Strony

sobota, 28 grudnia 2013

29. Zayn

hej
Macie kolejnego imagina ode mnie. Proszę o komentarze, bo nie mam zielonego pojęcia, czy wam się spodoba, więc powiedzcie mi to :)
                                                                                               wasza Julu


- On nie może się dowiedzieć! - leżałam na łóżku zalana łzami. Zayn Malik. Światowej sławy piosenkarz, ja zwykła dziewczyna zaczynająca jako tancerka. W mediach od kilku tygodni od nas głośno. Ujawniliśmy się ze związkiem przez wypadek jakiś czas temu, ale spotykamy się od roku. Teraz jednak po prostu musimy się rozstać. Przez kolejny wypadek.
 "Nie, no masakra. Zabije mnie!" - myślałam gorączkowo. Nagle do moich uszu dobiegł pewien dźwięk.
- Kochanie wróciłem!
"Nie!!!" - schowałam się pod kołdrę, dalej płacząc w poduszkę.
Chłopak otworzył drzwi do sypialni.
- (t.i) co się stało? - jego głos był miły i zaniepokojony. Na razie miły.
- Nic. - wyszeptałam.
- To po co chowasz się pod kołdrą? - spytał roześmiany.
Wyszłam z mojej kryjówki. Zobaczyłam chłopaka, który spoglądał na mnie ciekawsko. Jego czekoladowe tęczówki uporczywie wpatrywały się w moją twarz.
Usiadł obok mnie i otarł łzę z mojego policzka. Uciekłam od jego dotyku.
- Co się stało? Proszę powiedz.
- Nie mogę...
- Możesz. - uśmiechnął się w moją stronę.
- Nie Zayn. My... O Boże. Jestem w ciąży. - to ostatnie zdanie wyszeptałam prawie bezgłośnie, zamykając oczy i czekałam na reakcję chłopaka.
On wstał i podszedł do dużego okna. Złączył ręce i chwycił cię za głowę. Wiedziałam, że nie będzie zadowolony. Siedziałam dalej na łóżku i znów moje oczy napełniły się łzami. Wiedziałam, że tak być nie może. Byłam zła na siebie, na wszystko.
Chłopak wziął kilka głębokich wdechów i usiadł z powrotem na łózko.
- Po pierwsze nikt, powtarzam NIKT nie może się o tym dowiedzieć. Rozumiesz? - patrzył na mnie bezemocjonalnie.
Lekko kiwnęłam głową.
- To moje dziecko?
- Tak.
- (t.i) jeśli to też moje dziecko to chcę cię o coś poprosić. Wiesz, że to niedobry moment na dziecko. Nie wiem, jak mogliśmy tak wpaść. Ja koncertuje, ty też dużo pracujesz, widzimy się dość krótko, ale jak widać korzystamy. Jednak muszę cię o coś prosić... Usuń ciążę. - wymówił to wszystko tak zimno.
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. Jak on mógł mnie prosić o coś takiego? Jak mógł nie chcieć czegoś, co stworzył z miłości. Odrzucał nasze dziecko. NASZE. To tak, jakby odrzucał cząstkę nas.
- Nie. - podniosłam na niego wzrok. - Nie zabiję człowieka! - krzyknęłam.
- Ale (t.i) my nie damy rady...
- Jak byśmy chcieli dać radę, to byśmy dali. To ty tchórzysz Malik. To ty wymigujesz się od odpowiedzialności. Nie wierzę, że masz 21 lat! Jeśli nie chcesz mnie z dzieckiem to w takim razie się wynoszę! - krzycząc wstałam z łóżka.
- Nie powiedziałem, że nie chcę ciebie. - syknął przez zęby łapiąc moją rękę.
Popatrzyłam znów w jego oczy.
- Puść mnie. Nigdy nie zabije człowieka. Zniknę razem z tym dzieckiem z twojego życia. Nie pisnę o tym słówka, ale tylko dlatego, że wstyd mi za moje zachowanie. Wstyd mi, że mam dziecko z kimś takim jak ty! - wyrwałam się z jego uścisku i ruszyłam do szafy wyjąć moją starą torbę.
Malik stał na środku pokoju i nie powstrzymywał mnie. Wybiegł z pokoju. Słyszałam jak klnie. Potem trzasnęły drzwi. Momentalnie znów pojawiły się łzy. On mnie nie chciał, nie kochał. W amoku złości i rozpaczy wrzuciłam moje ubrania. Weszłam do łazienki, spakowałam kosmetyczkę i wrzuciłam ją do walizki. Ruszyłam do holu. Porwałam kurtkę z wieszaka. Dwie ulubione pary butów wrzuciłam do walizki, a na siebie założyłam kozaki. Zamknęłam dom, a klucz włożyłam pod wycieraczkę. Nieodśnieżoną ulicą ruszyłam na zajezdnię autobusową. Po drodze zatrzymałam taksówkę.
- Na lotnisko proszę. - wsiadłam do samochodu.
Siedziałam w hali odlotów. Mój cel - Polska. Nie mam pojęcia, gdzie tam zamieszkam, mój tata rozwiódł się z matką i mieszka teraz w Los Angeles, a mama wyjechała ze swoim nowym chłopakiem do Australii. W Polsce została tylko siostra. Ja chcę być jak najdalej od tego potwora. Ludzie przechodzili obok mnie patrząc na mnie dziwnie. No tak byłam ubrana w jakieś dresy i t-shirt, kiedy na dworze była minusowa temperatura. Wyjęłam z torby jakąś bluzę, którą zdążyłam włożyć jeszcze do torby i założyłam ją na siebie.
- Pasażerowie lotu 298 do Polski proszeni są o skierowanie się do odprawy numer 8.
Wstałam z krzesła i ruszyłam do drzwi z numerem 8. Pokazałam uroczej pani bilet i paszport i ruszyłam za tłumem wprost do samolotu. Usiadłam na moim miejscu i jeszcze raz spojrzałam na Londyn, który widziałam z małego okienka.
- Żegnaj... - zasunęłam zasłonkę i usiadłam wygodnie w fotelu nakładając słuchawki na uszy.

