiwaniu plastrów. Oczywiście był w niej taki bałagan, że po otwarciu drzwiczek wypadło z niej kilka, bliżej nieokreślonych przedmiotów.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam za drzwiami pytanie Liama.
- Jest okej. Zaraz przyjdę - odparłam, kontynuując swoje poszukiwania.
Po chwili z zaklejoną brwią wyszłam na zewnątrz i zobaczyłam szatyna, który wpatrywał się w jedno ze zdjęć wiszących na ścianie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że było to najgorsze i najbardziej znienawidzone przeze mnie zdjęcie. Miałam na nim 6 lat i byłam przebrana za Czerwonego Kapturka, ale wcale nie o to mi chodziło. Kiedy byłam dzieckiem wyglądałam okropnie. Byłam gruba, brzydka, a moja twarz była prawie zawsze czerwona. Od niepamiętnych czasów kłóciłam się z mamą, żeby je ściągnąć, bo zwyczajnie nie chciałam tego widzieć i wstydzić się za każdym razem, gdy ktoś z moich znajomych je oglądał, ale ona uważała, że jest słodkie i nigdy na to nie pozwoliła. Teraz widząc stojącego przed nim Liama, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Jestem pewna, że ktoś taki jak on, nawet jako dziecko wyglądał bosko.
Chłopak odwrócił głowę w moim kierunku i uśmiechnął się.
- Byłaś słodka - powiedział, a ja nie wyczułam w tym ani krzty drwiny.
- Nie sądzę. Wyglądałam strasznie - mruknęłam pod nosem, czując jak się czerwienię. Spuściłam wzrok nie mogąc patrzeć na Liama.
- Hej - chłopak podszedł do mnie i lekko uniósł mój podbródek tak, żebym spojrzała na niego. - Wcale tak nie uważam, a jeśli ktoś się z ciebie śmiał, to jest głupi. Byłaś słodka. Na swój sposób urocza - lekki uśmiech na jego ustach i łagodny ton głosu był tak przekonujący, że jedyne co mogłam zrobić to skinąć głową. - W porządku?
- Tak - jeszcze raz pokiwałam głową. - Dziękuję.
- Nie ma za co. A teraz zajmijmy się tym co trzeba, okej? - zapytał i wróciliśmy do mojego pokoju. Tym razem chłopak nieco pewniej usiadł koło mnie na łóżku i odwrócił w moją stronę. - Szczerze mówiąc, nie chce mi się robić tego zadania - stwierdził, sięgając po ciastko.
- Mi też, ale musimy to zrobić - westchnęłam.
- Zrobię to w domu i później połączymy swoje prace? - zaproponował.
- Niech będzie - zgodziłam się i opadłam na łóżko. - To co teraz robimy? - spytałam, wpatrując się w sufit.
- Nie wiem - Liam wzruszył ramionami. - Jeśli chcesz, to mogę już iść.
- Nie - odparłam chyba trochę zbyt szybko i gwałtownie. - Nie, możesz zostać - poprawiłam się.
- Okej - mruknął w odpowiedzi chłopak, przeciągając samogłoski. Zmienił pozycję, siadając po turecku i opierając się o ścianę, a ja leżałam na plecach obok niego.
- Zagrajmy w Dowolne Trzy Pytania - oznajmiłam po chwili ciszy, przekładając się na bok, aby móc na niego patrzeć.
- To znaczy? - spytał Liam, spoglądając na mnie.
- Zadajemy sobie trzy dowolne pytania, na które trzeba szczerze odpowiedzieć. Co ty na to? - skupiłam na sobie jego ciepłe, brązowe spojrzenie, widząc w jego oczach wahanie. Jednak po chwili jego obawy jakby zniknęły i skinął on głową. - Ty pierwszy - zachęciłam go z uśmiechem.
- Hmm... Dlaczego tak bardzo nie cierpisz swojego wyglądu jako dziecko? - zapytał, a mi już minęła ochota na tę zabawę.
- Wyglądałam okropnie. Byłam, gruba, brzydka i cała czerwona - moje słowa ociekały goryczą, ale nie mogłam nic na to poradzić. - Nikt nie chciał się ze mną bawić, wszyscy się ze mnie śmiali i nazywali Kluchą, albo Pączkiem. Chciałabym o tym zapomnieć, zakopać to jak najgłębiej w pamięci, a te wszystkie zdjęcia mi na to nie pozwalają. Przypominają mi to jak najgorszy koszmar, największą porażkę... - nawet nie zauważyłam, że z moich oczu popłynęły pojedyncze łzy.
- Przepraszam, że zapytałem. Nie chciałem cię krzywdzić - usłyszałam smutny głos Liama. W jego oczach widziałam poczucie winy.
- Czy ciebie też koledzy wyśmiewali, gdy byłeś mały? - spytałam, próbując skupić się na czymś innym, byle nie mieć przed oczami tego zdjęcia i przestać płakać.
- Nie - chłopak pokręcił głową. - Byłem lubiany i wszyscy chcieli zwrócić na siebie moją uwagę. Uważali mnie za kogoś lepszego i zawsze stawiali mnie na pierwszym miejscu, jako tego mądrzejszego i ważniejszego.
- Więc dlaczego teraz jesteś taki zamknięty w sobie? Dlaczego z nikim nie chcesz normalnie porozmawiać? Dlaczego odciąłeś się od ludzi? - zadawałam kolejne pytania, nic już nie rozumiejąc. Chłopak zesztywniał, a ja wiedziałam, że jego chwila szczerości i otwartości zniknęła. Posunęłam się za daleko. Przekroczyłam niewidzialną granicę, co spowodowało, że powrócił do swojego zwykłego zachowania, jakie widywałam w szkole.
- Chyba muszę już iść - wstał i ruszył do drzwi.
- Liam, zaczekaj! Przepraszam! Co powiedziałam źle? Liam?! - rzuciłam się za nim. - Liam, przepraszam. Po prostu próbuję cię zrozumieć. Liam! - krzyczałam dalej, ale chłopak się nie zatrzymywał. Odwrócił się dopiero stając przed wyjściem i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć. Jednak zrezygnował i chciał wyjść, ale zatrzymałam go, łapiąc jego dłoń.
- Jesteś naprawdę fajnym chłopakiem. Dlaczego tak bardzo nie chcesz, żeby dowiedzieli się o tym inni? - złapałam się ostatniej możliwości, bo wiedziałam, że inaczej nigdy mi nie powie. Szatyn spojrzał na mnie z bólem w oczach i zacisnął szczęki. Po chwili jednak odezwał się jakby nie mógł dłużej dusić tego w sobie.
- Bo próbuję zminimalizować ofiary, rozumiesz? - przełknął głośno ślinę i kontynuował. - Jestem chory, okej? Chcę zmniejszyć straty jakie mogę wyrządzić, bo nie wiem czy wyzdrowieję - dokończył, a w jego oczach błysnęły łzy. Cały się trząsł, a ja patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Jak ktoś tak piękny może umierać? Liam wziął głęboki oddech i wybiegł z mojego domu. Zesztywniała patrzyłam jak wsiada do samochodu i odjeżdża.
- Przepraszam... - szepnęłam w pustą przestrzeń, gdzie jeszcze niedawno stał Liam. - Przepraszam...
Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc omiotłam pokój ostatnim spojrzeniem, sprawdzając czy wszystko jest na miejscu. Stwierdzając, że panuje tu względny porządek, ruszyłam otworzyć. Za progiem stał Liam, z rękami w kieszeniach i wzrokiem utkwionym w wycieraczce. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że tą postawą próbuje okazać ignorancję, ale ja dobrze wiedziałam, że się boi.
- Cześć - odezwałam się i z zachęcającym uśmiechem wskazałam ręką, żeby wszedł. Chłopak skinął głową na powitanie i podał mi papierową torebkę.
- Moja mama upiekła ciastka i kazała ci trochę przynieść - odpowiedział Liam na moje nieme pytanie.
- Och. Nie trzeba było, dziękuję - wyjąkałam zdziwiona. To było bardzo miłe z jego strony, ale kompletnie się tego nie spodziewałam. - Chcesz coś do picia? - spytałam, prowadząc go do kuchni.
- Wodę, proszę - Liam stanął w progu i oparł się o futrynę. Rozglądał się przez chwilę, po czym znów spuścił wzrok. Wyciągnęłam z lodówki butelkę wody i podałam mu ją razem ze szklanką. Ułożyłam jeszcze, przyniesione przez chłopaka ciastka na talerzu i wskazałam, żeby poszedł za mną do mojego pokoju. - Rozgość się - rzuciłam, siadając na łóżku. Liam spojrzał na mnie niepewnie, po czym ruszył w kierunku krzesła stojącego obok biurka. Niestety nie miał możliwości tam usiąść, bo w ostatniej chwili wskoczyła tam moja kotka.
- Eee... Gdzie mogę usiąść? - Liam odwrócił się do mnie.
- Lepiej jej stamtąd nie zrzucać. Jest strasznie drażliwa, więc może tutaj - poklepałam miejsce koło mnie. Chłopak z niepewną miną podszedł do mnie i usiadł na brzegu łóżka. - Nie bój się, Liam. Ja nie gryzę - roześmiałam się, próbując rozluźnić atmosferę. Ten skinął głową, ale nie przesunął się ani o milimetr.
- Więc jak dzielimy się zadaniami? - spytał.
- Mamy opisać pracę chłopaków w Szarych Szeregach, więc może ty zajmij się Zośką, ja Rudym, a Alka zrobimy wspólnie? - zaproponowałam.
- Okej - zgodził się Liam i wziął do ręki swoją lekturę. Rozejrzałam się za swoją książką, ale nigdzie nie było jej widać.
- Ja zaraz wrócę. Zostawiłam książkę na dole - rzuciłam i wyszłam z pokoju. Chciałam jak najszybciej zejść i wrócić, co w moim przypadku nie było najlepszym pomysłem, bo potknęłam się i po chwili turlałam się ze schodów. Na dole, koło balustrad stały dwie doniczki z jakimiś drzewkami, a ja oczywiście musiałam zakończyć swój upadek trafiając twarzą prosto w jedną z nich. Liam zaalarmowany hałasem jakiego narobiłam, wybiegł z pokoju i kiedy mnie zobaczył, zaczął się śmiać. Jeżeli są jakieś plusy spadnięcia ze schodów, to ja je właśnie znalazłam. Chyba po raz pierwszy w życiu słyszałam śmiejącego się Liama.
- To nie jest śmieszne, Payne! - krzyknęłam, mimo to. Chłopak szybko się zreflektował i przestając się śmiać, pomógł podnieść mi się z podłogi. Szeroki uśmiech nadal gościł na jego twarzy, przez co wyglądał teraz jeszcze lepiej. W kącikach oczu robiły mu się urocze zmarszczki, a brązowe tęczówki błyszczały rozbawieniem.
Otrzepałam się z ziemi i spojrzałam w lustro, wiszące na ścianie w korytarzu. Wyglądałam jakby przeszło przeze mnie tornado. Twarz miałam brudną od ziemi i krwi, która leciała z rozciętej brwi.
- Okej. To ja się pójdę umyć - oznajmiłam i ruszyłam do łazienki. - Jakbyś mógł wziąć z salonu moją książkę, to byłoby miło - uśmiechnęłam się do Liama, który nadal ledwo powstrzymywał śmiech, ale pokiwał głową. - Dzięki.
Czym prędzej schowałam się za drzwiami i jeszcze raz spojrzałam na swoje odbicie. Gorzej chyba nie mogę wyglądać. Pochyliłam się nad kranem i obmyłam twarz zimną wodą. Rana na brwi strasznie piekła, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Delikatnie przetarłam ją ręcznikiem, nie przejmując się pozostawionymi na nim plamami krwi, która nadal lekko sączyła się z rozcięcia. Otworzyłam szafkę, wiszącą nad pralką w poszukiwaniu plastrów. Oczywiście był w niej taki bałagan, że po otwarciu drzwiczek wypadło z niej kilka, bliżej nieokreślonych przedmiotów.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam za drzwiami pytanie Liama.
- Jest okej. Zaraz przyjdę - odparłam, kontynuując swoje poszukiwania.
Po chwili z zaklejoną brwią wyszłam na zewnątrz i zobaczyłam szatyna, który wpatrywał się w jedno ze zdjęć wiszących na ścianie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że było to najgorsze i najbardziej znienawidzone przeze mnie zdjęcie. Miałam na nim 6 lat i byłam przebrana za Czerwonego Kapturka, ale wcale nie o to mi chodziło. Kiedy byłam dzieckiem wyglądałam okropnie. Byłam gruba, brzydka, a moja twarz była prawie zawsze czerwona. Od niepamiętnych czasów kłóciłam się z mamą, żeby je ściągnąć, bo zwyczajnie nie chciałam tego widzieć i wstydzić się za każdym razem, gdy ktoś z moich znajomych je oglądał, ale ona uważała, że jest słodkie i nigdy na to nie pozwoliła. Teraz widząc stojącego przed nim Liama, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Jestem pewna, że ktoś taki jak on, nawet jako dziecko wyglądał bosko.
Chłopak odwrócił głowę w moim kierunku i uśmiechnął się.
- Byłaś słodka - powiedział, a ja nie wyczułam w tym ani krzty drwiny.
- Nie sądzę. Wyglądałam strasznie - mruknęłam pod nosem, czując jak się czerwienię. Spuściłam wzrok nie mogąc patrzeć na Liama.
- Hej - chłopak podszedł do mnie i lekko uniósł mój podbródek tak, żebym spojrzała na niego. - Wcale tak nie uważam, a jeśli ktoś się z ciebie śmiał, to jest głupi. Byłaś słodka. Na swój sposób urocza - lekki uśmiech na jego ustach i łagodny ton głosu był tak przekonujący, że jedyne co mogłam zrobić to skinąć głową. - W porządku?
- Tak - jeszcze raz pokiwałam głową. - Dziękuję.
- Nie ma za co. A teraz zajmijmy się tym co trzeba, okej? - zapytał i wróciliśmy do mojego pokoju. Tym razem chłopak nieco pewniej usiadł koło mnie na łóżku i odwrócił w moją stronę. - Szczerze mówiąc, nie chce mi się robić tego zadania - stwierdził, sięgając po ciastko.
- Mi też, ale musimy to zrobić - westchnęłam.
- Zrobię to w domu i później połączymy swoje prace? - zaproponował.
- Niech będzie - zgodziłam się i opadłam na łóżko. - To co teraz robimy? - spytałam, wpatrując się w sufit.
- Nie wiem - Liam wzruszył ramionami. - Jeśli chcesz, to mogę już iść.
- Nie - odparłam chyba trochę zbyt szybko i gwałtownie. - Nie, możesz zostać - poprawiłam się.
- Okej - mruknął w odpowiedzi chłopak, przeciągając samogłoski. Zmienił pozycję, siadając po turecku i opierając się o ścianę, a ja leżałam na plecach obok niego.
- Zagrajmy w Dowolne Trzy Pytania - oznajmiłam po chwili ciszy, przekładając się na bok, aby móc na niego patrzeć.
- To znaczy? - spytał Liam, spoglądając na mnie.
- Zadajemy sobie trzy dowolne pytania, na które trzeba szczerze odpowiedzieć. Co ty na to? - skupiłam na sobie jego ciepłe, brązowe spojrzenie, widząc w jego oczach wahanie. Jednak po chwili jego obawy jakby zniknęły i skinął on głową. - Ty pierwszy - zachęciłam go z uśmiechem.
- Hmm... Dlaczego tak bardzo nie cierpisz swojego wyglądu jako dziecko? - zapytał, a mi już minęła ochota na tę zabawę.
- Wyglądałam okropnie. Byłam, gruba, brzydka i cała czerwona - moje słowa ociekały goryczą, ale nie mogłam nic na to poradzić. - Nikt nie chciał się ze mną bawić, wszyscy się ze mnie śmiali i nazywali Kluchą, albo Pączkiem. Chciałabym o tym zapomnieć, zakopać to jak najgłębiej w pamięci, a te wszystkie zdjęcia mi na to nie pozwalają. Przypominają mi to jak najgorszy koszmar, największą porażkę... - nawet nie zauważyłam, że z moich oczu popłynęły pojedyncze łzy.
- Przepraszam, że zapytałem. Nie chciałem cię krzywdzić - usłyszałam smutny głos Liama. W jego oczach widziałam poczucie winy.
- Czy ciebie też koledzy wyśmiewali, gdy byłeś mały? - spytałam, próbując skupić się na czymś innym, byle nie mieć przed oczami tego zdjęcia i przestać płakać.
- Nie - chłopak pokręcił głową. - Byłem lubiany i wszyscy chcieli zwrócić na siebie moją uwagę. Uważali mnie za kogoś lepszego i zawsze stawiali mnie na pierwszym miejscu, jako tego mądrzejszego i ważniejszego.
- Więc dlaczego teraz jesteś taki zamknięty w sobie? Dlaczego z nikim nie chcesz normalnie porozmawiać? Dlaczego odciąłeś się od ludzi? - zadawałam kolejne pytania, nic już nie rozumiejąc. Chłopak zesztywniał, a ja wiedziałam, że jego chwila szczerości i otwartości zniknęła. Posunęłam się za daleko. Przekroczyłam niewidzialną granicę, co spowodowało, że powrócił do swojego zwykłego zachowania, jakie widywałam w szkole.
- Chyba muszę już iść - wstał i ruszył do drzwi.
- Liam, zaczekaj! Przepraszam! Co powiedziałam źle? Liam?! - rzuciłam się za nim. - Liam, przepraszam. Po prostu próbuję cię zrozumieć. Liam! - krzyczałam dalej, ale chłopak się nie zatrzymywał. Odwrócił się dopiero stając przed wyjściem i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć. Jednak zrezygnował i chciał wyjść, ale zatrzymałam go, łapiąc jego dłoń.
- Jesteś naprawdę fajnym chłopakiem. Dlaczego tak bardzo nie chcesz, żeby dowiedzieli się o tym inni? - złapałam się ostatniej możliwości, bo wiedziałam, że inaczej nigdy mi nie powie. Szatyn spojrzał na mnie z bólem w oczach i zacisnął szczęki. Po chwili jednak odezwał się jakby nie mógł dłużej dusić tego w sobie.
- Bo próbuję zminimalizować ofiary, rozumiesz? - przełknął głośno ślinę i kontynuował. - Jestem chory, okej? Chcę zmniejszyć straty jakie mogę wyrządzić, bo nie wiem czy wyzdrowieję - dokończył, a w jego oczach błysnęły łzy. Cały się trząsł, a ja patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Jak ktoś tak piękny może umierać? Liam wziął głęboki oddech i wybiegł z mojego domu. Zesztywniała patrzyłam jak wsiada do samochodu i odjeżdża.
- Przepraszam... - szepnęłam w pustą przestrzeń, gdzie jeszcze niedawno stał Liam. - Przepraszam...
Omg! Jak mogłaś! Dlaczego on jest chory? A po za tym na co? Dlaczego ty to zostawiasz w takim momencie?
OdpowiedzUsuńOmg! "Kamienie na szaniec" <3 a do tego nawiązujesz do "Gwiazd naszych wina", jeśli dobrze przyswoiłam ten wątek z chorobą.
Omg!( czemu ja to ciągle powtarzam? O.o) ten imagin jest świetny, genialny, cudowny, brakuje mi słów.
Ja chce drugą cześć! Masz siadać do komputera lub z telefonem i mi to napisać, bo nie wytrzymam chce znać dalszy ciąg!
Życzę weny i mam nadzieje, że dodasz tą część szybko, a nie za miesiąć :*
Edzia
Dawać dalszy ciąg! :) takie napięcie...
OdpowiedzUsuń