Strony

piątek, 3 stycznia 2014

31. Louis

Hej. Proszę oto kolejny imagin z Lou. Przepraszam, że tak pod rząd, ale z Wiki mamy, jak widać podobne gusty. Ja wiem, że moje imaginy nie są najlepszej klasy, więc proszę was również o krytykę, żebym mogła się szybko poprawić. Nie pytajcie czemu jest 5:53, a ja dodaję imagina. :) Szczęśliwego Nowego Roku! Mam nadzieję, że zostaniemy jeszcze razem bardzo długo. xx
                                                                                                            wasza Julu ☻♥☻
ps. przepraszam za błędy :)
ps2. mogą pojawić się przekleństwa (żeby nie było)

Był normalny, słoneczny dzień. Wracałem do domu po kilkumiesięcznej trasie. Chciałem zobaczyć moje siostrzyczki. Tak strasznie za nimi tęskniłem. Droga do Doncaster mijała mi spokojnie. Wjechałem w gęsty, zielony las. Włączyłem radio i założyłem moje okulary przeciw słoneczne na nos. Zacząłem śpiewać głośno piosenkę, którą grali i otworzyłem okna. Ah ten wyczekiwany powrót do domu. Jedną ręką trzymałem kierownicę, a drugą wystawiłem za okno.
                                                     
   
                                                    Hello world,
                                            Hope your listening.
                                     Forgive me if I’m young,
                                     For speaking out of turn.
                                   But there’s someone I’ve been missing,
                                        I think that they could be.
                                       The better half, of me.
                         They’re in the wrong place, trying to make it right.
                                     But I’m tired of justifying.
                                             So i'll say to you.
 
                                              Come home,
                                              Come home...
                                 Cause I’ve been waiting for you,
                                              For so long,
                                              For so long...
                                 Right now there's a war between the vanities,
                                 But all I see is you and me.
                                And the fight for you is all I’ve ever known.
                                              So come home.
                                                   Oooh...
 
Śpiewając zauważyłem w oddali jakąś postać. Przyspieszyłem samochód. Poboczem biegła dziewczyna. Jej włosy rozwiewał wiatr. Zwolniłem obok niej i jechałem wolno, dostosowując prędkość do jej biegu.
- Podwieźć cię? Jadę do...
Dziewczyna otworzyła drzwi i wskoczyła na miejsce pasażera.
- Do szpitala w Doncaster! - rzuciła krótko, zamykając drzwi.
Patrzyłem na nią jak na wariatkę.
- Jedź! - ponagliła mnie.
Wcisnąłem gaz. Dziewczyna siedziała i nie odzywała się ani słowem. Nerwowo nawijała kosmyk włosów na palec, a drugą dłonią bębniła o swoje udo. Była zdenerwowana.
- Proszę jedź szybciej. - rzuciła w moją stronę.
- Ale przepisy...
- To nie ma znaczenia! - warknęła.
Pomału zacząłem się jej bać. Wreszcie wjechałem na parking szpitala. Ledwo się zatrzymałem ona już wyskoczyła z samochodu i popędziła w stronę głównego wejścia.
- Nie ma za co! -  krzyknąłem w jej stronę, ale ona zniknęła już za szklanymi drzwiami.
Uderzyłem rękami w kierownicę. Dlaczego zawsze ja trafiam na popieprzone wariatki? Nawet nie wiem jak ma na imię, choć jechaliśmy razem pół godziny.
Spojrzałem na siedzenie, na którym chwilkę temu siedziała ona. Leżała tam karta. Podniosłem ją i obejrzałem dokładnie.
- (t.i. i t.n.). No tak seksownej pani doktor to jeszcze nie widziałem. - wysiadłem z auta i biegiem rzuciłem się w stronę drzwi.
Gdy znalazłem się w długim, głównym korytarzu ona stała na końcu i czekała na windę. Podbiegłem do niej i wszedłem za nią do windy. Chciałem się odezwać, ale nie umiałem. Drzwi się otworzyły i ona wyszła. Stałem tam przez chwilkę oszołomiony i w końcu wybiegłem za nią. Rozejrzałem się szukając jej kolorowej sukienki. Stała przy drzwiach i szukała czegoś w torbie. Podszedłem do niej.
- Cholera... - zaklnęła.
Stanąłem za nią i wyciągnąłem rękę z kartą w jej stronę.
- Proszę (t.i.).
 Jej kościste palce chwyciły ją szybko. Nawet się nie odwróciła, tylko od razu przysunęła kartę do czytnika i weszła do pomieszczenia. Niepewnie wszedłem za nią. Dziewczyna rzuciła torbę na krzesło i ubrała na siebie  biały fartuch. Stałem w drzwiach czekając, aż mi podziękuje.
- Sorry. - usłyszałem i przpuściłem jakiegoś chłopaka.
- Nareszcie jesteś. Myślałem, że nie dojedziesz.
- Samochód mi się popsuł! Co się stało? Wypadek?
- Tak. Jedna osoba tylko lekko poturbowana, ale druga w stanie ciężkim. Masz. - chłopak w białym fartuchu wręczył jej teczkę.
- Charlotte Tomlinson...
- Kto?! - wypaliłem i rzuciłem się na chłopaka, przyciskając go do ściany.
- (t.i) kto to jest do jasnej chole...
- Nie wiem. Puść go. - dziewczyna odciągnęła mnie na bok.
Chwyciłem ją za rękę.
- To moja siostra. Proszę cię uratuj ją. Błagam. - patrzyłem w jej niebieskie oczy.
- Spokojnie. - posłała mi ciepły uśmiech. - Zrobię wszystko, żeby wyzdrowiała, ale musisz mnie puścić. - uśmiechnęła się pod nosem.
- Przepraszam...
Dziewczyna wyszła z pomieszczenia a ja podreptałem za nią. Płakałem. Bałem się o moją kochaną siostrzyczkę. (t.i.) zatrzymała się przed drzwiami na blok operacyjny.
- Usiądź i czekaj. - przykazała mi, a ja posłusznie usiadłem na najbliższym krześle.
Po godzinie przyjechała mama. Uściskała mnie, też płakała. Siedzieliśmy razem kolejne cztery godziny.
- Mamo wróć do dziewczyn. Ja poczekam, aż to wszystko się skończy.
- Lou, ale przecież jesteś zmęczony podróżą.
- Ale poczekam. Wróć do domu. Zadzwonię gdyby coś się zmieniło.
Moja mama nie była przekonana, ale ucałowała mnie i wróciła się do windy.
Przyszedł sms.
                                            Od: mama xx
                                        Nie płacz skarbie. :*

Kocham je wszystkie bardzo mocno i nie pozwolę, żeby stało się coś złego. Siedziałem dalej na tym niewygodnym krześle. Mój zegarek wskazywał godzinę 21:47. Operacja przedłużała się. Nagle z bloku wyszła pielęgniarka. Przyskoczyłem do niej szybko.
- Co się dzieje? Co z moją siostrą?
- Spokojnie. Proszę się uspokoić. Na pewno wszystko pójdzie dobrze. - kobieta uścisnęła mi dłoń i odeszła.
Zastanawiałem się, czy to była szczera informacja, czy rutynowa formułka.
Opadłem zmęczony na krzesło. Mama dzwoniła co godzinę, pytając co z Lottie, ale ja nie umiałem jej odpowiedzieć.
Zapadłem w płytki i niespokojny sen. Obudziłem się dopiero, gdy ktoś lekko mną potrząsną. Otworzyłem oczy. Nade mną stała (t.i.)
- Hej. Już po wszystkim. - uśmiechnęła się do mnie.
Była tak samo zmęczona jak ja. Jej kosmyk włosów w nieładzie opadał jej na twarz, a ona nerwowo go poprawiała.
- Dziękuję ci. - nie myśląc przytuliłem dziewczynę i zacząłem płakać.
Ona mocniej mnie uścisnęła.
Wzięła mnie za rękę i poprowadziła do sali, gdzie leżała moja siostra.
Usiadłem obok jej łóżka. Jej blada twarz była nieźle rozbita. Łuk brwiowy miała zszyty.
- To tylko tak groźnie wygląda, ale Charlotte miała dużo szczęścia. Ma złamaną rękę, rozbity łuk brwiowy i zerwane ścięgno w prawej nodze, odnotowano również lekki wstrząs mózgu, ale to nie groźne.
- Co się właściwie stało?
- Z tego co powiedziała mi policja, dziewczyna wracała ze szkoły razem ze swoją koleżanką i potrącił je samochód. Gdyby nie Charlotte tamta dziewczyna pewnie by już nie żyła.
- O Boże. - wyszeptałem.
- Możesz być dumny ze swojej siostry, ale w sumie to ty ją uratowałeś.
Popatrzyłem na dziewczynę zdezorientowany.
- Gdybyś mnie nie podwiózł, nie zdążyła bym.
- Tak, miałem cię za jakąś wariatkę. Wybiegłaś z samochodu i nawet nie podziękowałaś. - wyszczerzyłem się.
- To teraz dziękuję.
- Nie, to ja dziękuję. Masz ochotę na kawę?
(t.i.) przytaknęła i wyszliśmy na korytarz. Dziewczyna podeszła jeszcze do swojego pokoju i przebrała się w szary sweter i zwykłe jensy. Poszliśmy na dół do bufetu. Ona usiadła przy stoliku, a ja zamówiłem dwie, podwójne kawy. Przyniosłem je do stolika i usiadłem obok niej. Rozmawialiśmy sobie długo, tak jakbyśmy się już wcześniej znali.
- Lottie zostanie na obserwacji przez kilka dni, ale jej stan jest już stabilny.
- Dziękuję.
- Nie ma za co, to przecież moja praca.
- Mogę zostać na noc? Nie chcę, żeby moja mama musiała tu przyjeżdżać.
- Jasne.
Wypiliśmy kawę i dziewczyna odprowadziła mnie do sali.
- Poproszę, żeby dali ci koc.
- Nie, nie trzeba.
Zniknęła już za drzwiami.
Usiadłem obok jej łóżka i złapałem ją za rękę. Delikatnie ją głaskałem. Stęskniłem się za nią. Była już taka duża. Pamiętam, jak jeszcze woziłem ją w wózku i zawsze wolałem grać w piłkę i oddawałem wózek w ręce moich koleżanek, a później wracałem do domu bez małej Lottie i mama zawsze biegła do sąsiadów po małą.
Uśmiechnąłem się na to wspomnienie.
Nagle poczułem jak ktoś opiera swoje dłonie na moich ramionach.
- O czy myślisz? - usłyszałem jej głos.
- O niej. O tym, że uratowała ją najseksowniejsza lekarka jaką znam. - oberwałem za to w głowę.
(t.i.) pogroziła mi palcem.
- Nie pozwalaj sobie...
- Louis.
- Okej, Nie pozwalaj sobie Louis. Masz koc.
- Nie chcę.
- Gówno mnie to obchodzi. - dziewczyna okryła mnie kocem i usiadła obok.
- Nigdy nie widziałem tak młodej lekarki jak ty.
Ona zaczęła się śmiać.
- Młodej? Prawdopodobnie jestem starsza od ciebie.
- Na pewno nie.
- Mi się wydaje, że jednak tak.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia trzy.
- No to jesteś o rok starsza.
Uśmiechnęła się. Była śliczna, jak się uśmiechała. Te jej niebieskie jak niebo oczy świeciły inteligencją i humorem. Chciałbym jej powiedzieć jaka jest piękna.
- Ja już będę szła. Idź też do domu. Pewnie jesteś zmęczony.
- Nie, nie jestem.
- Ale uparty to ty jesteś i nie zaprzeczaj.
Dziewczyna wstała, odstawiła krzesło i ucałowała mnie w policzek.
- Dobranoc Lou, jakby coś się działo to jestem u siebie.
Posłałem jej dziękczynny uśmiech.
Siedziałem jeszcze długo koło mojej Lottie, aż w końcu wstałem nie mogąc wytrzymać już siedzenia w jednym miejscu. Wyszedłem na korytarz. Postanowiłem podejść do (t.i.). Znalazłem się przed drzwiami do jej pokoju, ale słyszałem, że z kimś rozmawiała.
- Okej, tak postaram się. Do zobaczenia.
Stałem pod drzwiami i słuchałem (nie podsłuchiwałem).
Nagle (t.i.) otworzyła drzwi z takim rozmachem, że uderzyła mnie w nos.
- Boże, Louis przepraszam. - podskoczyła do mnie.
- Nic się nie stało. - spojrzałem na swoją rękę, która była cała we krwi.
- Pomożesz mi? - dziewczyna wzięła gazik i lekko przemyła nos.
Przez przypadek nasze spojrzenia się spotkały.
- W czym mam ci pomóc?
- Podwieziesz mnie?
- Jest piąta rano.
- No i co?
- Nic, tylko zastanawiam się, gdzie musisz jechać tym razem.
- Na lotnisko.
- Gdzie?
- W Londynie.
- Ale to cholernie daleko!
- Wiem, ale zapłacę.
- Nie musisz...
Dziewczyna lekko musnęła moje wargi, po czym spojrzała na mnie z tym swoim błyskiem w oku. Ledwo poczułem smak jej ust. Malinowa pomadka. Wspaniale.
- Chodź mała. - chwyciłem ją za rękę.
- Jestem starsza! - próbowała protestować.
Zadzwoniłem po drodze do mamy, żeby przyjechała do Lottie.
Wsiadłem do auta i poczekałem aż (t.i.) przyjdzie. Przyszła. Włożyła walizkę do bagażnika i usadowiła się na miejscu pasażera tak, jak dziś rano.
Po dziesięciu minutach pędziliśmy już autostradą.
Znów włączyłem radio. (t.i.) oparła głowę o szybę i zamknęła oczy.
- Chcesz spać?
Przytaknęła.
- To idź do tyłu. - posłałem jej uśmiech.
Odpięła pas i wstała. Z gracją rzuciła się na tylne siedzenia i ułożyła się do spania.
- Wariatka. - rzuciłem w jej stronę.
- Zamknij się!
- Okej, okej. - uniosłem ręce w górę, puszczając kierownicę.
- Durniu! Weź jedź normalnie!
Zaśmiałem się.
Po jakimś czasie (t.i.) już spała. Musiała być nieźle zmęczona. Ja też miałem już dość. Spałem tylko tyle ile siedziałem i czekałem, aż zoperują moją siostrę. Masakra. Zjechałem na najbliższy parking. Wyciągnąłem papierosy. Nie palę, ale ten dzień zmusił mnie do tego. Stanąłem koło auta i włożyłem ręce do kieszeni. Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się dymem. Zaraz obok mnie pojawiła się (t.i.), wyjęła papierosa z moich ust i patrząc na mnie włożyła go sobie do buzi, po czym dmuchnęła mi dymem w twarz. Gdy zacząłem kaszleć ona ze śmiechem stała oparta o maskę samochodu.
- Czemu taka jesteś? - stanąłem obok niej.
- Jaka?
- Tak cholernie pociągająca.
Szturchnęła mnie łokciem w bok.
- Nic o tobie nie wiem. - popatrzyła się na mnie bystro.
- To tak, jak ja o tobie.
Zmarszczyła czoło.
- Co?
- Nic.
- Powiedz.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo weźmiesz mnie za wariatkę.
- I tak już jesteś wariatką.
Znów oberwałem łokciem w bok.
(t.i.) wypaliła papierosa i usiadła na masce samochodu.
- Ej teraz to ty sobie nie pozwalaj.
Wyciągnęła ręce w moją stronę. Gdy złapałem jej chude dłonie lekko pociągnęła mnie w swoją stronę. Patrzyła na mnie z góry. Ująłem jej ręce i zarzuciłem sobie na kark. Patrzyliśmy sobie w oczy. Te jej błękitne tęczówki po prostu zbijały z nóg każdego, kto w nie spojrzał. Była piękna.
- Masz kogoś? - wypaliłem.
Gdy zdałem sobie sprawę jakie pytanie jej zadałem na moich policzkach pojawił się rumieniec. Ona to zauważyła i uśmiechnęła się do mnie przygryzając wargę.
- Nie. A co?
- Nic. Jestem głupi.
- Nie skomentuje.
- Ej! - oburzyłem się. - Wiesz, dlaczego ludzie są głupi?
- Nie.
- To wszystko przez tą popieprzoną miłość.
- Sugerujesz coś? - jej czoło znów się zmarszczyło.
- Tak, sugeruję. - oplotłem ręce wokół jej chudych ud i podniosłem ją lekko.
- Puść mnie! Louis! - dziewczyna chcąc nie chcąc, splotła swoje nogi za moimi plecami, a jej ręce mocniej oplotły moją szyję.
Wziąłem dziewczynę i zaniosłem ją na tylne siedzenie samochodu. Delikatnie ułożyłem ją na siedzeniach i pochylając się nad nią ucałowałem ją w czoło.
- Jedziemy już? - spytała.
- Tak, w końcu musisz być w Londynie.
- Nie muszę. - znów popatrzyła na mnie w ten zniewalający sposób.
- Jak to?
- Stwierdziłam, że podoba mi się tutaj, z tobą, a nie w jakimś Londynie.
- Kurde (t.i.) co ty kombinujesz?
- Nie wiem. Chyba się w tobie zakochałam i boję się, że mi uciekniesz, dlatego chcę cię gdzieś wywieść, porwać i mieć tylko dla siebie.
Patrzyłem na nią znów, jak na wariatkę. Błękitnooką wariatkę. Perspektywa, że leżała na tylnych siedzeniach mojego samochodu radowała mnie, jak nigdy. (t.i.) patrzyła na mnie, czekając na moją reakcje.
- Dlaczego we mnie zakochują się jakieś psychofanki? - dziewczyna uszczypnęła mnie w rękę. - Au! Wariatko! Ja ciebie też kocham.
- Naprawdę?
- Tak. Sam się sobie dziwię, ale kocham cię. Zakochałem się w tobie, nawet nie wiedząc kiedy. Jesteś po prostu idealna i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Proszę zostań ze mną.
- Mówisz tak, jakbyś chciał, żebym została twoją żoną.
- A czy ja powiedziałem, że nie chcę? - uśmiechnąłem się pod nosem.
Nagle (t.i.) przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała. Była taka delikatna i ostrożna. Czekała, aż odwzajemnię jej pocałunek. Odwzajemniłem jej pocałunek, jej miłość i uczucia. Kocham ją. Tak strasznie mocno ją kocham.


 

1 komentarz: