Strony

sobota, 21 grudnia 2013

24. Louis

Hejo, macie imagina o de mnie :) Komentujcie, bo to wielka motywacja, ale też krytykujcie, bo to pozwala się poprawić.
ps. Dziękuję za wszystkie świąteczne życzenia i wszystkim również życzę WESOŁYCH ŚWIĄT i SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! ♥
                                                                   wasza Julu


- (tu imię) skończ wreszcie! Siedzisz już nad tym od godziny! Wypracowanie mamy oddawać dopiero za tydzień! - mój przyjaciel siedział u mnie na łóżku i bawił się włosami.

- Ale Louis, ja muszę to skończyć!

Chłopak na chwilę przygasł.

- Jesteś nudna.

- No i co z tego? Nikt cię tutaj nie trzyma. - słowa przyjaciela, trochę mnie zraniły.

Wróciłam do pisania pracy na temat ekologicznego pozyskiwania prądu. Zawsze byłam szóstkową uczennicą. Wszystko miałam w małym palcu. Robiłam wszystkie projekty, zaraz po zadaniu ich. Taka już byłam.

- W sumie prawda, ale ja nie mogę patrzeć jak siedzisz tu przez cały czas. Kiedy ostatnio gdzieś wyszłaś? - pytał chłopak.

- Wczoraj. - powiedziałam obojętnie.

- Wczoraj? Gdzie niby?

- A do sklepu.

- Na serio (tu imię) i ty to nazywasz wyjściem?

- No. Chyba wychodzę z mojego pokoju? Ba, nawet z domu! - zaśmiałam się pod nosem.

- Nie chcesz się czasem od tego oderwać? Zaszaleć? - pytał wlepiając we mnie swoje oczy.

- Chce się dostać na Oxford. To jest moje marzenie.

Chłopak westchnął głośno.

- Naprawdę? Twoim marzeniem jest zakuwanie?

- Tak. Co się dzisiaj ugryzło, cały czas mi dogryzasz. Jak pomagam ci w projektach to nie skarżysz się, że masz taką przyjaciółkę. Powiedziałam ci, że wcale nie musisz tu ze mną siedzieć. Idź, przecież cię nie trzymam. - wskazałam ręką na drzwi.

- Ale ja chyba nie chce wychodzić. - spuścił głowę, patrząc teraz na dywan.

- Więc co ty w końcu chcesz? - usiadłam obok chłopaka.

- Przepraszam (tu imię), tylko że, po prostu mam złe dni.

Spojrzałam na niego spod łeba.



- Złe dni? A co cię gryzie Louisku?

- Że dostaniesz się na ten cały Oxford.

Spojrzałam na niego pytająco.

- No, bo jak się dostaniesz na uniwersytet, to co będzie ze mną? Zostanę tu w Doncaster, a ty wyjedziesz daleko i... - głos się mu zawiesił.

- I co?

- I mnie zostawisz. Nie będzie cię tutaj. Nie zrozum mnie źle, ale ja nie chcę, żebyś się tam dostała.

- Oh Louis, przecież ty masz masę przyjaciół.

- Nie prawda, to tylko ludzie, którzy zwą się moimi przyjaciółmi. Tak naprawdę mam tylko ciebie i chłopaków.

Teraz ja zwiesiłam głowę. Nie myślałam, co będzie, gdybym rzeczywiście dostała się na uniwersytet. Pewnie bym się wyprowadziła do Londynu. Tak by było najprościej.

- Louis, wiesz, że zawsze będziesz mógł na mnie liczyć. Poza tym, pozwól, że się pomartwimy, kiedy już się tam dostanę. Dobrze?

- No dobra, ale widzisz jak mi na tobie zależy? Znamy się od tak dawna, a ty mi się jeszcze nie znudziłaś. - puścił do mnie oko.

- Rozumiem, że mnie przepraszasz, za tamto? - wstałam z łóżka. - Kto ostatni na dole ten sprząta po imprezie, którą zaraz zrobimy! - krzyknęłam, wybiegając z pokoju.

Chłopak biegł za mną. Wbiegłam do kuchni.

- Pierwsza! - uśmiechnęłam się do chłopaka.

- (tu imię) co ty chcesz zrobić?

- Mam pewien pomysł. - uśmiechnęłam się.



Po około dwóch godzinach, od mojego wspaniałego pomysłu u mnie w domu było z dwadzieścia osób. Rodzice wyjechali do babci, więc mogłam zrobić imprezkę. Oczywiście obiecałam im, że wszystko będzie w porządku. Po całym domu chodzili ludzie. Głównie przyjaciele Louisa i kilka moich znajomych. Kręciłam się od pokoju do pokoju przynosząc napoje i chipsy. Grała muzyka. Część ludzi wyszło do ogrodu.

- (tu imię) widziałaś Louisa? - do kuchni wszedł Harry. - Ooo... - chłopak, aż zasłonił usta dłonią.

- Nie widziałam. Coś nie tak? Rozmazałam się? O co chodzi Harry?
- Wyglądasz... Pięknie. - na jego twarz wkradł się uśmiech. Spojrzałam na siebie. Byłam ubrana w sukienkę. Do tego założyłam czarne szpilki, a włosy upięłam w kok. Zrobiłam również delikatny makijaż.


- Eee, dziękuję. - uśmiechnęłam się. - Pomożesz zanieść przekąski? - podałam mu tacę.

- (tu imię) zjawiskowa sukienka. - Zayn uśmiechnął się do mnie i wyjął pepsi z lodówki.

- Dziękuję, aż takie to dziwne, że mam na sobie sukienkę czy co?

- No, w takiej ładnej cię jeszcze nie widziałem. - do kuchni wszedł Liam.

- Co wam odbiło?

- Oni cię wszyscy podrywają. - do kuchni wszedł Niall. - A na marginesie, rzeczywiście ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się, po czym wziął garść naczosów i odszedł.

Wyszłam z kuchni i usiadłam przy moich koleżankach. Gadaliśmy o imprezie.

- Przepraszam was, ale wyjdę zobaczyć jak na dworze. - wstała z kanapy.

Wyszłam przez drzwi tarasowe. Ludzie siedzieli na krzesłach i tarasie patrząc w gwiazdy.

- (tu imię) możemy skorzystać z basenu? - podeszli do mnie koledzy Louisa.

- Tak, oczywiście. Nie ma problemu. - uśmiechnęłam się do nich ciepło. - Widzieliście może Louisa?

- Nie, może jest gdzieś na górze. - wskoczyli już do basenu.

,, Gdzie on się podział? ,, - wróciłam do domu.

- Hej (tu imię) . Ślicznie wyglądasz. - przywitała mnie moja kuzynka.

- Dziękuję. Muszę iść na chwilę do toalety. Zaraz wracam. - wyminęłam ją i weszłam na piętro.

Weszłam do łazienki. Przy umywalce stał Louis i mył ręce. Wzrok miał spuszczony, więc nie widział mnie w lustrze. Przyskoczyłam do niego cichutko i zakryłam mu oczy rękami.

- Em kto to może być czyżby to... - chłopak zaczął mnie łaskotać. Skuliłam się ze śmiechu.

- Czy to (tu imię)? - chłopak patrzył na mnie z podziwem.

- No to chyba jasne, że to ja? - patrzyłam na niego.

- Nie poznałem cię. Wyglądasz... ślicznie. - Louis nie odrywał ode mnie wzroku.

- Dziękuję. Nie tylko ty mi to mówisz. - uśmiechnął się delikatnie.

- Bo to prawda. (tu imię). Ty zawsze ślicznie wyglądasz. - przybliżył się do mnie.

- Louis co ty odwalasz?

- Zauroczyłem się chyba. Co byś powiedziała widząc cały świat?

- Nie wiem, chyba jaki ogromny. A ty?

- Woooo... (tu imię) spójrz na mnie.

Popatrzyłam się w jego oczy.

- Woooo. - wydusił cicho Louis.

- Czy ty? - spojrzałam na niego podejrzliwie.

- Czy ja co? - zaczął śmiesznie ruszać brwiami.
- Czy ja, no wiesz...

- Tak jesteś moim całym światem. Nareszcie ci to powiedziałem. I wyjedziemy razem do Londynu dobrze?

- Tak. - wtuliłam się w jego tors.

- Kocham cię. - wyszeptał mi do ucha.

- Ja ciebie też.

Louis wziął mnie na ręce i zniósł po schodach.

- O Louis się znalazł i niesie jeszcze jedną zgubę. - uśmiechnął się Harry.

- Co wy wyprawiacie? - podskoczył Liam.

- Oni się kochają. Zakochana para, zakochana para. - krzyczał Niall.

Louis wyniósł mnie na taras. Cały tłum podążył za nim.

- Co ty wyprawiasz? - próbowałam wyrwać się z jego uścisku.

- Ja po prostu pracuję na wspaniałe wspomnienia z tobą w roli głównej. - wpił się w moje usta. Poddałam się chwili. Było cudownie, pocałunek był subtelny i delikatny, aż nagle... wpadłam do wody. Był to dla mnie szok. Wypłynęłam na powierzchnię. Obok mnie śmiał się Louis.

- Ty! - krzyknęłam i zaczęłam go chlapać. - Jak mogłeś to zrobić?

- Przepraszam, ale za ładne wyglądałaś i każdy się czepiał mojego całego świata. - uśmiechną się łobuzersko.

- I tak cię nie lubię.

- Ale kochasz?

- Chyba tak.


W nocy

Siedziałam na ławce, na tarasie. Impreza skończyła się godzinę temu. Ja i Louis byliśmy najgorętszym tematem pogaduszek. Wszyscy nam gratulowali. Trzymałam w ręce kubek herbaty. Przyszedł Louis niosąc koc. Przykrył najpierw mnie i usiadł obok.

- Jak mogłeś?

- Oj już cię przeprosiłem. - cmoknął mnie w policzek.

Upiłam łyk herbaty.

- Kocham cię. - usłyszałam cichy szept nad moim uchem.

- Ja ciebie też Louis. Tylko nie myśl, że odpuszczę ci sprzątanie. Lepiej od razu się za to zabierz, jutro rano wracają rodzice. W końcu przegrałeś. - uśmiechnęłam się i wstałam zmierzając do swojego pokoju.

- Ale wygrałem dzisiaj coś o wiele cenniejszego. Ciebie (tu imię). - pocałował mnie czule.

2 komentarze: