Strony

czwartek, 18 grudnia 2014

103. Harry (część 1)

Cześć ludziska :) dostałam wczoraj olśnienia i powstała pierwsza część imagina. Nie wiem czemu tak rzadko pojawiają się tu posty ale mam nadzieję, że z czasem to się zmieni. Mam nadzieję, że Wam się spodoba <3 czytasz = komentujesz.

PS Kocham Wam i dziękuję za ponad 18 000 wyświetleń <3 

                                                                                 ~ Wiki ;3
__________________________________________________________________________

Ze snu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Usiadłem i przetarłem twarz rękoma. Gość był natarczywy więc nie miałem czasu założyć spodni. 
- Już! - krzyknąłem i ruszyłem do drzwi w samych bokserkach. Spodziewałem się każdego ale nie jej.
- Cześć, mogę wejść? - miała na sobie czarne, obcisłe jeansy i białą zimową kurtkę. Szyję miała owiniętą szarym szalikiem a na głowie miała czapkę tego samego koloru. Wierciła dziurę w żwirze swoimi czarnymi kozakami - Harry - jej głos wyrwał mnie z zamyślenia. 
- Tak, jasne - odpowiedziałem zmieszany i wpuściłem ją do środka. Wziąłem od niej kurtkę - rozgość się, zaraz wrócę - ruszyłem do sypialni. Zakładając koszulkę i dresy zastanawiałem się co ona tu robi. Zbiegłem po schodach. Siedziała na krześle w kuchni. W oczy rzucił mi się jej zaokrąglony brzuch. 
- Musimy porozmawiać - miałem złe przeczucie. 
- Dobrze, chcesz herbaty?
- Nie, dzięki.
- Chodź do salonu - podałem jej rękę by pomóc zejść z wysokiego krzesła. Po chwili wahania skorzystała z pomocy. Siadła na kanapie natomiast ja postanowiłem stać - o co chodzi (t.i)?
- pamiętałem ją doskonale w porównaniu do innych dziewczyn z którymi kiedykolwiek spałem. W tej niskiej brunetce było coś co ją wyróżniało. Była inna niż reszta: miła, kochana, empatyczna, mądra, urocza. Gdy się obudziłem po wspólnie spędzonej nocy jej już nie było. Dzwoniłem do niej ale bez skutku. Aż do dzisiaj jej nie widziałem. 
- Jak widzisz jestem w ciąży - uśmiechnęła się blado. Kiwnąłem głową, patrząc na jej zaokrąglony brzuch - to 7 miesiąc - patrzyła na mnie wyczekująco. Nie rozumiałem o co jej chodzi. 
- No to gratulacje - oparła się o poduszkę. 
- Pomyśl Harry - skrzyżowała nogi siadając po turecku. Nagle wszystko złożyło się w jedną całość.
- To moje dziecko - uśmiechnęła się. 
- Tak - gdy to potwierdziła dotarło to do mnie ze zdwojoną siłą. Wstałem przerażony. Spaliśmy ze sobą tylko raz. Mam dopiero 22 lata, jestem sławnym piosenkarzem i mam zostać ojcem. Niemożliwe. Zacząłem chodzić w tą i z powrotem po salonie - pomyślałam, że powinieneś wiedzieć - milczałem - będziesz uczestniczył w jej życiu - a więc to dziewczynka - najwięcej ile będziesz w stanie albo nigdy jej nie zobaczysz. Jeśli ma nie mieć biologicznego ojca to nie chcę żeby się nagle pojawił po 15 latach i mieszał jej w głowie. Zastanów się nad tym - czułem radość ale bardzo głęboko w sercu. Dziecko to spory obowiązek.
- Nie chcę was znać - powiedziałem po chwili. W jej zielonych oczach dostrzegłem łzy ale jej głos był wypruty z emocji. 
- Dobrze ale pamiętaj, że to była twoja decyzja - wstała i wyszła zostawiając mnie pełnego sprzecznych emocji.

Szedłem w stronę kasy gdy nagle na kogoś wpadłem. 
- Przepraszam - bąknąłem w stronę kobiety. 
- Nie szkodzi - uśmiechnęła się. Była w ciąży a jej zaokrąglony brzuch sugerował, że niedługo maleństwo pojawi się na świecie. Mimowolnie pomyślałem o (t.i). Od kąt przyszła do mnie z wiadomością minęły dwa tygodnie. Nie dzwoniłem, ona też ale czego miałem się spodziewać po moich słowach. Powiedziałem chłopakom ale spotkałem się tylko z zawiedzionymi spojrzeniami i słowami, że to moja decyzja a oni nie będą mieli kogo rozpieszczać. Zamyślony zapłaciłem za prezenty dla mojej mamy i siostry. Mimo, że do świąt jeszcze miesiąc ja już miałem kupione prawie wszystkie prezenty. Został mi do kupienia tylko prezent dla dwuletniej chrześnicy. Skierowałem się do sklepu  z zabawkami i ciuszkami dla dzieci. Chodziłem między regałami ale nie mogłem zdecydować jaka zabawka byłaby najlepsza. Dostrzegłem jakąś kobietę i postanowiłem do niej podejść. 
- Dzień dobry, przepraszam, pomogłaby mi pani? - uśmiechnąłem się.
- W czym? - wyglądała na zdziwioną.
- Nie wiem jaką wybrać zabawkę dla dwulatki - uśmiechnęła się.
- Ach dla córeczki tak? - zarumieniłem się. 
- Tak - nie wyprowadziłem jej z błędu, sam nie wiem czemu. 
- Ta jest słodka - podała mi misia, który liczył do 10, mówił alfabet a jak nacisnęło się na łapkę mówił "Kocham cię" - małej się na pewno spodoba. 
- Tak, dziękuję - odeszła a ja nagle posmutniałem. Nie mam czasu na dziecko, koncerty, trasy, podpisywania płyt, promowania, wyjazdy. Czy będę w stanie przewinąć takiego małego bobasa nie robiąc mu przy tym krzywdy. Nigdy nie miałem do czynienia z dziećmi. Czy chciałybyście mieć ojca, który nie umie się wami zająć albo nie ma na to czasu? Nie. No właśnie. Z drugiej strony, byłbym się w stanie tego nauczyć. Mogłyby jeździć ze mną w trasy. Przecież to nie problem. Zmieszany ruszyłem na dział z ubrankami. Postanowiłem kupić Liliy jakąś słodką sukienkę. By dotrzeć na ubranka dla starszych dzieci musiałem minąć te niemowlęce a tak zatrzymałem się na widok młodej pary. Na oko byli w moim wieku. Dziewczyna zdejmowała z wieszaków kolejne ubranka i pokazywała chłopakowi a ten szeroko się uśmiechał. Dostrzegłem jej zaokrąglony brzuch. Byli tacy szczęśliwi mimo czekających ich obowiązków i problemów które na pewno z czasem się pojawią. Chłopak schylił się i pocałował delikatnie okrągły brzuch a później położył na nim rękę. Pewnie maluch się poruszył. Zauważyłem, że się uśmiecham. W mojej głowie kłębiło się pełno pytań "czy będę w stanie dobrze wychować dziecko" "czy będą ze mną szczęśliwe" "czy będę dobrym ojcem i jak to w ogóle jest nim być" "czy będzie mnie kochać". Dotarło do mnie, że jeśli nie zmienię zdania, nigdy się nie dowiem. Gdzieś na świcie będzie sobie żyła moja córka a ja jej nigdy nie poznam, nie będę widział jak dorasta, jak się zakocha, jak weźmie ślub, jak będzie miała swoje dzieci, jak będzie szczęśliwa. Podszedłem do regału i zacząłem ściągać z wieszaków wszystkie ubranka, które mi się podobały. Przy kasie kobieta patrzyła się na mnie jak na wariata.
- Szykujemy się na dzidziusia? - zapytała.
- Tak - tym razem odpowiedź była zgodna z prawdą. 
Wyszedłem zadowolony ze sklepu z rękoma pełnymi reklamówek z prezentami. Wsadziłem je do bagażnika i postanowiłem przejść się po kawę do kawiarni na rogu. Szedłem po woli, uważając by się nie poślizgnąć na warstwie lodu na chodniku. Nagle dostrzegłem (t.i). Podbiegłem do niej. Miałem ją chwycić za rękę gdy zrobiła krok do przodu, poślizgnęła się i upadłaby gdybym jej w porę nie złapał. 
- Dziękuję - gdy zobaczyła kto jej pomógł zdziwienie wymalowało jej się na twarzy. 
- Zamieszkaj ze mną - rzuciłem bez zastanowienia. Zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Co?
- Chcę być z wami. Chcę być ojcem w każdym calu. Chcę się tobą opiekować, być przy porodzie, przynosić ci herbatę, gotować obiady - mówiłem jak najęty.
- Dziękuję ale poradzę sobie, mieszkam z bratem - mina mi zrzedła. 
- Ale on nie jest ojcem naszego dziecka.
- Ty też nie chciałeś nim być. Skąd mam wiedzieć, że za jakiś czas nie zmienisz zdania? - miała rację. 
- Dotarło do mnie, że chce żebyście mogły na mnie polegać, żebyście były moją rodziną.