_______________________________________________________________________
Kilka lat później
_______________________________________________________________________

- Filipku wychodź już, bo mamusia spóźni się do pracy. - wyjęłam czterolatka z fotelika.
Wzięłam jego plecaczek zapakowany potrzebnymi rzeczami do przedszkola i założyłam maluchowi na plecy. Synek uśmiechnął się do mnie. Odwróciłam się, żeby zamknąć bagażnik mojego auta.
- Cześć (t.i).
Zamarłam. Ten głos poznałabym wszędzie. Zmroziło mnie na samo wspomnienie o nim i o moim dawnym życiu. Podniosłam chłopczyka i mocno przytuliłam.
- Mamu kto to? - Filipek wskazał palcem na... Zayna.
- To nikt skarbie. Idziemy do przedszkola. - ruszyłam z malcem do budynku. Zayn złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Filip przyglądał się mu zaciekawiony.
- Cześć. - wyseplenił w stronę bruneta.
- Cześć. - odpowiedział mu Zayn.
Byłam przeciwna temu spotkaniu. Wypuściłam synka na ziemie.
- Idź już słoneczko. - ucałowałam go w czółko, a on zarzucił mi rączki na szyje i ucałował mnie w policzek.
- Pa mamu! - biegł już w stronę przedszkola, gdzie u drzwi czekała na niego jego pani.
Ruszyłam w stronę samochodu.
- (t.i) porozmawiaj ze mną!
- Nie mamy o czym Zayn. - zatrzymałam się i zacisnęłam usta.
On podbiegł do mnie.
- Uwielbiam jak się denerwujesz i wtedy zaciskasz usta w taką wąską kreskę. - uśmiechnął się do mnie.
Jak on mógł być taki bezczelny?
- Jak nazywa się nasz syn?
- Mój.
- Nie, NASZ.
- Nie Zayn, to mój syn. Ty go nie chciałeś! Nie wiem czy pamiętasz, jak cztery lata temu powiedziałam ci, że jestem w ciąży, a ty kazałeś mi ją usunąć! Kazałeś mi go zabić! Nie oddam go w ręce takiego potwora. Nie chcę, żebyś był jego ojcem. Ma na imię Filip. - wysyczałam wściekła.
- Ładnie. Jest śliczny. - uśmiechał się jakby nigdy nic.
- Po tacie, niestety.
- Nie po mamie. (t.i) pozwól mi się z nim spotykać. Ja wreszcie odważyłem się wrócić i stawić temu wszystkiemu czoła. Przepraszam cię za wszystko, wiem ile przez mnie wycierpiałaś, ja jednak chce mieć dziecko. Czy on wie, że ma ojca?
- Tak. Jego jedynym ojcem jest mój mąż, którego poślubiłam trzy lata temu. On przyjął mnie z nieswoim dzieckiem i zaopiekował się mną i Filipem, kiedy ty tego nie robiłeś! Możesz wytoczyć mi proces, możesz zatrudnić najlepszych prawników, jednak ja nie pozwolę ci spotykać się z synem. Nie mogłabym oddać go w twoje ręce. Proszę cię odejdź już z mojego życia i nie wtrącaj się w nie! Nie mów mu, że jesteś jego ojcem, tak jak ja nie mówiłam przez wiele lat, że masz syna! Radzimy sobie bez ciebie i niech tak zostanie. - wsiadłam do auta.
Otworzyłam jeszcze szybę.
- Pamiętaj, że to ty nas odrzuciłeś, więc nie miej do mnie pretensji. Cześć Zayn. - wycofałam autem z parkingu i odjechałam. Nie chciałam mieć do czynienia z Zaynem. Chciałam być szczęśliwa.

1 komentarz: