Strony

niedziela, 22 grudnia 2013

25. Harry

Hejo kochani :) macie kolejnego imagina mojego autorstwa. Przepraszam, że znów Harry, następny będzie o kimś innym. Jak idą wam porządki świąteczne? Ja wczoraj skończyłam. Mam nadzieję, że się połapiecie w moim myśleniu. Komentujcie
Życzę wam jeszcze raz Wesołych Świąt i żeby rok 2014 był waszym kolejnym, wspaniałym rokiem, który przeżyjecie. Pamiętajcie bierzcie z życia jak najwięcej i cieszcie się każdego dnia z każdej małej rzeczy.
                                                                                    wasza Julu♥


- (tu imię) chodź tu! - wołał zniecierpliwiony głos.

- No ale gdzie?! - rozglądałam się we wszystkie strony.

- No tutaj głuptasie!

- ,,Tutaj,, to znaczy gdzie?! - krzyczałam coraz bardziej poirytowana.

Stałam na środku szkolnego korytarza w sektorze C. Moja szkoła była ogromna, więc została podzielona na cztery sektory: A, B, C i D. Był to dziwny widok. Pusty korytarz, naprawdę dziwne. Zapytacie zapewne, ale dlaczego pusty? A no dlatego, że szkoła była dawno zamknięta. Więc co ja tu robię? Sama nie wiem. Jestem dobrą i poukładaną uczennicą, staram się być dla wszystkich miła i uprzejma, nawet dla moich wrogów. Tak to trudne, no ale cóż. Naprawdę ,,włamanie,, się do szkoły to nie w moim stylu! Jestem grzeczną dziewczynką! Więc co ja robię?! Idę sobie grzecznie korytarzem w sektorze C za tajemniczym głosem, ale zapewniam was, że jestem normalna.

- (tu imię)!

- Kim ty właściwie jesteś? I po co ja tu przyszłam, po co mnie tu wołałeś?! Ja... nigdy nie weszłabym do zamkniętej szkoły! Nigdy bym się nie włamała! Nigdy! -krzyczałam w ścianę przede mną.

- Nigdy?
Odwróciłam się gwałtownie, myśląc, że tam zastanę tę osobę, ale nic, PUSTKA. Teraz bałam się i to nie na żarty.

- Dobra ja wychodzę! - skierowałam się w stronę wyjścia.

Biegłam korytarzem, ale gdy zobaczyłam drzwi i już miałam przez nie wybiec na dwór one znienacka się zatrzasnęły. Szarpałam mocno za klamkę, ale na próżno.
Odwróciłam się i oparłam o drzwi.

- Czego ty ode mnie chcesz? Kim ty jesteś? Mam tego dość! Wypuść mnie! Proszę!- krzyczałam, a mój głos niósł się po całym wielkim budynku.

- Jestem kimś, kogo już nie ma. Jestem nikim. Jestem twoim największym marzeniem...

Nagle poczułam, że lecę do góry. Zakryłam oczy rękami i zaczęłam głośno piszczeć. Byłam obwiązana jakąś linką w pasie i teraz dyndałam wysoko pod sufitem.

- Puść mnie! Już nie chcę! Zostaw mnie w spokoju! - wierzgałam nogami.

W końcu zaprzestałam moich i tak bezsensownych czynności uwolnienia się i wisiałam teraz jakieś cztery metry nad ziemią.

- Błagam, wypuść mnie! Ja nic nie zrobiłam! - do moich oczu napływały łzy.

- Oczywiście, że nie. - przed moim nosem zmaterializował się jakiś chłopak.

Otworzyłam oczy ze zdumienia i nie umiałam wydobyć z siebie żadnego głosu, nic kompletnie. Dosłownie przede mną stał chłopak. Miał kręcone włosy, które w nieładzie pokrywały jego głowę.

- Ale masz minę. - roześmiał się ukazując słodkie dołeczki.

Bałam się nie na żarty. Ja zwariowałam! Bo kto normalny widzi przezroczystego chłopaka, unoszącego się cztery metry nad ziemią?!

- Odsuń się ode mnie i wypuść mnie. Ja się boję. Bardzo. - po moim policzku pociekła mała kropelka.

- No cóż nawet po śmierci, ktoś płacze z mojego powodu. - chłopak spuścił swoją mglistą głowę.

- Po... po... po czym?!

- Po śmierci. Tak jestem duchem, ale nie bój się nie zrobię ci krzywdy.

- Chyba w to wątpię.

- Nie, naprawdę. - chłopak pstryknął palcami, a ja gwałtownie opuściłam się na dół, po czym linka w moim pasie sama się odwiązała. Chłopak zleciał do mnie i usiadł na parapecie.

- Nie proszę cię żebyś to zrobiła, ale przynajmniej mnie wysłuchaj.

- Co? Ja nie chcę się z tobą zadawać. Pewnie zwariowałam. - chwyciłam się za głowę, żeby sprawdzić, czy nie mam gorączki.

- Proszę, nie odchodź. Co ci szkodzi posłuchać?

Zatoczyłam się i usiadłam bezradnie na ziemi.

 - Ale...

- Po prostu posłuchaj. - Chłopak wpatrywał się w okno. - To zdarzyło się jakieś osiem lat temu. Wychodziłem właśnie ze szkoły. Był to kolejny nudny, normalny dzień. Skierowałem się w stronę domu. Przechodziłem przez ulicę, gdy zauważyłem dziewczynę. Stała prawie na środku ulicy i zbierała rzeczy, które wysypały się jej z plecaka, a na nią pędziło rozpędzone auto. Nie myśląc rzuciłem się jej na ratunek.
Odepchnąłem ją na pobocze, a sam... no cóż. Przyjechała po mnie karetka, ale było już za późno. Przechodziłem do tamtego świata, byłem już bardzo blisko. Widziałem nawet złotą bramę, gdy wszystko zniknęło i panowała ciemność. Gdy się ocknąłem, wylądowałem tutaj. W mojej szkole. Czasem myślę, że to przez to, że zawsze byłem niegrzeczny i ogólnie rzecz biorąc nie byłem dobrym uczniem. Wręcz przeciwnie. No, ale to jest straszne. Siedzę tutaj od ośmiu lat, taki przezroczysty. Nie mogę stąd wyjść, nie umiem z nikim rozmawiać, prócz z tobą. - chłopak spojrzał na mnie, a jego oczy zalśniły na chwilę zielenią. - To dziwne, ale tylko ty mnie rozumiesz. W sensie, że mnie słyszysz. Pamiętasz ten deszczowy dzień, dokładnie 104 dni temu? Pamiętasz jak usłyszałaś głos mówiący że dostałaś dwóję, tylko nie płacz i nie histeryzuj, dzwonię do twoich rodziców, zostajesz wydalona ze szkoły. Wtedy popatrzyłaś na nauczyciela i pobladłaś. Podeszłaś do niego i zaczęłaś krzyczeć, żeby cię nie wywalali, a on odesłał cię do pielęgniarki? Pamiętasz? On tego nie mówił. To byłem ja.

Popatrzyłam na chłopaka, a moje oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej.

- Czy to ty podpowiadałeś mi na kartkówce z biologii?

- Jednak zły duch na coś się przydaję. - puścił do mnie oczko. - Ale wracając do historii. Wylądowałem tutaj, no i od ośmiu lat jestem małym postrachem tej szkoły. Najpierw się bawiłem, ale od dłuższego czasu się po prostu nudzę. Gadałem z ludźmi od niechcenia w końcu natrafiłem na ciebie. Nikomu się jeszcze nie pokazałem, więc możesz czuć się zaszczycona. Myślę, że ty jesteś wybraną. Tylko ty możesz mi pomóc.

Chłopak znów spojrzał na mnie kręcąc nerwowo kosmyk swoich włosów.

- Że niby kim ja jestem?

- Wybraną. Wybrana to osoba, która może pomóc duchowi. Są różne typy wybranych. Wybrani mogą pomóc duchowi zagubionemu, czyli takiemu jak ja. Ja jestem zagubionym duchem i tylko wybrana bądź wybrany może wskazać mi drogę do tamtego świata.

- I że ja niby znam drogę do nieba? Człowieku ja mam czasem problem z trafieniem do domu, a ty mi mówisz, że znam drogę do tamtego świata? Na głowę upadłeś?

- Ja nie, przecież to ty rozmawiasz z duchem. - znów uśmiechnął się cwaniacko.

- Co fakt to fakt. Spróbuję ci jakoś pomóc, ale dopiero jutro, bo nie wiem czy śnię czy nie, i ogólnie muszę chyba wziąć aspirynę.

- Ale nie musisz mi pomagać. Ja naprawdę byłem złym człowiekiem i w sumie nawet jestem złym duchem. Oczywiście na ile pozwalają mury szkoły, bo wiesz, co można złego tu zrobić? Robię to wszystko, co robiłem za życia. Może właśnie to jest moja kara, za tamto życie?

- I tak chcę ci pomóc.

- Ale możesz zginąć i utknąć tu razem ze mną. Na wieki.

Znów mnie zmroziło. Tutaj, na... na WIEKI?! A co z moim życiem, moją rodziną? Co ze mną? Boże, ja nie chcę umierać, ja chcę żyć! Nie, nie mogę mu pomóc. Nie mogę tak ryzykować.

- Nie musisz. Wystarczy, że ja straciłem życie, ratując kogoś innego, ty nie musisz.

- Współczuję ci, ale ja nie jestem w stanie ci pomóc. Nie umiem. - w moich oczach zbierały się łzy.

- Nie przejmuj się. Nie martw się o mnie. - chłopak wytarł moją łzę.

- To dziwne, ale myślałam, że duchy przenikają przez wszystko.

- Ja też tak myślałem. To dowód, że jesteś wybraną.

- Ale ja...

- Wiem. Nic się nie stało. Naprawdę.

- Jak nic się nie stało?! Utknąłeś tu na zawsze! Koniec! - zaczęłam panikować.

- No cóż...

- No cóż? Nie, nie mogę tak cię zostawić. To by było gorsze niż śmierć. Nie mogę, żyć z myślą, że kogoś uśmierciłam. Pomogę ci. - uśmiechnęłam się do chłopaka i pocałowałam go w policzek.

- To taki całus na pożegnanie, ale nie martw się przyjdę tu jutro i coś wymyślimy. Obiecuję. - wstałam i ruszyłam w stronę drzwi. Wyszłam na zewnątrz i odwróciłam się w stronę chłopaka. On podszedł do mnie, ale gdy tylko chciał wyjść na zewnątrz, po prostu zostawał zatrzymany.

- Nie mogę wyjść.
- Jeszcze kiedyś będziesz mógł. Do zobaczenia.

- Do jutra. Wiesz co? Przypominasz tą dziewczynę z przed ośmiu lat. Jesteście identyczne. - po tych słowach chłopak zniknął a ja ruszyłam w stronę domu.
- Boże w co ja się wpakowałam? Przecież duchy nie istnieją. Muszę odpocząć. - całą drogę rozmyślałam o tym wszystkim.
Nie mogłam być jakąś wybraną. To nie mogłam być ja.


Dzień później.
Przyszłam wcześniej do szkoły. Poprosiłam woźną, żeby szybciej otworzyła mi klasę. Siedziałam w pustym pomieszczeniu udając, że czytam podręcznik.

- Emm... siedzi tu wybrana, która przypadkiem może pomóc zagubionemu duchowi. Czy jakiś duch chce skorzystać z takiej okazji? - powiedziałam dość głośno.

- No cześć. - za moimi plecami odezwał się głos, na którego dźwięk aż podskoczyłam.

- Nigdy więcej tak nie rób! - wysedziłam  przez zaciśnięte zęby.

Chłopak zaśmiał się tylko.

- (tu imię). - przedstawiłam się, wyciągając rękę w stronę chłopaka.

- Oh, Harry. Jak to dziwnie brzmi. HARRY. - roześmiał się podając mi dłoń, która i tak przeszła bez trudności przez moją.

- Ale i tak cię poczułam.

- Ja też (tu imię).

- Musimy wymyśleć co mam zrobić, żeby ciebie uwolnić...


I tak leciały dni, i miesiące, a (tu imię) i Harry dalej próbowali dojść, jak wyciągną go z pośredniego świata. W miarę czasu, gdy się ze sobą spotykali zakochiwali się w sobie, nawet o tym nie wiedząc. (tu imię) nigdy nie miała ,,prawdziwego,, chłopaka, a Harry nie pamiętał, jak to jest być zakochanym. Ich miłość rozkwitała, aż do pewnego dnia...
- Cześć Harry. - stałam w pustej łazience dla personelu.

- Witaj (tu imię). - na twarzy chłopaka zagościł uśmiech.

- Wymyśliłeś coś nowego? - spytałam.

- Nie, a ty?

- Również nie. - zrobiłam krok do przodu i poślizgnęłam się na mokrych kafelkach. Wpadłam w ramiona Harrego, który mocno mnie złapał. Myślałam, że znów przelecę przez niego, jak przez powietrze, ale nie. Tkwiłam w jego ciepłym uścisku.

- Czy ja cię złapałem?

- Tak. Na to wygląda. W ogóle dzisiaj jesteś bardziej... ludzki. Nawet twoje oczy... czy one są zielone? - spojrzałam na tęczówki chłopaka.

- Tak, one były zielone. - chłopak wypuścił mnie i spojrzał w duże lustro wiszące na ścianie.

- Czy to jestem ja? - spytał wskazując na chłopaka o zielonych oczach i kręconych włosach, który ukazywał się w lustrze.

- Tak. To ty i twoje odbicie Harry. - chłopak odwrócił się w moją stronę.

- (tu imię) ja... co ty zrobiłaś? Czy to jest to o czym myślę? Czy ty rzuciłaś jakieś zaklęcie, czy coś?

- Nie Harry, ja nic nie zrobiłam.

- Poczekaj... ty nic nie zrobiłaś, nie ty się pojawiłaś i to wystarczyło. Wystarczyła ludzka mowa i prawdziwe, żywe uczucie. (tu imię) ja się chyba zakochałem. Wcześniej nie byłem tego pewny, bo zapomniałem jak to jest czuć, ale teraz. Teraz jestem pewien.
- Ale Harry...
- Nie (tu imię) ja wiem, że jesteśmy już blisko, to znaczy ja jestem blisko tamtego świata, czuję to!

- Ale jak? Co musimy zrobić? Harry?

- Wiem... - chłopak zbliżył się do mnie i delikatnie musnął moje usta. Trwało to chwilkę, ale i tak poczułam jego smak na moich wargach. Chłopak oderwał się ode mnie i powoli otworzył oczy. W milczeniu stał i czekał. Nic się nie działo. Jego mina zrzedła.

- Przepraszam. Ja myślałem, że to zadziała. - wpatrywał się w podłogę, podziwiając kafelki.

- Ja chyba też się zakochałam,. Harry, a za miłość się nie przeprasza. - teraz ja leciutko musnęłam jego wargi.

W jednej chwili wszystko się zmieniło. Siedziałam na krześle w sali szpitalnej. Obok mnie w łóżku leżał nikt inny tylko właśnie Harry. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Wstałam i podeszłam do jego łóżka. Usiadłam przy nim i splotłam nasze palce. Nagle na salę wbiegli lekarze i z okrzykami radości podbiegli do mnie i do Harrego.
- To jest cud, żywy cud, jak żyję nie widziałem, czegoś takiego! - krzyczał jeden.

Wtedy Harry usiadł i pocałował mnie czule i nagle coś się stało. Wszystko do mnie dotarło. Przed moimi oczami przesuwały się wspomnienia, jak klatki filmu. To ja byłam tą dziewczyną, którą uratował Harry, to ja tu do niego przychodziłam codziennie, czyli on nie zginął tylko...

- Harry ty nie umarłeś, tylko byłeś w śpiączce. To dlatego, byłeś w pośrednim świecie. To dlatego! - patrzyłam się na niego jak na wariata. - I to ja byłam tą dziewczyną, którą uratowałeś, to ja!

- Ale jak ty mi pomogłaś? Przecież ty jesteś wybraną.

- Tak, ale pomógł ci mój duch, a nie osoba. To się wydarzyło, ale w pośrednim świecie, a tam mają wstęp tylko duch. Wiesz ile ja na ciebie tutaj czekałam? Całe osiem lat skarbie. - rzuciłam się chłopakowi na szyję i mocno się w niego wtuliłam,

- Ty jesteś wybraną. Ja cię wybieram na zawsze, kotku na zawsze.
 

2 komentarze:

  1. ja ciee! ale słodkie! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku <3 naprawdę podziwiam was za to, że macie nowe pomysły^^

    OdpowiedzUsuń