Strony

niedziela, 20 lipca 2014

87. Harry (część 2)

Cześć. Dzisiaj cały dzień szukałam w internecie hodowli goldenów retriverów bo planujemy kupić psa :) (w końcu) i jestem zniechęcona bo nigdzie nie ma szczeniąt :c. Wieczorem dostałam weny i musiałam skończyć dla Was tego imagina. Pisząc go i słuchając w kółko tej samej piosenki (niżej) zalewałam się łzami. Mam nadzieję, że Was się spodoba. Komentujcie c;

PS. Dziękuję za ponad 7000 wyświetleń KOCHAM WAS MOCNO <3 

                                                                                                                                               ~ Wiki 
__________________________________________________________________________________



- Co się dzieje (t.i)? 

- Ona umiera - w moich oczach pojawiły się łzy - proszę, przyjedź - poderwałem się z kanapy jak poparzony i ruszyłem do wyjścia. Chwyciłem po drodze tylko portfel. 

- Będę jak najszybciej - dziewczyna się rozłączyła. Wybiegłem z hotelu i złapałem taksówkę. Siedziałem jak na szpilkach. Łzy ciekły po moich polikach a ja nie byłem w stanie ich powstrzymać. Kierowca zatrzymał się pod lotniskiem. Podałem mu banknot i ruszyłem na lotnisko. Udało mi się kupić ostatni, wolny bilet. Przepychając się między ludźmi biegłem w stronę bramek. 

                                                                                      * oczami Darcy *

Leżałam na szpitalnym łóżku podpięta do przeróżnych kabelków i ledwo oddychałam. Byłam wyczerpana. Wiedziałam, że to wszystko dobiega końca, że umieram. Z jednej strony czułam ulgę a z drugiej gdy patrzyłam na mamę siedzącą przy mnie i jej mokre policzki moje serce pękało na miliony kawałeczków. Chciałabym jeszcze raz zobaczyć Harrego i móc powiedzieć mu te trzy słowa. Poczułam piekący ból w rękach. 

- Kocham cię - usłyszałam słowa mamy. 

- Ja ciebie też mamusiu - z trudem ścisnęłam jej dłoń mocniej. Bałam się tego co będzie po tym jak odejdę. 

                                                                            * oczami Harrego *

Wysiadłem z samolotu i nie zwracając uwagi na krzyki ochroniarzy którzy próbowali mnie zatrzymać bo ominąłem wszystkie bramki biegłem do wyjścia. Na dworze lał deszcz. Spojrzałem na jak zwykle zakorkowane ulice Londynu. Szpital był niedaleko stąd. Biegłem w jego stronę jak najszybciej umiałem. Ludzie patrzyli na mnie jak na kretyna. Wbiegłem przez wielkie szklane drzwi do przestronnego holu. Mijałem zdezorientowane dzieci i lekarzy. Pchnąłem ostatnie drzwi i znalazłem się w odpowiedniej sali. Na krześle przy łóżku dziewczyny siedziała zapłakana (t.i). Podszedłem do Darcy i ucałowałem delikatnie jej blady policzek. Siadłem na krześle i wpatrywałem się w jej bladą twarz chcąc zapamiętać nawet najmniejszy szczegół. Nie byłem w stanie powstrzymać łez. 



Chwyciłem dłoń dziewczyny i lekko ścisnąłem. Nie byłem w stanie nic powiedzieć. W moich oczach co chwilę pojawiały się nowe łzy. 

- Kocham cię mamo - spojrzała na blondynkę i chwyciła jej policzek - nie płacz. 

- Też cię kocham - kobieta się nachyliła i ucałowała czoło Darcy.

- Ciekawe jak tam jest - dziewczyna spojrzała w górę. Ucałowałem jej dłoń. Czułem się beznadziejnie. Nagle maszyna zaczęła szybciej pikać - kocham cię tato - nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Zamurowało mnie. Ścisnąłem mocniej jej dłoń. 

- Ja ciebie też córciu - ledwo wypowiedziałem do końca ostatnie słowo a w moich uszach zabrzmiał przeraźliwy pisk maszyn. Do sali wbiegli lekarze ale wszyscy wiedzieli, że to już koniec. Spojrzałem zszokowany na (t.i), płakała. Podszedłem do niej i mocno przytuliłem. Może i było nam się wstyd do tego przyznać ale potrzebowaliśmy teraz siebie nawzajem. Poczułem jak kobieta obejmuje mnie w pasie - dziękuję, że jej powiedziałaś. 

- Miałeś rację, powinna wiedzieć - spojrzeliśmy ostatni raz na bladą twarz Darcy i wyszliśmy z sali - nie mam już nikogo - podniosłem delikatnie jej podbródek.

- Miałaś, masz i zawsze będziesz miała mnie - patrzyłem jej prosto w oczy - tylko obiecaj, że tym razem nie uciekniesz. 

- Obiecuję - powiedziała po czym wciąż płacząc wtuliła się we mnie. 


" Jest tylko jedno szczęście w życiu, kochać i być kochanym " ~ Aurore Dudevant (George Sand) 

" Stracony czas jest tak nieodwracalny jak śmierć " 



3 komentarze:

  1. Płaczę... dlaczego ona umarła. Przynajmniej wiedziała kto jest jej ojcem.
    Świetny imagin, chociaż smutny.
    Życzę weny i powodzenia w szukaniu psa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję <3 znalazłam :) i można go już w przyszłym tygodniu zabrać do domu :* jestem taka happy <333

      Usuń
  2. Boże! To takie mega smutne!! Ja płaczę! A jej ostatnie słowa!
    To było świetne :**

    OdpowiedzUsuń