- Obiecujesz, że zawsze będziesz przy niej? Najważniejsze jest jej szczęście nie moje - zawsze taka była. Uśmiechnąłem się. 
- Obiecuję zawsze być z wami - podkreśliłem ostatnie słowo - zamieszkasz ze mną?
- Tak - zaprowadziłem ją do samochodu. Ruszyliśmy w stronę jej mieszkania. Znajdowało się na drugim końcu miasta. (t.i) zadzwoniła po drodze do brata i wszystko mu wytłumaczyła. Wyglądało na to, że nie bardzo za mną przepadał. Nie dziwiłem mu się. Co jakiś czas spoglądałem na dziewczynę. Nie mogłem uwierzyć, że mi zaufała. Cieszyłem się jak głupi. Zajechaliśmy pod dom brunetki. Wysiadłem i otworzyłem jej drzwi. Chwyciłem ją i zestawiłem na ziemię. 
- Przesadzasz, umiem wysiąść z auta. 
- Ale nie możesz się męczyć - zaśmiała się i ruszyła do mieszkania. Miałem szczęście, że jej brata nie było w domu. Zaczęła pakować swoje rzeczy do walizek. Jedyna cecha jaką dzieliła z innymi dziewczynami to niemożliwie wielka ilość ciuchów. Zaśmiałem się pod nosem. 
- Z czego się śmiejesz? - spojrzała na mnie podejrzliwie. 
- Skąd wy bierzecie tyle ciuchów? 
- Ze sklepów - znów się zaśmiałem. Pocałowałem ją w policzek i poszedłem zanieść pierwszą walizkę do auta. Gdy wróciłem na górę siedziała na łóżku i trzymała się za brzuch. Po policzku płynęła łza. Przestraszyłem się. Podbiegłem do niej i uklęknąłem opierając dłonie na jej kolanach. 
- Co się stało? - podniosła głowę i dostrzegłem delikatny uśmiech. Nic nie rozumiałem. 
- Rusza się - jej głos przepełniony był szczęściem. Podniosłem się i pocałowałem ją w czoło. 
- Mogę? - spytałem. Chwyciła moją dłoń i położyła na swoim brzuchu. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę. 
- Cieszę się, że z nami jesteś - przytuliła się do mnie a ja ciasno objąłem ją ramionami.
- Ja też się cieszę. Skończyłaś pakowanie? 
- Yhym. Możemy iść - chwyciłem walizki i wyszliśmy z jej mieszkania. Pomogłem jej się wdrapać na fotel i ruszyliśmy do NASZEGO domu. Uśmiechnąłem się na myśl o nowym rozdziale w życiu. 
- Chłopcy chcieliby cię poznać, mogą jutro wpaść?
- Jasne, to przecież twój dom - patrzyła za okno. 
- Nie, teraz to nasz dom - podkreśliłem ostatnie słowo kładąc swoją dłoń na jej udzie. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Po chwili położyła swoją dłoń na moją i splotła nasze palce. Gdy zajechaliśmy pod dom było już ciemno. Otworzyłem bramę wjazdową pilotem i natychmiast na teren posesji wbiegło kilkunastu paparazzi i dziennikarzy. Wiedziałem, że zrobi się szum gdy się zorientują, że zamieszkałem z ciężarną dziewczyną i że to ja jestem ojcem ale nie sądziłem, że dojdzie do tego tak szybko. Zatrzymałem samochód. Spojrzałem na (t.i). Spała słodko. Wysiadłem z auta i otworzyłem drzwi od jej strony. 
- (t.i) - byłem w szoku, że reporterzy mnie jeszcze nie dopadli.
- Harry - przebudziła się. 
- Jesteśmy, mamy gości - spojrzała za moje plecy i dostrzegła mały tłum. 
- Będą ze mną same problemy - spuściła głowę.
- Nie obchodzi mnie to. Jestem dorosły i biorę odpowiedzialność za swoje czyny. Chodź - pomogłem jej wyjść z auta i ruszyłem na spotkanie z dziennikarzami. Natychmiast na mnie napadli. 
- Kim jest ta dziewczyna? - zapytał jeden z nich. 
- Matką mojego dziecka i moją dziewczyną - druga informacja nie do końca była prawdą.
- Chłopiec czy dziewczyna?
- Dziewczynka - odezwała się (t.i). Chwyciłem jej drobną dłoń. 
- Kiedy termin? 
- Za półtora miesiąca - odpowiedziałem.
- Czy jesteś pewien, że nie wrabia cię w dziecko? - czułem jak mięśnie brunetki się napinają. Nie myślałem o tym wcześniej ale znałem odpowiedź. 
- Tak, jestem pewien. (t.i) jest najcudowniejszą osobą jaką kiedykolwiek poznałem. To wszystko - odwróciłem się ruszyłem z moimi skarbami do domu. Wziąłem od dziewczyny kurtkę i odwiesiłem na wieszak. Siadła na małej ławeczce chcąc zdjąć byty ale ją wyprzedziłem. Klęknąłem na przeciwko niej i zdjąłem jej kozaki. Uśmiechnęła się.
- Dziękuję ale nie było trzeba.
- Była, idę po walizki a ty się rozgość. 
Gdy wróciłem (t.i) stała w mojej koszulce i krótkich spodenkach przy kuchence i gotowała. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Podszedłem do niej. Położyłem dłonie na jej okrągłym brzuchu i oparłem brodę na ramieniu. 



- Pożyczyłam rzeczy - czułem jak moja księżniczka się rusza - o której przyjadą twoi koledzy?
- Wbiją pewnie z rana jak to oni - pokiwała głową.
- Masz naleśniki a ja idę się wykąpać - wypełzła z moich objęć i ruszyła do łazienki. 
- Ręczniki masz w szafce na dole - jej policzki oblały się różem.
- Pamiętam - zatrzasnęła za sobą drzwi. Siadłem przy stole i zajadałem się naleśnikami. (t.i) na prawdę dobrze gotuje. Wieczór spędziliśmy przed telewizorem a później rozeszliśmy się do swoich sypialni. 
Z głębokiego snu wyrwał mnie krzyk. Przerażony pobiegłem do sypialni (t.i). Leżała na łóżku i się szamotała. 
- (t.i) obudź się - potrząsnąłem nią. Usiadła przerażona - Harry - wyszeptała. 
- Spokojnie to tylko sen - położyłem się obok niej i mocno przytuliłem. 

- Harry! - usłyszałem krzyki dobiegające z dołu. To pewnie chłopcy - Harry - dalej krzyczeli. 
- Kto tak krzyczy? - zapytała (t.i) z wciąż zamkniętymi oczami. 
- Chłopcy. Śpij, pójdę do nich - założyłem koszulkę i zszedłem na dół.
- No hej tatuśku - rzucili się na mnie uśmiechnięci. 
- Cześć, musicie się tak drzeć? (t.i) śpi - usłyszałem pomruki niezadowolenia. 
- Chciałem ją poznać - westchnął Niall. 
- Zajmijcie się sobą a ja idę się ogarnąć - ruszyłem do łazienki. W środku była brunetka. Miała na sobie szare dresy i białą obcisłą koszulkę podkreślającą okrągły brzuch. Malowała się - mam nadzieję, że nie zdemolują nam domu - zaśmiałem się.
- Więc idę ich przypilnować - uśmiechnęła się i wyszła. Słyszałem okrzyki radości. Gdy wróciłem wszyscy siedzieli na kanapie a Niall się szczerzył trzymając dłoń na brzuchu dziewczyny.
- Też chcę dzidziusia - (t.i) wybuchła śmiechem. 
- Najpierw potrzebujesz dziewczyny - usiadłem na fotelu. 
- Wybraliście już imię? - spytał Zayn - to najgorsza część - tak, Malik zdecydowanie coś o tym wie. Gdy trzy lata temu okazało się, że Perrie jest w ciąży aż do porodu kłócili się o imię. To właśnie Lily jest moją chrześnicą. Czekałem aż (t.i) coś powie bo ja szczerze mówiąc o tym nie myślałem. 
- Jakie imię ci się podoba Harry? - zdziwiło mnie, że chce znać moje zdanie. 
- Darcy - odpowiedziałem zdecydowany. 
- No więc ustaliliśmy - uśmiechnęła się. Podszedłem do niej, usiadłem na kanapie i posadziłem sobie na kolanach. 
- Gdzie w tym roku robimy święta. Ostatnio były u mnie - odezwał się Louis. Co roku ktoś inny organizuje święta i zjeżdżają się wszyscy z najbliższymi. 
- Może być u nas - zaproponowałem - nie masz nic przeciwko? - brunetka przecząco pokiwała głową. 
- To chyba trzeba kupić choinkę - stwierdził Liam.
- Kocham ubierać choinki - oświadczyła uśmiechnięta (t.i).

2 komentarze:

  1. Aww! Święta są już wszędzie :) cudowny imagin. Czekam na drugą część :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku. Świeta wszedzie. Cudowny imagin, zresztą jak zwykle :*
    Harry ma szczeście, że sie opamiętał i jednak chce być ojcem. Inaczej byłoby beznadziejnie....
    Czekam na drugą część, życzę weny i przepraszam za beznadziejny komentarz :*
    Edzia <3

    OdpowiedzUsuń