Strony

wtorek, 23 grudnia 2014

104. Zayn



Hej wszystkim! Jak tam święta? Czujecie ich magię? Ja nie, eh... Nie będę się tutaj długo rozpisywać.
Chciałam wam życzyć tylko spokojnych, radosnych i pełnych miłości świąt. Niech rok 2015 przyniesie wam nowe przygody i żebyście odkryli nowych siebie. Zmieńcie coś, zróbcie coś, pokochajcie coś! Po prostu żyjcie pełną piersią!
I czytajcie nasze imaginy hihi :)
Niech każdy z was jutro znajdzie pod choinką wspaniałe i wymarzone prezenty, a na razie przeczytajcie mój prezent dla was.
Komentujcie (zróbcie mi prezencik)
 :) :) :)
                                                              wasza Julu♥
ps. przepraszam za błędy ;)                                   


20.12.2014
- Jak zwykle jesteś egoistą!
- Ja?! To ty robisz awanturę i myślisz tylko o sobie (t.i.). Nie mam pojęcia, co ci znów nie pasuje.
- Ty, idioto! Jak zwykle wszystko jest na mojej głowie! Gdybyś jeszcze nie zauważył nadchodzą święta! Raz do roku mógłbyś mi pomóc z porządkami. To naprawdę nie jest dużo odkurzyć mieszkanie i umyć podłogę. Tylko o tyle cię proszę...
- I tak jedziemy do moich rodziców, więc po co w ogóle się denerwujesz?
- Jak to jedziemy do twoich rodziców?
- Zaprosili nas na święta, więc jedziemy...
- Czemu mi o tym nie powiedziałeś?! Oczywiście, po co umawiać się ze mną. Ja się nie liczę, mam tylko sprzątać i gotować!
- Wcale nie musisz tego robić, bo nie będzie nas tu na święta! Dotarło?
- Nie. Nie jadę do twoich rodziców. Byliśmy tam rok temu i ustaliliśmy, że teraz jedziemy do mojej mamy, do Polski!
- Ale moi rodzice już się przygotowali. Twoja mama jak najbardziej może wpaść i spędzić wigilię z nami. Nie ma problemu.
- Jest! Moja mama nie będzie się tłukła samolotem do obcego domu, tym bardziej, że już od roku przygotowuje się na nas przyjazd! Ale nie, zawsze musi być po twojemu!
- Cholera! (t.i.) jak chcesz to możemy spędzić święta osobno! Będzie chyba o wiele lepiej! - popatrzył na mnie gniewny.
- Owszem, będzie. Wreszcie mamy ustalone. - wyszłam z sypialni trzaskając drzwiami.
Skierowałam się do łazienki, gdzie  postanowiłam wziąć ciepły prysznic.
"Dlaczego on zawsze myśli  tylko o sobie?" - myślałam, gdy wmasowywałam w moje ciało balsam o zapachu kokosu.
Wyszłam z pod prysznica, wytarłam mokre ciało bawełnianym ręcznikiem i rozczesałam włosy. Następnie przebrałam się w piżamę i z kubkiem wcześniej przygotowanej herbaty położyłam się do łóżka.
" Oho, pan obrażalski dziś spędzi noc na kanapie. Więcej miejsca dla mnie" - uśmiechnęłam się pod nosem i sięgnęłam po książkę, którą aktualnie czytałam.
Po jakiś stu stronach mojej lektury postanowiłam się wreszcie położyć. Wypiłam zimną już herbatę i zgasiłam światło. Zamknęłam oczy i ułożyłam się wygodnie w miękkiej pościeli.
"Możemy je spędzić osobno."
Zawsze święta kojarzyły mi się z rodziną, wielkim stołem uginającym się od potraw, dużą i śliczną choinką, która pachniała żywicą, prezentami. A teraz miałam je spędzić bez niego. Nasze drugie święta i już nie będziemy razem. Super, ale ja na pewno nie dam mu wygrać. To jego wina, sam sobie zgotował taki los. Trudno.
Po tych rozważaniach uciekłam wreszcie do krainy snów i wypoczynku.
_______________________________________________________________________


23.12.2014

- Tak. Wyjeżdżam do mamy. Nie, nie mówiłam jej, że przyjadę sama. Nie chcę, żeby się martwiła. Nie dam mu wygrać! Czemu zawsze ja mam ustępować? Dobrze, wesołych świąt skarbie, widzimy się w sylwestra! No, papa! Ucałuj dzieciaki! - zakończyłam rozmowę z moją przyjaciółką i z powrotem wróciłam do pakowania walizki. Swetry, spodnie, sukienka, bielizna, piżama, kosmetyczka... - robiłam w głowie listę rzeczy, które miałam wziąć.
Nagle do pokoju wszedł Zayn i bez słowa wyciągnął swoją walizkę.
Prychnęłam pod nosem. Chłopak popatrzył się na mnie z wyższością i nadal pakował swoje ubrania. Nie chciałam być gorsza i również zajęłam się swoimi rzeczami. Skończyliśmy w tym samym czasie. Popatrzyliśmy na siebie, ale żadne z nas się nie odezwało. Postawiłam w końcu walizkę na podłodze i minęłam mulata, specjalnie przydeptując mu stopę. Wyszła z sypialni i zaczęłam ubierać buty i kurtkę. Chłopak robił to samo. Wyszłam z mieszkania, a on zaraz za mną. Zamknął drzwi, a ja wyciągnęłam rękę w jego stronę. Bez słowa oddał mi jeden zestaw kluczy, a drugi schował do kieszeni. Zeszłam po schodach i wyszłam przez bramkę, Zayn był zaraz za mną. Zatrzymałam się na chwilkę i spojrzałam w bok. On też się na mnie patrzył. Warga mu drżała, ale widocznie nie chciał nic powiedzieć. Popatrzyliśmy jeszcze raz na siebie, a potem każdy ruszył w odwrotnym kierunku. Ja na przystanek autobusowy, a on do garażu.
_______________________________________________________________________


Wyszłam właśnie z samolotu. Jak to dobrze znaleźć się na płycie lotniska w Warszawie. Był mróz, a z nieba spadały duże i ciężkie płaty śniegu. Busem podjechałam do budynku lotniska, przeszłam wszelkie kontrole celne i odebrałam w końcu mój bagaż. Teraz do mamy. Z uśmiechem na twarzy i lekkim ukłuciem w sercu popędziłam na postój taksówek przed lotniskiem. Wsiadłam do czerwonego samochodu i podałam mężczyźnie adres. Do mieszkania mojej rodzicielki dojechałam krótko przed godziną siódmą. Szczęśliwa wgramoliłam się z walizką na szóste piętro i zapukałam do drzwi z numerem 26. Otworzyła mi siwa, niska i szczupła staruszka.
- Cześć mamo! - uścisnęłam ją serdecznie.
- Córuś! Jak ja cię dawno nie widziałam! Rok, albo nawet półtora! Wyrosłaś, znowu. A gdzie twój Zayn? - spytała, widząc, że jestem sama.
- Emm... Mieliśmy taki mały kłopot, nic wielkiego, nie martw się! Zayna nie będzie. Zrobiłaś mi herbatę? Zmarzłam okropnie! - weszłam do przytulnego mieszkania, w którym spędziłam moje dzieciństwo.
Mama usadowiła mnie przy stole, dała mi kubek z herbatą, a moją walizkę zaniosła do mojego starego pokoju. Wróciła do mnie, usiadła na przeciwko mnie i splotła swoje pomarszczone dłonie.
- No, więc słucham. O co wam poszło? - wpatrywała się we mnie swoim czystym, niebieskim spojrzeniem, jakby chciała przeczytać wszystko z otwartej książki.
- O nic. Taka mała kłótnia. No i jakoś tak wyszło, że nie przyjechał. Nie miej mu tego za złe...
- Jesteś uparta. - stwierdziła.
- Mamo, to on chciał spędzić te święta osobno! Gdyby mu zależało, w końcu przystałby na moją propozycję! Poza tym, jak zwykle zostałam ze wszystkim sama, wiem, że jest zapracowany, ale powinien mi przynajmniej troszkę pomóc. Choćby umyć podłogi i odkurzyć mieszkanie. Nic więcej od niego nie chciałam! - upiłam kolejny łyk.
- I tak jesteś uparta, skarbie. No dobrze, skoro już jesteś pomożesz mi z barszczem. Na wigilię wpadnie też twoja siostra z rodzinką, więc trochę nas tu będzie. - mama wróciła do kuchenki, na której gotowały się tradycyjne potrawy. Wypiłam całą herbatę i od razu wzięłam się do roboty. Skończyłyśmy wszystko jakoś po północy i zmęczone położyłyśmy się spać.
Nie miałam już siły myśleć o Zaynie, więc szybko zasnęłam w miękkiej pościeli.
_______________________________________________________________________
- Cześć wszystkim! - wszedłem do kuchni, w której krzątały się wszystkie moje siostry.
- Zayn! - zamknęły mnie w zbiorowym uścisku.
Gdy wreszcie się ode mnie oderwały mogłem przytulić moją mamę.
- Gdzie (t.i.)? - wyszeptała mi do ucha.
Popatrzyłem na nią smutno.
- Nie będzie jej. Nie martw się, wszystko w porządku. - przytuliłem ją mocno.
Widziałem, że nie była uspokojona, ale o nic nie pytała i właśnie za to ją kocham. Ona po prostu wiedziała wszystko bez słów. Zaniosłem walizkę do pokoju gościnnego i zaraz dziewczyny zaciągnęły mnie do salonu, gdzie miałem im pomóc w ubieraniu choinki. Poczułem się, jakbym znowu miał dwanaście lat. Nasze stare ozdoby i bombki ozdabiały kolejne zielone drzewko. To było naprawdę cudne!
Po długich rozmowach wszystkie moje siostrzyczki wreszcie poszły spać, a ja wślizgnąłem się do kuchni, żeby porozmawiać z mamą.
Usiadłem przy stole i nalałem sobie szklankę soku.
- Naprawdę nic się nie stało.
- Ale jej tu nie ma. Mam nadzieję, że nie zrobiłeś nic głupiego, Zayn. Święta to czas magiczny, spędzony z najbliższymi nam osobami...
- Ty też chcesz mnie oskarżać? - spuściłem głowę.
- Nie, nie chcę. Nie wiem, o co wam poszło, ale wiem, że powinniście być razem.
Westchnąłem.
- Dobranoc mamo. - ucałowałem ją w policzek i poszedłem wziąć prysznic. Następnie położyłem się do łóżka i gdy tylko zamknąłem oczy zobaczyłem brunetkę. Moją kochaną (t.i.).
Po chwili już spałem. Śniła mi się ona.
_______________________________________________________________________
24.12.2014


Obudziłem się około dziesiątej. Siostry już nie spały. Odruchowo chciałem odwrócić się na drugi bok i przytulić (t.i.), ale jej tam przecież nie było. Wstałem, ubrałem się w dżinsy i t-shirt i zszedłem do kuchni. Zjadłem małe śniadanie razem z rodzinką. Nie byłem jakość szczególnie głodny.
- Co tak dziubiesz tym widelcem? Nic nie zjadłeś. - zauważyła jedna z siostrzyczek.
- Nie mam apetytu. - spojrzałem na mamę, a ona wolno pokiwała głową.
Musiałem czymś się zająć, żeby przestać o niej myśleć.
- Czemu nie mamy przyozdobionego domu od zewnątrz? Ktoś chyba musi się tym zająć,  ale sam nie dam rady. Kto mi pomoże? - spytałem.
- MY!!! - zbiorowy pisk siostrzyczek.
Po śniadaniu wspiąłem się na drabinę i zamieściłem chyba setki lampek. Gdy skończyłem zapadał zmrok. Wróciłem do domu zmarznięty i trochę głodny. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem moją najstarszą siostrę całującą się ze swoim chłopakiem.
- Zayn, to jest Ashton. - przedstawiła mi blondyna.
Poczułem ukłucie w sercu. Nie wiem czy to była zazdrość czy tęsknota, ale zaraz pobiegłem do mamy, która nakrywała do stołu w jadalni.
- Mamo, nie mogę tutaj z wami być.
- Wiem. - nie podniosła wzroku.
- Muszę lecieć do (t.i.). Nie wytrzymam bez niej ani chwili dłużej. Przepraszam. - spuściłem głowę.
- Zayn, zastanawiałam się, kiedy do tego dojdziesz. Leć i pozdrów ją od nas. - ucałowała mnie w policzek, a ja popędziłem do mojego pokoju, zabrałem walizkę i wybiegłem z domu.
Wsiadłem do samochodu i z piskiem opon ruszyłem z podjazdu. Kierunek - Polska i moja ukochana (t.i.).
Oby nie było za późno.
_______________________________________________________________________


Obudziły mnie piski moich kochanych siostrzeńców. Dzieci już od rana ganiały się po kuchni, wyjadając przy tym pierniczki, a nawet tłukąc szklankę. Wstałam z łóżka i cicho wymknęłam się do łazienki, żeby się odświeżyć. Ubrałam się w czerwony sweter z mikołajem i dżinsy, po czym wyszłam z łazienki. Z uśmiechem na twarzy weszłam do kuchni i zaraz zostałam "napadnięta" przez chłopców.
- Cześć maluchy, jak wy wyrośliście. - zmierzwiłam im jasne czuprynki.
- Odkąd tu przyjechaliśmy chcieli wejść do twojego pokoju i cię obudzić. Wiesz, jak trudno było je od tego pomysłu odciągnąć?- teraz wylądowałam w objęciach siostry.
Mama w tym czasie podała mi skromne i postne śniadanie, które zjadłam ze smakiem.
- To mów co nowego w Anglii? - zagadała mnie siostrzyczka.
- Dobrze. Zayn pracuje bardzo intensywnie, a ja maluję i wystawiam moje obrazy na aukcje. Czasem uda mi się coś sprzedać, nie narzekamy na brak pieniędzy...
- A właśnie, gdzie twój przystojny mulat?
- W domu, u swoich rodziców.
- Żartujesz? - spytała  zaskoczona.
- Niestety nie. Święta spędzamy osobno. - posłałam jej wymuszony uśmiech.
O nic już nie pytała. Po śniadaniu wyszłam z dzieciakami na dwór. Ulepiliśmy bałwana i wróciliśmy dopiero popołudniu do domu. Przyjechał szwagier, który musiał być jeszcze rano na jakiejś operacji i teraz zabawiał nas rozmową o wyrostku pacjenta. Super. Następnie nakrywałyśmy z mamą do stołu. Siostra i jej mąż cały czas się wygłupiali. Przyznam się, że zatęskniłam za Zaynem. Smutna uciekłam do łazienki i usiadłam na brzegu wanny.
"Czemu jestem taka uparta?" - po moich policzkach wolno płynęły łzy.
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, wytarłam nos i wpuściłam gościa do środka.
Mama, ona zawsze wyczuła kiedy coś jest nie tak.
- I co uparty osiołku? - przytuliła mnie. - Musisz, chyba zebrać się w sobie i polecieć do niego, bo inaczej coś czuję, że będą to twoje najgorsze święta.
- Ale  ja przyleciałam do ciebie. Tak dawno się nie widziałyśmy, tęskniłam.
- Wiem. Za nim też tęsknisz, a ja nie mogę patrzeć na ciebie, jak smutnie patrzysz na jemiołę wiszącą nad stołem. Wyrzucam cię z domu (t.i.). Masz zabrać walizkę i jechać do niego, ale to raz, dwa. - ucałowałam ją w czoło i wyskoczyłam z łazienki.
Zabrałam walizkę, wręczyłam chłopcom prezenty, pożegnałam się z siostrą i szwagrem i już mnie nie było. Pustym autobusem dojechałam w końcu na lotnisko, na którym też były zaskakujące pustki.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- Poproszę bilet na najbliższy lot do Londynu.
- Niestety, będzie mały problem, ponieważ nad wyspami rozpętała się śnieżyca, więc loty kierowane są najpierw do Amsterdamu, a z tamtąd do Londynu, jeśli oczywiście będą korzystne warunki atmosferyczne.
- Czyli mogę nie dotrzeć tam dzisiaj?
- Jest takie ryzyko.
- No dobrze, w każdym razie poproszę ten bilet.
-  Jak sobie pani życzy.
Po godzinie siedziałam już w samolocie.
- Witam państwa na pokładzie linii lotniczych Lot. Nazywam się Dariusz Tyrka i będę państwa pilotem, aż do Amsterdamu. Życzę państwu miłego i spokojnego lotu.
Wystartowaliśmy. Obym go dzisiaj zobaczyła.
_______________________________________________________________________


Wylądowałem awaryjnie w Amsterdamie. Super, nie ma to jak burza śnieżna. Zdenerwowany usiadłem w jakiejś kawiarni i spróbowałem zadzwonić do (t.i.). Ma wyłączony telefon. Super, widzę, że jej nie przeszło. Zdenerwowany przewróciłem oczami.
"Czemu ona jest taka uparta?"
Zamówiłem kawę, którą teraz powoli sączyłem. Była czarna i gorzka.
Jeszcze raz wykręciłem numer do dziewczyny.
Nadal nic, zero odpowiedzi.
"To ja się staram do niej przyjechać, lecę samolotem w wigilię, żeby się z nią spotkać, a ona ma bezczelnie wyłączony telefon, tak? I pewnie uważa, że to jest w porządku. Nie, no super, mogłem cholera zostać w domu!" - gotowałem się w środku.
Na dodatek wyświetlono komunikat, że lotnisko jest sparaliżowane i do jutra nie wystartuje stąd ani jeden samolot.
Opuściłem budynek lotniska, żeby zapalić papierosa. Usiadłem na krawężniku i wyjąłem jednego z paczki.
Nagle usłyszałem dzwonek telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz. (t.i.).
- Halo?
- Cześć Zayn...
- Cześć.
- Nadal jesteś na mnie zły?
- Nie.
- Chciałam cię przeprosić za wszystko. Nie powinnam była się tak unosić i... - odjąłem słuchawkę od ucha.
- I kłócić się. To niczego nie przyniosło. Chciałam te święta spędzić z tobą i niestety dopiero teraz to sobie uświadomiłam. Przepraszam. - jej głos dobiegał z boku. Odwróciłem się i zobaczyłem ją siedzącą na chodniku z podkulonymi nogami. Płakała.
- Halo? Zayn? Halo?! - cisnęła telefonem o ziemię i ukryła twarz w dłoniach.
Patrzyłem na nią pobłażliwie i jakoś nie mogłem zrobić kroku w jej stronę.
W końcu stanąłem naprzeciwko niej, a ona podniosła wzrok, a potem jej smutne, zielone oczy spojrzały wprost w moje.

- Zayn! - rzuciła się na mnie, a ja mocno ją uścisnąłem.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam... - szeptałem te słowa jak mantrę.
Z utęsknieniem pocałowałem ją, a ona wplotła palce w moje włosy.
- Co ty tu robisz? - spytała zaskoczona, kiedy się od siebie oderwaliśmy.
- Leciałem do ciebie, nie mogłem tam wytrzymać bez ciebie, (t.i.). A ty?
- Też nie wytrzymałam. Przepraszam, nie powinnam być taka uparta. - spuściła głowę.
- Właśnie to, w tobie lubię najbardziej. - jeszcze raz ją pocałowałem.
Objąłem ją w talii i zabrałem jej i swoją walizkę.
- Gdzie idziemy? - spytała.
- Musimy zarezerwować sobie jakiś hotel, bo dzisiaj już się stąd nie wydostaniemy.
- Popatrz, chcieliśmy te święta spędzić osobno, a jesteśmy na siebie zmuszeni. - zaśmiała się.
- Tak i na słownik, bo nic tutaj nie rozumiem. - śmialiśmy się już oboje.
Szliśmy w milczeniu w głąb miasta.
- Zayn?
- Tak?
- Kocham cię.
- Też cię kocham.




2 komentarze:

  1. Awww.... w świeta wszystko piękne!
    Cudowny, romantyczny imagin!
    Wesołych Świąt!
    Weny!
    Edzia :*

    OdpowiedzUsuń